Szczecin: Dlaczego dwóch chłopców utopiło się w basenie? Śledztwo Uwaga TVN

2019-12-03 20:21 BM
Dwóch chłopców wpadło do basenu przeciwpożarowego
Autor: DOMIN Dwóch chłopców wpadło do basenu przeciwpożarowego

Ta tragedia wstrząsnęła mieszkańcami Szczecina. Dwóch chłopców wpadło do basenu przeciwpożarowego przy ul. Twardowskiego w Szczecinie. Mimo długiej reanimacji nie przeżyli. Dziennikarze programu "Uwagi" sprawdzają czy musiało dojść do tej tragedii.

Dramat rozegrał się 19 listopada. Chłopcy bez zgody opuścili Centrum Opieki nad Dzieckiem w Szczecinie i udali się na teren basenu przeciwpożarowego przy ul. Twardowskiego. W pewnym momencie jeden z nich, 11-latek, wpadł do wody. Chciał mu pomóc kolega, który również zaczął się topić.

Kilka dni po tragedii feralny basen został zasypany gruzem. Taką decyzję podjęła Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego, do której należy część działki, gdzie doszło do tragedii. Działanie miało na celu uniknąć podobnych zdarzeń w przyszłości, zwłaszcza, że po opuszczonym terenie, gdzie wcześniej znajdowały się magazyny i siedziby firm, wciąż kręcą się osoby postronne.

Okazuje się, że zrobiono to dopiero po interwencji dziennikarzy "Uwagi". - Stało się to dwa dni po naszej interwencji - przekazali dziennikarze. Z kolei matka Igora, który widział cały dramat odgrodziła teren wspólnie z innymi ludźmi. - Ten teren jest w makabrycznym stanie. To wstyd, że musimy się tym zająć - mówiła pani Karolina.

Działka przez którą weszli chłopcy należy do miasta. - Zdarzają się sytuacje, że ogrodzenie jest zniszczone. To było betonowe i wystarczy kopnąć nogą i wejść - tłumaczył Tomasz Klek, rzecznik Zarządu Budynków i Lokali Komunalnych w Szczecinie. - To bardzo poważna tragedia, która nie powinna się zdarzyć. Miejsce będzie zabezpieczone i to kwestia najbliższych dni - dodawał w reportażu.

Czy musiało dojść do tragedii? Gdyby teren był wcześniej ogrodzony to chłopcy być może nie znaleźliby się w okolicach basenu. - Gdyby było ogrodzenie to nie skakalibyśmy przez płot - twierdzi Igor. Dzisiaj już się tego nie dowiemy. Na miejscu zdarzenia pali się mnóstwo zniczy, a znajomi przeżywają tę tragedię każdego dnia.