„Słowik” mógł zginąć przez miłość

2020-01-27 15:10 DG
Andrzej Z. - ps. Słowik
Autor: Archiwum Andrzej Z. - ps. Słowik

W latach 90. gangsterskie egzekucje nie były niczym niezwykłym. Konkurujące ze sobą gangi starały się przetrzebić szeregi przeciwnika i stracić życie na ulicach Warszawy nie było wcale rzeczą niezwykłą. Starano się także zabić Andrzeja Z. (60 l.) „Słowika”, jednak najgroźniejszy zamach bombowy na jego życie wcale nie wiązał się z przestępczą działalnością. „Słowik” mógł bowiem zginąć… przez miłość!

O tym zdarzeniu były szef mafii pruszkowskiej opowiada ze szczegółami w książce „Słowik. Skazany na bycie gangsterem”. Wszystko zaczęło się od wyjścia na dyskotekę. Gangster wybrał się tam z ówczesną żoną – Moniką (57 l.), znaną też jako „Słowikowa”. Atrakcyjna kobieta przyciągała uwagę mężczyzn i gdy tylko Andrzej Z. choćby na chwilę tracił ją z oczu, natychmiast znajdował się przy niej adorator. Sama Monika dziś kategorycznie nie zgadza się na rozmowy o tamtych wydarzeniach i o byłym mężu. Jeden z dawnych wielbicieli jej urody był bardzo nachalny. Tak opisuje tamto zdarzenie „Słowik”:

„– Przepraszam bardzo – mówię – to jest moja żona, i jak możesz, to odpuść sobie.

– Każdy tak mówi o byle jakiej du....

– Chwileczkę, to nie jest byle jaka du..., tylko moja żona i bądź uprzejmy odejść.

– To ty, malutki, odejdź – mówi do mnie i mnie odpycha.

– Słuchaj człowieku, możemy rozmawiać godzinami, tylko mnie nie dotykaj. Nienawidzę, jak ktoś mnie dotyka. A przede wszystkim w obecności mojej żony. Nie słyszysz tego, kur..., że to jest moja żona?

– Nie.

– To zaraz usłyszysz”.
Dalej „Słowik” wspomina, że musiał zdjąć swoje okulary – co zawsze zwiastowało awanturę – i wymierzyć sprawiedliwość natrętowi. Ten okazał się aspirującym gangsterem i poprzysiągł zemstę. Dotrzymał słowa. Nieopodal mieszkania przy ul. Broniewskiego, gdzie Andrzej Z. mieszkał wówczas z żoną, zakopano dwa ładunki trotylu. Wzmocnione dodatkowo gwoździami i śrubami. Dlaczego tak potężny ładunek nie spełnił swojej roli? Gangster wspomina, że zamachowcy popełnili dwa błędy – najpierw źle umiejscowili ładunki pod ziemią, a później stracili zimną krew i odpalili je zbyt wcześnie. Skończyło się na ranach pleców i części twarzy, po których, jak podkreśla zainteresowany, nie ma już śladu.

O czasach swojej świetności, ale też upadku i zdradzie Andrzej Z. opowiada w książce „Słowik. Skazany na bycie gangsterem”, która ukaże się 29 stycznia nakładem wydawnictwa Harde.

Najnowsze