Szok! Amerykańskie służby specjalne twierdzą, że zatrzymały polskiego niedoszłego terrorystę. ...
Dramatyczna historia pościgu za Benjaminem Barnesem rozpoczęła się w Skyway w stanie Waszyngton, na południe od Seatle. Mężczyzna znalazł się tam ze znajomymi na przyjęciu. Niestety były żołnierz długo na imprezie nie zabawił – został z niej wyproszony. Wtedy wrócił uzbrojony po zęby i zaczął strzelać na oślep do ludzi. 4 osoby zostały ranne, Barnes uciekł, a policja ruszyła w pościg za furiatem.
Pogoń mundurowych za szaleńcem kilka godzin później doprowadziła do tragedii.
W wyniku strzelaniny przy blokadzie drogi zginęła strażniczka leśna z parku narodowego Mount Rainer. Margaret Anderson nie miała najmniejszych szans. Mężczyzna bez ostrzeżenia otworzył do niej ogień z broni automatycznej.
Wybrane komentarze


- Do anonim 613 03.01.2012, 14:50
Chlopczyku ic sie lecz sam nie wiesz co piszesz....- GUN 03.01.2012, 20:40
W POLSCE nigdy nie będzie powszechnego dostępu do broni bo posłowie głosując za tym podpisaliby na siebie wyrok
Nad ranem za uzbrojonym mężczyzną uganiało się już ponad 200 funkcjonariuszy elitarnej jednostki SWAT. Ostatecznie został on odnaleziony przed południem - jego zwłoki zauważono z helikoptera.
Wszystko na to, że Benjamin Colton Barnes zabił się sam. Prawdopodobnie zbyt pewny siebie i swojej „nieśmiertelności” zmarł z wyziębienia organizmu. Ciało szaleńca – bez widocznych obrażeń - odnaleziono w głębokim śniegu. Mimo mrozu był on ubrany jedynie w koszulkę , jeansy i tenisówki.




