Koszmar gwiazdora "Rolnik szuka żony". Było już za późno, guz pękł. Zalanie pnia mózgu i paraliż w tle!

2021-06-11 9:07 sylwiab
Waldemar Kaszuba, Rolnik szuka żony 6
Autor: AKPA Waldemar Kaszuba, "Rolnik szuka żony 6"

Waldemar Kaszuba na zawsze zapisał się w historii "Rolnik szuka żony" po tym, jak jako pierwszy w historii programu zdecydował się z niego zrezygnować. Okazuje się, że w ostatnim czasie gwiazdor randkowego show TVP przeżywał prawdziwy horror. Gdy ostatkiem sił dojechał na SOR, czekał aż 24 godziny na udzielenie pomocy! Niestety, gdy w końcu został przyjęty, było już za późno, bo guz na jego szyi pękł. Przeszedł poważną operację, ale okazało się, że to dopiero początek koszmaru, który go czeka. Lekarze dokonali przerażającego odkrycia w jego jamie brzusznej! Poznajcie szczegóły, od których aż przechodzą ciarki!

Waldemar Kaszuba udzielił właśnie wywiadu Pomponikowi, w którym ujawnił kulisy koszmaru, jaki przechodził w ostatnim czasie. Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie, gwiazdor programu "Rolnik szuka żony" pracował na gospodarstwie i go przewiało. Po dwóch tygodniach na jego szyi pojawił się guz. Za namową przyjaciela zgłosił się do szpitala MSWiA w Warszawie. Gdy tam dotarł, był już w kiepskim stanie. Ale nie od razu udzielono mu pomocy.

- Po 24 godzinach czekania przyjęto mnie na oddział laryngologii, po trzecim badaniu USG okazało się, że guz pękł, może zalać mi pień mózgu i sparaliżować centralny układ nerwowy. Karetką, na sygnale, przewieziono mnie do szpitala w podwarszawskim Międzylesiu i od razu trafiłem na stół operacyjny, dokumenty podpisywałem na ścianie. Miałem sporo szczęścia i pomógł mi program "Rolnik szuka żony" - zwierzył się Waldemar Kaszuba. 

Rolnik szuka żony: Waldemar Kaszuba usłyszał od lekarza, że lepiej umierać w domu niż w szpitalu. Rodzina co 2 godziny sprawdzała, czy jeszcze żyje

Waldemar Kaszuba miał wiele szczęścia, że personel medyczny, który otoczył go opieką, znał go z programu "Rolnik szuka żony". Lekarz, która go operowała, wiedziała, że śpiewa i zrobiła wszystko, by oszczędzić jego struny głosowe. 

- Badania, które sprawiły, że zostałem w szpitalu, zleciła, choć nie musiała, pani doktor, której mama uwielbiała ten program, a operowała mnie profesor, która też go oglądała i wiedziała, że śpiewam i gram w kościele. To dlatego zrezygnowała z tracheotomii, bo bała się, że uszkodzi mi struny głosowe. Przeprowadziła bardziej skomplikowaną i dłuższą operację. Byłem niezmiernie wdzięczny za to lekarskie poświęcenie i nieświadomy, że koszmar dopiero się zaczął... - wyznał portalowi Waldemar Kaszuba.

Gwiazdor "Rolnik szuka żony" był przerażony, kiedy okazało się, że ma kolejnego guza. Po miesiącu wielu różnych badań przedstawiono mu straszną diagnozę. W jego jamie brzusznej dokonano strasznego odkrycia.

- Dowiedziałem się od pani doktor, że mam nowotwór złośliwy. W trybie pilnym trafiłem do Centrum Onkologii w Warszawie i zostałem tam pięć miesięcy... Przeszedłem trepanobiopsję, punkcję, cytometrię, badanie PET. W mojej jamie brzusznej wykryto kolejnych sześć nowotworów, każdy wielkości od 3 do 10 cm, a potem jeszcze białaczkę - wyznaje Waldemar Kaszuba.

Rolnik przyznał także, że leczenie było wykańczające dla jego organizmu. Ale każdego dnia było coraz gorzej. Lekarze zaczęli rozkładać ręce i szykować go na najgorsze. 

- W końcu wypisano mnie do domu, bo organizm odmówił współpracy. Wyniki trepanobiopsji pokazały, że białaczka niestety postępuje. Chciałem wrócić do szpitala, ale lekarz powiedział mi przez telefon: gdzie się pan pchasz, czy nie lepiej umierać w domu, wśród bliskich, zamiast w szpitalu. I zostałem. Dzieci co dwie godziny sprawdzały, czy żyję, a ja zacząłem myśleć o terapii genowej w Gliwicach za półtora miliona złotych - mówi Waldemar Kaszuba.

Przed śmiercią gwiazdor "Rolnik szuka żony" postanowił pojechać na Jasną Górę przed obraz Matki Boskiej Częstochowskiej i podziękować jej za swoje życie. Wypił też wodę święconą z sanktuarium w Licheniu. Wziął ją od kobiety, która twierdzi, że doznała objawienia Matki Bożej. Po kilku dniach poczuł, że musi zaśpiewać w swoim kościele. Najbliższa niedziela wypadała akurat 15 sierpnia, czyli w dniu Wniebowstąpienia Najświętszej Maryi Panny.

Waldemar Kaszuba powiedział, że śpiewając poczuł trudną do opisania energię i ciepło, a z oczu popłynęły mu łzy. Gwiazdor "Rolnik szuka żony" twierdzi, że od tamtej pory każdego dnia czuł się coraz lepiej. Postanowił się zbadać i okazało się, że nastąpił prawdziwy cud. Waldemar Kaszuba dziś jest pewien, że swoje życie zawdzięcza Matce Boskiej. 

- Najpierw biorezonans pokazał, że nie mam żadnych nowotworów, a potem potwierdziły to specjalistyczne badania w Centrum Onkologii. Lekarz, który w szpitalu oglądał moje wyniki, powiedział tak: "nie wiem, gdzie pan był i co pan zrobił, ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, pańska choroba dziwnym trafem wyparowała"! - wyjawił w rozmowie z portalem. 

Prezydent Duda u Bardowskich z "Rolnik szuka żony"
Podziel się opinią
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
Najnowsze