Policjanci nas poturbowali
Zobacz też

Zamaskowany terrorysta porwał helikopter spod Stadionu Narodowego. Uzbrojonego zamachowca udało ...

Policjanci kazali też podnieść ręce do góry przestraszonemu synowi Marcinowi (14 l.). W domu był też malutki Grześ (9 mies.).

Patrz też: Łódź, Wołomin: Antyterroryści zatrzymali 17 osób

Okazało się, że policjanci pomylili drzwi. Groźni bandyci, których mieli aresztować, mieszkali naprzeciwko. - Byliśmy w szoku - opowiada Paweł Ziółkowski. - Nie mam żalu do nich, to ich praca, ale przez jakiś błąd w sprawdzaniu adresu moja żona teraz nosi gorset - dodaje zdenerwowany.

Policja tłumaczy, że Ziółkowscy nie byli zameldowani w tym mieszkaniu ani nie wiadomo było o tym, że zostało ono podzielone na dwie części. Sprawę ma zbadać prokurator.


Wybrane komentarze

zobacz wszystkie >>
Cudzysłów
Cudzysłów
Zdzisław Procyk 13.03.2010, 00:29

Nazawijmy rzecz po imieniu.Ci antyterrości to zawodowi bandyci.Rozumiem pomyłkę,aczkolwiek uważam iz przy tego rodzaju służbie jest ona niedopusczalna.Rzucanie kobiety na podłogę,bicie bezbronnego kolbą w głowę i nakazanie 14 latkowi poodniesienie rąk w górę to prymitywna policyjna bandziorka.Do tego jak zwykle jakiś policyjny lump dorabia do tej bandziorki legendę nprz.że nie byli zameldowani. Na szcżeście nie zastrzelili 9 miesięcznego Grzesia,przecież ten "bandyta" nie podniósł rąk do góry,a nadodfatek pewnie ich "olał".

Denerwuje Cię to? ZGŁOŚ SKARGĘ!