Beata Kozidrak: Wyszłam za mąż przed maturą - HISTORIA ŻYCIA

2012-11-27 3:00 ih

Pierwsze spotkania Beaty Kozidrak (52 l.) z Andrzejem Pietrasem (58 l.), dziś mężem i menedżerem Bajmu, do przyjemnych nie należały. Ale życie pisze zaskakujące scenariusze...

Skończyłam z baletem, bo rodzice się przeprowadzili. Zaczęłam śpiewać, bo... zakochałam się. To znaczy śpiewałam sobie w domu, ale do zespołu muzycznego w liceum poszłam z miłości. Grał w nim na gitarze chłopak, który strasznie mi się podobał. Miał dziewczynę, ale co tam. Zgłosiłam się na wokalistkę i... zdobyłam go.

Andrzeja, mojego męża, poznałam jako nastolatka. Przyjaźnił się z moim bratem Jarkiem, grali razem w zespole rockowym. Andrzej przychodził do nas do domu. Ale jaki?! Długie włosy, skórzana kurtka. Nie podobał się tacie. Mnie za to bardzo. A ja jemu niestety nie. Wyglądałam jak jakiś szczypiorek, z przodu deska, z tyłu deska. Byłam właściwie dzieckiem, on dorosłym mężczyzną. Miał dziewczynę. Wtedy zapewne ode mnie atrakcyjniejszą, a na pewno bardziej kształtną.

Któregoś dnia Jarek zaprosił mnie na próbę zespołu. Coś tam zaśpiewałam. Nagle do mikrofonu podszedł Andrzej i wydał z siebie tak silny głos, że mój głosik zabrzmiał jak słowiczy. I zaraz ja, ambitna, pomyślałam, że ktoś chce zrobić to specjalnie. Uciekłam wkurzona do domu, ochrzaniłam brata, a Andrzeja więcej nie chciałam widzieć. Po jakimś czasie zaczęłam z Jarkiem grać na różnych imprezach studenckich. Śmieję się, że to był taki etap: gdzie był mikrofon, tam była Beata.

Któregoś dnia na minirecitalu w Lubelskim Domu Kultury usłyszał nas Andrzej, po występie zaprosił na miód pitny i powiedział: "Fajnie wasze głosy brzmią, może zrobimy coś razem?". Pierwsze próby Andrzej zorganizował w klubie Medyk i Arkus, gdzie poznaliśmy Marka Winiarskiego, Andrzeja Grądkiewicza i Andrzeja Koziarę - to już był zespół Bajm. Pierwszy wspólny występ mieliśmy w Świdniku, zaśpiewaliśmy "Rano" i "Piechotą do lata", słowa do tej piosenki napisałam na nudnej lekcji polskiego.

A potem było Opole. Dzień po koncercie ludzie zatrzymywali mnie na ulicy, prosili o autografy. To był dzień, gdy stałam się osobą rozpoznawalną.

Rodzice chcieli, abym wybrała sobie inny zawód, zwłaszcza tato. Martwił się. Mówił, że prędzej kaktus mu wyrośnie, nim my z grania będziemy żyć. Musiałam mu obiecać, że zdam maturę. - Będziesz jeszcze ze mnie dumny, tatusiu - zapewniałam. Dobrze zdałam maturę, nawet z matematyki miałam 4.

W naszym życiu zaczęło się dużo dziać. Poczuliśmy z Andrzejem, że jest nam dobrze ze sobą, że nie ma co czekać, że razem chcemy zawalczyć o marzenia. A ja chciałam już odejść z domu, ponieważ czułam, że się uduszę. Rodzicom nie podobały się mój pomysł na siebie, moje stroje, fryzury, makijaż.

Wyszłam za mąż jako pierwsza z klasy. Nawet wtedy nie miałam jeszcze świadectwa maturalnego...