Kierowca toyoty rav 4, który w ub. roku uderzył w ...
- Tylko czekałem, jak mocno się poturbuje i kiedy. Pierwsze informacje dostałem takie, że jest tak źle, że nie ma szans na przeżycie. I długo, dwa, trzy dni słyszałem, że właściwie nie ma szans. I dlatego od razu była modlitwa, msze. Masę ludzi się w to włączyło, Pana Boga za nogi złapaliśmy ze wszystkich stron i uprosiliśmy, żeby darował mu życie - mówi Lech Wałęsa dla tygodnika Wprost.
Były prezydent podkreśla też, że znaczenia nie ma prędkość, z jaką jechał Jarosław Wałęsa.
- Nawet gdyby pan jechał dziesięć na godzinę, to i tak by nie można się ustrzec, bo ten człowiek popełnił straszliwy błąd, wyjeżdżając w taki sposób na jezdnię - opowiada Lecha Wałęsa o o przyczynach wypadku syna.
Wybrane komentarze


- Viva 24.09.2011, 11:42
Ten " wizioner" -zawsze mówi ,że coś czuł.Jeżeli synek jeżdził z taką prędkością jak się chwalil,to nie trzeba być jasnowidzem.
- matka Boska 24.09.2011, 11:49
To ostatnie ostrzezenie dla bolka, lolka i tolka
Denerwuje Cię to? ZGŁOŚ SKARGĘ!
- Zarzuty za WYPADEK Jarosława WAŁĘSY. Kierowca toyoty nieumyślnie potrącił syna prezydenta

- Jarosław WAŁĘSA WYCHODZI ZE SZPITALA W PIĄTEK, po tym jak przeszedł 17 operacji

- WYPADEK JAROSŁAWA WAŁĘSY: Syn byłego prezydenta odzyskał czucie w nogach

- WYPADEK MOTOCYKLOWY JAROSŁAWA WAŁĘSY: Syn Lecha Wałęsy walczy o życie - ZDJĘCIA





