Gwiazda "Królestwa kobiet" Aleksandra Adamska: "Nic nie zniszczy prawdziwej kobiecej solidarności"

2020-10-30 9:26 Aleksandra Pawłowska
O mnie się nie martw 8, Sylwia (Aleksandra Adamska)
Autor: ATM Grupa O mnie się nie martw 8, Sylwia (Aleksandra Adamska)

Co się stanie, gdy była i obecna żona oraz kochanka połączą siły? O tym mogą przekonać się widzowie nowej komedii kryminalnej „Królestwo kobiet”. W jednej z głównych rol ALEKSANDRA ADAMSKA, z którą rozmawialiśmy o kulisach produkcji, kobiecej solidarności i o tym, w czym tkwi siła płci pięknej.

Aleksandra Niedźwiedź o nowym serialu TVN "Królestwo kobiet"

- Seriali o kobiecych relacjach powstało już w polskiej telewizji sporo. Czym różni się od nich „Królestwo kobiet”?

- Na pewno tym, że wszystkie cztery bohaterki są różne, za każdą stoi zupełnie inna historia, to skrajnie różne osobowości. Ich drogi krzyżują się w związku ze śmiercią mojego serialowego męża, co powoduje, że stają się ze sobą powiązane, choć w sposób, którego żadna z nich by sobie nie życzyła. Fakt, że w pewnym sensie są na siebie skazane, na początku budzi w nich niechęć, ale z czasem zawiązuje się między nimi więź. Z każdym kolejnym odcinkiem uczą się siebie i od siebie nawzajem.

- Kim jest pani serialowa bohaterka Wera?

- Gram drugą żonę Roberta, właściciela firmy produkującej trumny, która odbiła go jego pierwszej żonie Inezie, granej przez panią Krystynę Jandę. Moja bohaterka jest charakterna, wie czego chce, idzie prosto do celu. Dopiero dzięki pozostałym bohaterkom i wspólnym przeżyciom, zaczyna się zmieniać. Dzięki Gabi staje się łagodniejsza, uczy się też być bardziej konkretną, ale w mądry i wyrafinowany sposób, tak jak to potrafi robić Ineza. Z kolei Olga pokazuje jej, jak być bardziej wyważoną i powściągliwą.

- Nie zdarzyło się dotąd, żeby w polskim serialu kryminalnym to kobiety grały pierwsze skrzypce. W „Królestwie kobiet” to właśnie płeć piękna wysuwa się na pierwszy plan.

- W końcu! Pamiętam, jak będąc jeszcze w szkole teatralnej, zawsze nas, studentki, frustrowały sceny klasyczne, gdy realizowaliśmy sztuki Dostojewskiego, Czechowa czy Szekspira. Postaci kobiece były wówczas albo głównie rozdarte emocjonalnie albo było ich bardzo niewiele. Większość dramatów była pisana przede wszystkim z myślą o rolach męskich. Teraz nadchodzi era kobiet, jak śpiewają Kayah i Mery Spolsky, ale nie w takim wymiarze, o jakim mówi feminizm, który ja postrzegam trochę jako walkę kobiet w świecie męskim - siłą, krzykiem czy pewną zapalczywością. Kobieta ma w sobie największą siłę, jaka może być czyli miłość, łagodność, mądrość, umiejętność odpuszczenia. To właśnie dzięki tej kobiecości wygrywają bohaterki „Królestwa kobiet”.

- Co, pani zdaniem, składa na tę siłę kobiet? Czego mężczyźni mogliby się od nich uczyć?

- Wydaje mi się, że mądry mężczyzna przyjmuje i jest wdzięczny za energię kobiety i jest przy jej boku. Bez względu na to, czy mówimy o relacji damsko-męskiej, partnerskiej, przyjacielskiej czy zawodowej. Myślę jednak, że pewnych naszych cech mężczyźni nie są w stanie nabyć. W końcu płeć męska i żeńska różni się właśnie po to, by móc się uzupełniać. Sądzę, że mężczyźni mogą się nam po prostu się przyglądać i słuchać naszego głosu.

- Na planie serialu spotkały się cztery aktorki reprezentujące różne pokolenia, cztery silne i – podobnie jak wasze bohaterki – zupełnie różne osobowości. Udało się paniom znaleźć wspólny język?

- Pracowało nam się wspaniale, i to od samego początku. Gdy przyszłam na pierwszą próbę czytaną, do tego tuż po zakończeniu lockdownu, miała z początku, wrażenie, że to nie dzieje się na prawdę. I nagle zobaczyłam, że do pokoju wchodzą Karolina Gruszka, Krystyna Janda, Gabriela Muskała. W życiu kieruję się zasadą, aby być wdzięczną za każdą postawioną na mojej drodze osobę i staram się od niej jak najwięcej nauczyć. Tu nauczyłam się bardzo wiele, bo dziewczyny pod względem zawodowym reprezentują sobą tak wysoki poziom, że mogłam tylko chłonąć.

- Serial porusza temat kobiecej solidarności, o której mówi się w przestrzeni publicznej szczególnie dużo w ostatnich latach. Na ekranie wyraźnie ona triumfuje. Czy w codziennym życiu, w pani odczuciu, ona również zdaje egzamin?

- Na pewno napędzona jest ona w dużym stopniu przez media, które w pewien sposób kreują naszą rzeczywistość i rzeczywiście pomagają kobietom urosnąć w siłę. Zależałoby mi jednak na tym, żeby to kobiecość rosła w siłę, ale nie w próbie ścigania się z mężczyznami. Nie jesteśmy i nie będziemy jak mężczyźni, a nasza siła tkwi w czymś innym. Za nią idzie spokój i odpuszczenie. Dawniej byłam dość ostrożna w stosunku do innych kobiet, bo nie raz zdarzało mi się z ich strony doświadczyłam przykrych przeżyć, ale dzisiaj, z dziewczyny stając się kobietą, i czerpiąc z mądrości, której przez wszystkie lata nabyłam, wierzę w to, że jeżeli kobiety dostrzegają siebie nawzajem, są wobec siebie szczere i prawdziwe, a ich relacje nie są podszyte zawiścią czy rywalizacją, tylko chęcią wsparcia – a mam kilka takich osób w swoim życiu i jestem za nie wdzięczna - jest to siła nie do zdarcia. Nie ma rzeczy, która może zniszczyć prawdziwą kobiecą solidarność.

Emisja w TV:

Królestwo kobiet

niedziela 21.30 TVN

Najnowsze