Tymi kryminałami żyła Polska w 2025 roku. Zbrodnie, o których nie zapomnimy
Zabójstwo na Uniwersytecie Warszawskim
Do tragedii doszło 7 maja 2025 r. na kampusie głównym UW, kiedy 22‑letni student prawa, Mieszko R., zaatakował siekierą 53‑letnią pracownicę uczelni stojącą przy Audytorium Maximum. Kobieta zmarła na miejscu. W obronie ofiary stanął 39‑letni strażnik uniwersytecki, który został ciężko ranny i trafił do szpitala. Sprawca został zatrzymany na miejscu.
Zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem
Prokuratura postawiła Mieszkowi R. m.in. zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, usiłowania zabójstwa pracownika ochrony oraz znieważenia zwłok. Śledczy zawarli też dodatkowy zarzut naruszenia nietykalności policjanta - sprawca ugryzł funkcjonariusza podczas zakładania kaftana bezpieczeństwa. Student prawa był poddany obserwacji sądowo‑psychiatrycznej, a teraz od opinii biegłych zależy, czy odpowie przed sądem jako osoba poczytalna.
Zbrodnia wstrząsnęła Polską
To jedna z najbardziej wstrząsających zbrodni w Polsce ostatnich lat. Wywołała szeroką dyskusję o zdrowiu psychicznym i bezpieczeństwie na uczelniach. Uniwersytet Warszawski wprowadził specjalne środki reagowania na zagrożenia, a w ślad za nim ruszyły placówki edukacyjne w całej Polsce.
Podwójne zabójstwo w Starej Wsi pod Limanową
W czerwcu 2025 r. Stara Wieś pod Limanową stała się sceną jednej z najgłośniejszych spraw kryminalnych w Polsce. 57‑letni Tadeusz Duda zabił własną córkę i zięcia oraz ciężko ranił teściową w ich domu w małopolskiej wsi. Do tragedii doszło rankiem 27 czerwca - kobieta miała 26 lat, jej mąż 31, a ofiary łączyły więzy rodzinne z podejrzanym.
Poszukiwania Tadeusza Dudy
Po strzelaninie Duda uciekł w otaczające lasy, co zapoczątkowało ogromną obławę z udziałem setek funkcjonariuszy, dronów, psów tropiących i specjalistycznego sprzętu. Policja ostrzegała mieszkańców i prosiła o informacje, oferując nagrodę za pomoc w zatrzymaniu podejrzanego.
Morderca z Limanowej spoczął w poświęconej ziemi
Po kilku dniach intensywnych poszukiwań jego ciało znaleziono w lesie. Mimo, iż 57-latek najprawdopodobniej targnął się na swoje życie, pogrzeb Tadeusza Dudy odbył się w katolickim obrządku. W uroczystościach pogrzebowych, które odbyły się 7 lipca, wzięło udział blisko 100 osób. Ze względu na szczególne okoliczności, zastosowano również wyjątkowe środki ostrożności. Nie wywieszono klepsydry. Wejścia do kościoła pilnowało kilkunastu ochroniarzy wynajętych przez rodzinę zmarłego. Nikt postronny nie mógł wejść do wnętrza świątyni. Okolicę patrolowały też policyjne radiowozy.
Morderstwa emerytek w Warszawie - seria brutalnych napadów
W 2025 roku Warszawą wstrząsnęła fala brutalnych morderstw na starszych kobietach. W ciągu zaledwie kilkunastu dni w stolicy zamordowano trzy seniorki! Czwarta zmarła na zawał po rabunku. Sprawcy, 43-letni Polak i 33-letni Ukrainiec, zostali zatrzymani i usłyszeli zarzuty. Według ekspertów i samej prokuratury, gdyby nie szybka interwencja policji, liczba ofiar mogłaby być znacznie większa.
Modus operandi "hydraulików"
Wszystko wskazuje na to, że zabójcy działali według ściśle określonego schematu. Jak ujawnili śledczy, mężczyźni zajmowali się drobnymi naprawami hydraulicznymi. Chodzili po mieszkaniach, oferując swoje usługi, rozmawiali z seniorami i zbierali informacje. Interesowało ich to czy ktoś mieszka sam, czy ma wartościowe przedmioty w mieszkaniu i czy ufa obcym ludziom. W ten sposób wybierali swoje ofiary. Kobiety znały swoich oprawców. Mordercy wiedzieli, że mogą działać po cichu, bez ryzyka i wzbudzenia jakichkolwiek podejrzeń.
Skakał z balkonu
Ostatecznie to ich własny błąd doprowadził do zatrzymania. Podczas ostatniego napadu na Kabatach 43-letni Polak został złapany na gorącym uczynku - próbował uciec z mieszkania kilka minut wcześniej okradzionej seniorki. Policja szybko powiązała go z wcześniejszymi morderstwami, a dalsze śledztwo pozwoliło na aresztowanie jego wspólnika - 33-letniego Ukraińca.
Zabójstwo 16-letniej Mai z Mławy
Wiosną 2025 r. Polska żyła jednym z najbardziej wstrząsających kryminałów ostatnich lat - zabójstwem 16‑letniej Mai z Mławy. Dziewczyna wyszła z domu 23 kwietnia wieczorem, mówiąc rodzinie, że idzie do kolegi. Nie wróciła. Jej zaginięcie zgłoszono policji, która rozpoczęła intensywne poszukiwania. Po tygodniu, 1 maja, ciało nastolatki odnaleziono w zaroślach niedaleko torów kolejowych - dziewczyna miała rozległe obrażenia głowy od wielokrotnych uderzeń.
Zabił ją kolega?
Głównym podejrzanym w tej sprawie jest 18‑letni Bartosz G., znajomy Mai, z którym miała się spotkać w dniu zaginięcia. Chłopak, który przebywał w tym czasie na wymianie szkolnej w Grecji, został zatrzymany tam na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Greckie władze aresztowały podejrzanego i trwają obecnie procedury jego ekstradycji do Polski, którą zatwierdził grecki Sąd Najwyższy. Po powrocie do kraju zostanie przesłuchany, a prokurator zawnioskuje o tymczasowy areszt.
Wstrzasające słowa matki podejrzanego
Tragiczna śmierć 16-letniej Mai z Mławy wstrząsnęła całą Polską, jednak koszmar rodziny Kowalskich nie zakończył się wraz z odnalezieniem ciała ich córki. Wręcz przeciwnie - rozpoczął się dla nich nowy, bolesny rozdział naznaczony bezpardonowym atakiem w sieci. We wtorek 16 grudnia ruszył proces cywilny przeciwko Katarzynie G., matce Bartosza G., głównego podejrzanego w sprawie zabójstwa nastolatki. Kobieta ma odpowiedzieć za zniesławienie i uporczywe nękanie rodziny zmarłej dziewczyny - według radcy Wojciech Kasprzyka obraźliwych wpisów w sieci miało być nawet dziesięć tysięcy. W sądzie Katarzyna G. się nie stawiła. Wyrok ma zapaść 5 stycznia 2026 roku.
Zabójstwo lekarza w Krakowie
29 kwietnia 2025 r. dr Tomasz Solecki został zamordowany przez pacjenta niezadowolonego ze sposobu własnego leczenia. Miał 47 lat. Mieszkający na terenie województwa świętokrzyskiego Jarosław W., 35-letni funkcjonariusz Służby Więziennej zaatakował lekarza, bo oskarżał go o zarażenie chorobą podczas zabiegu. Nożownik został zatrzymany przez świadków i ochronę. Do tragedii doszło w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie.
Pośmiertnie odznaczony
Dr Tomasz Solecki został pochowany 7 maja na cmentarzu Batowickim. Uroczystość ostatniego pożegnania miała charakter państwowy. W ceremonii wzięła udział ówczesna minister zdrowia Izabela Leszczyna oraz liczni przedstawiciele środowisk medycznych, którzy chcieli towarzyszyć koledze i przyjacielowi w ostatniej drodze.
Pośmiertnie prezydent RP Andrzej Duda odznaczył dr. Tomasza Soleckiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności na rzecz ochrony zdrowia. To jedno z najwyższych polskich odznaczeń. Tragicznie zmarły medyk otrzymał również przyznaną przez minister zdrowia Izabelę Leszczynę odznakę honorową "Za Zasługi dla Ochrony Zdrowia" oraz odznakę Honoris Gratia za zasługi dla miasta Krakowa, którą przyznał prezydent Aleksander Miszalski.
Zabójca był niepoczytalny
Minęło wiele miesięcy od tragedii. W czwartek (11 grudnia) Prokuratura Okręgowa w Krakowie przekazała wyniki opinii sądowo-psychiatrycznej w sprawie Jarosława W. 35-latek był niepoczytalny w chwili zaatakowania doktora Soleckiego.
Krakowska prokuratura zapowiedziała skierowanie wniosku o umieszczenie mężczyzny w zakładzie psychiatrycznym. W ostatnich miesiącach Jarosław W. przebywał na obserwacji. Według prokuratury, w związku z chorobą psychiczną istniałoby duże prawdopodobieństwo dokonania przez niego w przyszłości podobnego przestępstwa.
Zabójstwo ratownika medycznego w Siedlcach
Zabójstwo ratownika medycznego w Siedlcach to jedna z najbardziej wstrząsających spraw 2025 roku. Cały czas trwa śledztwo, a prowadzący ujawniają kolejne fakty przemawiające za bezsporną winą podejrzanego Adama Cz., który zaatakował nożem dwóch medyków.
Wezwał pomoc, zabił ratownika
Adam Cz. najpierw sam wezwał pomoc, bo w stanie upojenia alkoholowego spadł ze schodów. Potem używając dwóch noży, najpierw zadał śmiertelny cios 64-letniemu Cezaremu Lotkowskiemu w klatkę piersiową. Następnie zaatakował drugiego z medyków, raniąc go w rękę. Usiłował zadać mu kolejne ciosy, ale został obezwładniony przez mieszkańca klatki schodowej, na której doszło do tragedii. Proces sądowy jeszcze nie ruszył - obecnie trwa oczekiwanie na opinię psychiatryczną.
Ratownicy upamiętnili kolegę
Tragedia wywołała ogromne poruszenie w całym środowisku. Ratownicy medyczni zaczęli jeszcze mocniej domagać się od państwa zapewnienia ochrony podczas wykonywania obowiązków służbowych i głośno sprzeciwili się przemocy ze strony pacjentów.
Z kolei pracownicy Pogotowia Ratunkowego w Białej Podlaskiej w dzień Ratownika Medycznego odsłonili tablicę pamiątkową na ścianie Stacji Pogotowia Ratunkowego poświęconą Cezaremu Lotkowskiemu.
Tragedia w Bornem Sulinowie. Joanna zginęła z rąk swojego syna
Przypomnimy, do brutalnej zbrodni doszło w lutym 2025 r., w spokojnym leśnym miasteczku Borne Sulinowo. To właśnie tam została zamordowana nauczycielka języka angielskiego, 46–letnia Joanna H. Gdy nie pojawiła się na lekcjach, co jej się nigdy nie zdarzało, jej przyjaciółka, także nauczycielka postanowiła sprawdzić co się dzieje. To właśnie ona odkryła ciało Joanny i zawiadomiła policję. Śledczy nie mieli wątpliwości, że kobieta została zamordowana. Kuchnia, w której leżało ciało dosłownie ociekała krwią. Podejrzenie padło na dorosłego syna nauczycielki. Policjanci wszczęli poszukiwania.
Mateusz przyznał się do zabójstwa matki
24–letniego Mateusza zatrzymano w okolicy kempingu przy jeziorze. Przyznał się do zabójstwa matki. Swój czyn tłumaczył chorobą psychiczną. 26 lutego w Prokuraturze Rejonowej w Szczecinku mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa. Następnego dnia, decyzją sądu został tymczasowo aresztowany i poddany pod obserwację biegłych psychiatrów.
24-latek nie trafi za więzienne kraty
Lekarze wydali opinię, w której stwierdzili, że w chwili popełnienia morderstwa Mateusz K. miał całkowicie zniesioną poczytalność. Przed zabójstwem leczył się psychiatrycznie. To oznacza, że nie trafi do więzienia a do zamkniętego zakładu psychiatrycznego. Śledczy skierowali wniosek do sądu o umorzenie postępowania.
Egzekucja nauczycielki w Obrzycku
Do makabrycznych wydarzeń doszło 19 marca 2025 roku, około godziny 7 rano. Na ulicy Staszica w Obrzycku Ewelina O., ceniona nauczycielka języka polskiego w Zespole Szkół nr 2 w Szamotułach, szykowała się do wyjazdu do pracy. Niestety, na lekcje nigdy nie dotarła.
"Ciało skremować"
Nagle, pod domem Eweliny O. pojawił się Paweł Sz., były uczeń, po czym bez słowa oddał do niej dwa strzały. Kobieta zginęła na miejscu. Po dokonaniu zbrodni, mężczyzna odebrał sobie życie. Przy jego ciele znaleziono kartkę z krótkim, mrożącym krew w żyłach napisem: „ciało skremować”.
Pytania bez odpowiedzi
Motywy działania Pawła Sz. pozostają zagadką. Prokuratura prowadzi śledztwo, aby ustalić, co skłoniło go do tak drastycznego kroku. „Wciąż sprawdzamy hipotezę, czy to zemsta po szkolnych latach” - tłumaczył Łukasz Wawrzyniak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
Ksiądz z siekierą zamordował i podpalił znajomego
Sprawa, która wstrząsnęła opinią publiczną, dotyczy proboszcza z Przypek koło Tarczyna. Mirosław M. jest podejrzany o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem 68-letniego Anatola Cz. Mężczyźni pokłócili się w samochodzie. Wtedy duchowny miał zaatakować znajomego siekierą, a następnie go podpalić.
Poszło o majątek
W tle zbrodni pojawia się umowa darowizny nieruchomości, którą Anatol Cz. miał wcześniej zawrzeć z księdzem. W zamian za to Mirosław M. miał pomóc bezdomnemu mężczyźnie w znalezieniu mieszkania i zapewnieniu opieki.
Księdzu grozi dożywocie
Śledztwo w sprawie zabójstwa Anatola Cz. jest w toku. Prokuratura gromadzi materiał dowodowy, który pozwoli na ustalenie wszystkich okoliczności tej tragedii. Jednym z kluczowych elementów jest ustalenie, czy Anatol Cz. żył w momencie podpalenia. Sąd Rejonowy w Grójcu zastosował trzymiesięczny areszt tymczasowy dla Mirosława M. Duchowny przyznał się do zbrodni, złożył obszerne wyjaśnienia i wyraził skruchę. Jednak to nie uchroni go przed konsekwencjami prawnymi. Za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem grozi mu kara od 15 lat więzienia do dożywocia.
Zabójstwo Danusi wstrząsnęło Jelenią Górą
I koniec roku nie oszczędził nam tragedii. Tragiczna śmierć 11-letniej Danusi wstrząsnęła nie tylko społecznością Jeleniej Góry, ale całej Polski. Dziewczynka zginęła od ciosów zadanych ostrym narzędziem. Podejrzaną o tę zbrodnię jest jej starsza koleżanka.
"Znały się z widzenia"
Przypomnijmy, ciało 11-letniej dziewczynki z ranami zadanymi ostrym narzędziem znaleziono w poniedziałek, 15 grudnia przy ulicy Wyspiańskiego w Jeleniej Górze, niedaleko Szkoły Podstawowej nr 10, do której uczęszczała zarówno ofiara, jak i podejrzewana o zbrodnię 12-latka. Policja błyskawicznie zatrzymała starszą z dziewczynek. Wiadomo, że znały się z widzenia, ale nie były bliskimi koleżankami.
- Przyjechałam z pracy, a tata powiedział, że jest tu pełno policji. Mówił, że jakaś dziewczynka leżała, a druga, zakrwawiona, stała przy płocie. Ponoć był tam też jakiś chłopak. Trzecia dziewczynka, również zakrwawiona, uciekała gdzieś bokiem - relacjonowała w rozmowie z dziennikarzami Radia ESKA mieszkanka Jeleniej Góry.
W miejscu tragedii płoną znicze
Podejrzana o zabójstwo koleżanki 12-latka będzie odpowiadać przed sądem rodzinnym. Z uwagi na swój wiek dziewczynka nie podlega odpowiedzialności karnej. Według relacji uczniów, dziewczynka miała pasjonować się militariami i planowała w przyszłości wstąpić do szkoły wojskowej.
Szczegóły zbrodni wciąż są badane. W miejscu, w którym doszło do tragedii, płoną znicze.