Łódź: Łukasz zginął, bo stanął w obronie brata z powodu jego orientacji: "Niestety nie będę już w stanie mu się za to odwdzięczyć"

2020-02-21 14:04 DK
Brat zginął, bo stanął w mojej obronie
Autor: CEZARY PECOLD/ SUPER EXPRESS Brat zginął, bo stanął w mojej obronie. Na zdjęciu Łukasz, ofiara

Łukasz Klimkowicz (34 l.) z Łodzi długo nie mógł wybaczyć rodzonemu bratu, że ten jest gejem. Zaczął go unikać, ograniczył kontakty praktycznie do zera. Ale kiedy w jego towarzystwie zaczęto drwić z orientacji seksualnej starszego o 4 lata Rafała, obudziły się w nim więzy krwi i stanął w obronie krewnego. Niestety przypłacił to życiem - został zakatowany na śmierć. Oskarżony o zabójstwo Adam K. (40 l.) stanął właśnie przed sądem.

Pan Rafał na pewno inaczej wyobrażał sobie relacje z własnym bratem. Liczył, że z czasem Łukasz oswoi się z myślą, iż on sam znalazł szczęście w ramionach innego mężczyzny. Miał nadzieję, że zrozumie i to zaakceptuje. - Niestety nie chciał o tym słyszeć – opowiada. - Dlatego właściwie nie utrzymywaliśmy kontaktów.

Nie dane im było się pogodzić i teraz jedyne co panu Rafałowi pozostało, to obecność na sądowym procesie, w którym za śmierć jego brata odpowiada Adam K.. Mężczyzna jest oskarżony o brutalne zabójstwo pana Łukasza. Według śledczych w trakcie spotkania obu panów w mieszkaniu wspólnego znajomego, miał go tak skatować, że z powodu licznych wielonarządowych obrażeń wewnętrznych zmarł jeszcze zanim na miejsce przyjechała karetka.

Nim do tego doszło między mężczyznami doszło do wielkiej awantury o orientację seksualną starszego z braci Klimkowiczów. - Łukasz musiał stanąć w mojej obronie – mówi brat zamordowanego. - Nie pozwolił, żeby mnie obrażano. Niestety nie będę już w stanie mu się za to odwdzięczyć.

Przed sądem Adam K. nie przyznał się do zabójstwa i odmówił składania zeznań. Utrzymuje jedynie, że choć brutalnie pobił kolegę, to nie chciał go zabić. Jeżeli sąd uzna jego winę, to grozić mu będzie nawet dożywocie.