Dlaczego Kurski stawia na disco polo? TYLKO nam powiedział, jak jest [WYWIAD]

2019-12-09 5:26 INO
Jacek Kurski. Nie można pogardzać milionami Polaków
Autor: Mieszko Piętka/Akpa

TVP szykuje dla widzów masę nowości w zimowej ofercie. W rozmowie z „Super Expressem” prezes stacji Jacek Kurski (53 l.) zdradza, co nas czeka. Zdradza też, za co ceni go król disco polo Zenon Martyniuk (50 l.) i dlaczego stawia na seniorów.

– TVP pierwszy raz w historii przygotowała zimową ramówkę. Pojawiły się trzy premierowe seriale, a także kilka programów rozrywkowych. Co pana zdaniem będzie najgorętszą pozycją tej ramówki?
– Myślę, że zarówno seriale są hitowe, jak i rozrywka. Dlatego, że cechą wyróżniającą seriale jest ich idealne zróżnicowanie gatunkowe. To są cztery seriale i cztery gatunki filmowe. „Piłsudski”, kino historyczne, tożsamościowe, piękna powieść o ojcu naszej niepodległości, o jego wczesnym stadium życia. „Archiwista”, mroczny kryminał, ale detektywistyczny, analityczny, ze zjawiskowym Henrykiem Talarem w roli głównej. „Blondynka”, typowy współczesny serial obyczajowy i „Lepsza połowa”, plejada absolutnych gwiazd polskich komedii. Pojawią się Adamczyk, Karolak, Żmijewski, Dereszowska i wiele innych aktorów. Dla każdego coś ciekawego. Będą też niezwykle ważne i ciekawe rzeczy w rozrywce. Myślę, że dwa formaty się wybiją i mam tu na myśli „The Voice Kids”. Po dwóch edycjach tego programu, gdzie zwyciężczyni 2018 Roksana Węgiel i wicezwyciężczyni 2019 Viki Gabor wygrały Eurowizję, to myślę, że ta trzecia edycja będzie oglądana nie przez 2,5 czy 3 miliony widzów, a pewnie przez 4, a może i więcej. Kolejny format to „Sanatorium miłości”. To oryginalna produkcja wymyślona w Telewizji Polskiej. Coś absolutnie wyśmienitego. Widziałem pierwszy odcinek i byłem zachwycony. Jest tu prawda o życiu, tęsknotach, pragnieniu miłości, czasem dramatach, rozstaniach, samotności. Jeżeli mam do wyboru „Rolnik szuka żony” a „Sanatorium miłości”, to dla mnie ciekawsi są seniorzy, bo niosą za sobą te dwie trzecie życia, które pokonali.

– Dlatego też jest w TVP „The Voice Senior”?
– Tak. Telewizja musi mieć taki followup pasmowy. Jeśli jakiś temat grzeje i podoba się ludziom, to trzeba szukać okazji do rozwinięcia tych samych emocji. Do „The Voice Senior” zgłaszają się ludzie 60 plus, grają, śpiewają i robią wielki show. Często są to ludzie, którzy w młodości otarli się o wielką karierę, ale coś poszło nie tak. Tęsknota za muzyką i śpiewem została, a nie było tej możliwości i nagle Telewizja Polska im to daje. Myślę, że te formaty zagrają, ale oczywiście również „Vabank”, jako uzupełnienie naszej oferty teleturniejowej.

- Dwa programy w tej ramówce poprowadzi Marta Manowska. Czy można stwierdzić, że jest ona obecnie największą gwiazdą stacji?
- Bałbym się tak wyróżniać, ale z prowadzącymi dziennikarzami jest tak, że każdy ma od czasu do czasu swoje pięć minut i dobrze, żeby je wykorzystał. Było naturalne, że po sukcesie "Sanatorium miłości", to właśnie Marta Manowska poprowadzi "The Voice Senior". Trzeba ludzi nagradzać. Czułbym się źle, gdyby tego pani Marcie nie zaproponowano. Myślę, że to był dobry wybór.

– W sieci pojawił się zwiastun filmu „Zenek”. Ujawniona została także data premiery – 14 lutego. Czy będzie to dobra propozycja na walentynki?
– Datę wybrano dlatego, że pewnie była wolna i jednocześnie optymalna. Będzie jeszcze zima, karnawał i zabawa. Film naprawdę jest ciekawy, bo pokazuje jakiś rodzaj fenomenu społecznego, socjologicznego. Zenek to artysta uwielbiany przez miliony Polaków, o którym mało kto coś wie. Czasem można tylko przeczytać w tabloidach czy na portalach o sytuacji rodzinnej, ale współczesnej. Kim był ten człowiek? Skąd pochodzi i jak się zdecydował, by zostać muzykiem? Jakie miał w tym wszystkim perypetie, wzloty i upadki. O tym nikt nic nie wie, a ten film o tym opowie.

– Spotykali się panowie na planie filmu „Zenek”. Czy zrodziła się między wami przyjaźń?
– Z panem Zenonem znam się od prawie trzech lat, czyli od ramówki sylwestra w 2016 roku. Podziękowałem mu za przyjęcie zaproszenia do Zakopanego, a on mi podziękował za to, że nie jestem hipokrytą i jestem otwarty na disco polo. Tłumaczyłem mu, że dla mnie to absolutna normalność. Wyniki oglądalności TVP pokazują, że ludzie chcą słuchać muzyki disco polo.

– Wyniki oglądalności zaprzeczają salonowej tezie, że brzydzimy się disco polo...
– Miliony Polaków kochają disco polo, miliony Polaków się przy nim bawią. Stwierdziłem, że jako prezes telewizji publicznej nie mogę pozwolić na to, żeby ten proceder takiego stygmatyzowania i pogardzania ludźmi, milionami widzów telewizji publicznej trwał.

– Za nami 17. Konkurs Piosenki Eurowizji dla Dzieci. Czy emocje już opadły?
– Nie. Jeszcze się tym cieszę. Od 6 lutego, gdy przyznano nam organizację konkursu, codziennie zasypiałem i budziłem się z myślą – co będzie 24 listopada? Jak to będzie wyglądało i czy to się uda? Jako prezes telewizji, odpowiedzialny najbardziej mi zależało, żeby zapełnić halę. Na początku mniej myślałem o samym sukcesie Polski. Dla mnie sukcesem było to, że udźwigniemy format i realizację Eurowizji. Ale jak usłyszałem piosenkę kandydatki, czyli "Superhero", to pomyślałem, że to jest utwór niczym nieustępujący „Anyone I want to be” Roksany Węgiel. Nie chciało mi się jednak wierzyć, że można wygrać, będąc organizatorem. To się nigdy nie zdarzyło. Cieszę się, że dwa nowe formaty, które zostały wprowadzone za mojej kadencji, czyli „The Voice Kids” i „Szansa na sukces” wyłoniły Roksanę w ubiegłym roku i Viki Gabor w bieżącym.

- Emocje przy ogłaszaniu wyników udzieliły się prawie wszystkim oglądającym to wydarzenie.
- Ida Nowakowska mnie wkręciła. Ogłosiłem już wszystkim w loży – żonie, dzieciom i znajomym, że przegraliśmy. Zawsze kolejność podawania wyników była taka, że ostatni przeskakuje wszystkich. Do niedawna ten kogo wynik był podawany jako przedostatni, przegrywał. Tak wskoczyła Polska ponad Francję rok temu w Mińsku. Już się przestraszyłem. Podali wynik Polski, która jest przez chwilę pierwsza. Za chwilę podadzą wynik Kazachstanu, który wskoczy na pierwsze miejsce. I muszą nas przeskoczyć, bo będą mieli większą liczbę punktów. Okazało się, że jury zmieniło zasady i nie szło według kolejność punktowej, tylko według punktów jurorskich. Kazachstan miał mniej punktów od Polski i nie przeskoczył nas. To były nieprawdopodobne emocje i dobrze, że Ida trzymała wszystkich w niepewności. Nie dziwota, że ponad siedmiu milionom ludzi te emocje się udzieliły. To tylko Sylwester w Zakopanem może konkurować z takimi wynikami.

- Skoro tak dobrze radzą sobie nasi reprezentanci na Eurowizji Junior, to czy nie da się przenieść tego na dorosły konkurs? Może tam potrzeba jakiegoś "dyktatorskiego zacięcia"?
- Chyba teraz będzie dyktatorskie zacięcie. Z dorosłymi jest ten problem, że dorośli, gwiazdy uznane, nie bardzo lubią rywalizować. Dzieciom to jest wszystko jedno. Dopóki nie wygrają Eurowizji, to nikt ich nie zna. Nie ma wówczas wstydu, że jakieś dziecko odpadnie, ale jest radość, że można pokazać się europejskiej widowni. Z dorosłymi jest większy kłopot, bo nikt nie lubi odpadać jak ma znane nazwisko. Myślę, że świat dorosłych wykonawców zatęskni za sukcesem Polski na Eurowizji, którego nie mamy już od dwudziestu pięciu lat, czyli od drugiego miejsca Edyty Górniak. Czuję i dostajemy sygnały, że wielu wykonawców poważnie o tym myśli. Jest jakieś ożywienie. Młodzież, dzieciaki zmobilizowały starsze pokolenie do myślenia strategicznie o Eurowizji. To wspaniałe, że dzieci dały przykład jak zwyciężać mamy.