Żona Witolda Pyrkosza: Święta bez Witka nie mają sensu

2017-12-22 6:11 tumm

Boże Narodzenie to czas szczęścia i miłości, który spędza się z najbliższą rodziną. Jednak w tym roku dla Krystyny Pyrkosz (72 l.) święta mogłyby w ogóle nie istnieć. Przy świątecznym stole zabraknie bowiem najbliższej jej sercu osoby - ukochanego męża Witolda Pyrkosza (+90 l.). I choć od jego śmierci minęło ponad pół roku, ona nadal nie może się z tym pogodzić. Dodatkowo zbliżająca się Wigilia bardzo ją zasmuca. - Nie ubiorę nawet choinki. To nie ma sensu - mówi "Super Expressowi" pani Krystyna.

Ubiegłoroczna Wigilia w domu państwa Pyrkoszów była wyjątkowa. Jak zawsze w salonie stała ogromna choinka, na stole znajdowały się karp, barszcz czerwony z uszkami i wiele innych świątecznych potraw. Były kolędy, łamanie się opłatkiem i obdarowywanie prezentami. Była jedyna w swoim rodzaju, gdyż aktor w gronie najbliższej rodziny i pięciu wnuczek obchodził okrągłe 90. urodziny. Dom przepełniony był miłością i radością.

W tym roku tak już nie będzie.

Pyrkosz na początku kwietnia trafił do szpitala z poważnym zapaleniem płuc. Dwukrotnie stanęło mu serce i był reanimowany. Do tego doznał udaru. I choć jego rodzina i fani do samego końca wierzyli, że serialowy Mostowiak z "M jak miłość" wyzdrowieje, niestety 22 kwietnia zmarł. Pani Krystyna nadal jest w żałobie. W rozmowie z "Super Expressem" opowiada, jak trudne będą dla niej tegoroczne święta.

Zobacz: Pierwsze święta bez Lucjana w "M jak miłość"

- Nie mam w tym roku świąt i nie mam życia. Na Wigilię przyjedzie tylko syn z wnuczkami. Zrobię karpia i to będą całe moje święta - mówi smutnym głosem. Żona aktora po śmierci męża straciła radość życia. - Pozorów nie będę stwarzała. Nie zamierzam nawet ubierać choinki, utnę w lesie kawałek gałązki i tyle. Nie będzie kolorowych bombek, może kupię dla wnuków małą gotową choineczkę, którą postawię na stole i tyle. Mam pół piwnicy świątecznych ozdób, nawet tam po to nie schodzę, nic nie wezmę. Te święta bez Witolda będą bardzo smutne - podsumowuje.

Żona pana Witolda przyznaje, że nadal nie może pogodzić się z jego stratą. - Co ja mogę powiedzieć, jest beznadziejnie. Myślałam, że to minie, ale nic nie mija. Czuję się beznadziejnie i radzę sobie beznadziejnie, wszystko jest do kitu - mówi smutnym głosem.

Pani Krystyna nie może znaleźć sobie miejsca w pustym domu, w którym jeszcze do niedawna była szczęśliwą żoną wyjątkowego człowieka. - Rodzina ma swoje życie, a ja zostałam sama w tym dużym domu. Siedzę codziennie przy kominku, patrzę na zdjęcie męża i mówię mu: "Coś ty mi zrobił!". Wszyscy mi mówią, że mam się cieszyć, że żył 90 lat. Pewnie, że się cieszyłam, ale mógł jeszcze żyć. Nic już nie będzie tak jak było. Miałam 17 lat, kiedy go poznałam, byliśmy razem 56 lat. Nie umiem żyć sama i nie mogę sobie z tym poradzić - dodaje.

Czytaj: M jak miłość, odcinek 1332: Rozczulony Franek wspomina Lucjana

Teraz tylko zwierzęta dodają jej sił. - Dobrze, że byliśmy nimi otoczeni. Mam do wykarmienia pięć psów i pięć kotów. One trzymają mnie przy życiu, bo inaczej już dawno byłabym razem z mężem. A tak muszę się tylko martwić, żeby dać im jeść. To jest moje zadanie na święta i na co dzień - kończy rozmowę Pyrkoszowa.