W jakim stanie były tygrysy? Instytucje mają całkowicie odmienne zdania [WIDEO]

2019-11-07 22:51 MROK

Nie milkną echa po tym, jak poznański Ogród Zoologiczny heroicznie uratował 9 tygrysów. Zwierzęta jechały z Włoch do Rosji w skandalicznych warunkach i utknęły na granicy polsko – białoruskiej, bo Białorusini nie chcieli wpuścić zwierząt bez właściwej dokumentacji. Ze słowami Głównego Inspektora Weterynaryjnego, że stan zdrowia tygrysów nie budził wątpliwości nie zgadzają się pracownicy ZOO, którzy ratowali zwierzęta przed śmiercią. - Tygrysy nie mogły się ruszać, nie miały jedzenia, ani picia, były poranione. Ich życie było zagrożone – mówi dyrektorka poznańskiego ZOO.

Nie trzeba być zoologiem, żeby stwierdzić, że tygrysy, które utknęły na granicy polsko – białoruskiej nie były w dobrym stanie. Wychudzone, głodne, odwodnione, bez siły, z urazami od klatek, oblepione odchodami. - Zwierzęta przyjechały do nas umierające z powodu wyniszczenia organizmu - mówiła w czwartek dyrektorka poznańskiego Zoo Ewa Zgrabczyńska, która tłumaczyła, że zwierzęta miały wystające kręgosłupy, bez grama mięśni. – To były zwierzęta, które nie mogły wstać i ciągnęły za sobą tylne łapy - mówiła Zgrabczyńska.  Zwierzęta zdecydowała się ratować – jako jedyna - poznańska instytucja i małe Zoo z Człuchowa. Wszyscy mówią jednym głosem: żaden z tygrysów nie był w dobrym stanie. Były wycieńczone, a ciała miały poranione od prób wydostania się z klatek.

Pani dyrektor nie ma wątpliwości, że te zwierzęta nie powinny nawet próbować przekroczyć granicy, ze względu na swój stan zdrowia. - Ten transport powinien zostać zatrzymany - mówi. Tymczasem – urzędnicy – zerknęli do ciężarówki, która była przystosowana do przewozu koni i nie zaniepokoiło ich, że w takich warunkach jedzie tam 10 tygrysów. Jeden z nich zresztą nie przeżył tej gehenny.

Uratowane z transportu tygrysy na szczęście dochodzą już do siebie. – Jeden z nich zaczął się na przykład obracać z boku na bok – cieszy się Zgrabczyńska i mówi, że zwierzęta zaczynają nowe życie.