Włamał się do auta, a łup go powalił. Dosłownie!

2019-11-08 14:07 Mucha

Najpewniej nie tak wyobrażał sobie finał nocnej akcji Wojciech M. (39 l.) z Czemiernik pod Radzyniem Podlaskim. Wprawdzie włam do stojącego na parkingu mitsubishi to dla niego bułka z masłem, ale jak tu myszkować po samochodzie, kiedy dojmująco doskwiera pragnienie, a z fotela nęcą zdradziecko puszki z piwem? Wypił więc złocisty trunek, który niespodziewanie utulił go do snu….

Tak, tak,  Wojciech M. spał słodko w aucie do samego rana. Tuż po godzinie 6-tej z objęć Morfeusza wyrwali go boleśnie policjanci, wezwani na miejsce przez 43-letniego właściciela auta. Jak się okazało, w nocy Wojciech M. włamał się do samochodu. Spakował już do torby dokumenty i papierosy, które znalazł w kabinie, kiedy natknął się na kilka puszek z piwem.  

- Włamywacz tłumaczył się, że alkohol z pojazdu „skonsumował” na miejscu, gdyż był spragniony, po czym usnął – opowiadają policjanci. Zaspany złodziejaszek był mocno niepocieszony z takiego obrotu sprawy.

 - Jak do tego mogło dojść – pytał sam siebie drapiąc się po głowie. Trafił do aresztu, a za włamanie grozi mu nawet 10 lat więzienia. Właściciel auta wyliczył, że nocna wizyta włamywacza kosztowała go prawie 900 zł.