Adam Traczyk: W dyplomacji PiS bez zmian

2018-03-22 4:59 Rozmawiał Tomasz Walczak
Adam Traczyk
Autor: Jerzy Dziedziczak

Szef MSZ kreśli cele polskiej dyplomacji? Adam Traczyk w rozmowie z Tomaszem Walczakiem.

"Super Express": – Żaden z obszarów działania rządu PiS nie jest tak krytykowany jak polityka zagraniczna. Czy wystąpienie Jacka Czaputowicza, określającego cele polskiej dyplomacji na 2018 r., daje nadzieję, że coś się w tej materii zmieni?

Adam Traczyk: – Nie. Exposé ministra nie tyle rysowało perspektywy na przyszłość, ale tłumaczyło i uzasadniało dotychczasową politykę rządu, którą minister starał się – w wielu wypadkach zaklinając rzeczywistość – przedstawić w pozytywnych barwach. Nie usłyszeliśmy niczego nowego, co mogłoby wskazywać na pozytywny zwrot w polskiej dyplomacji. Pamiętajmy także, że w rządzie PiS to nie minister spraw zagranicznych wyznacza kierunki polskiej polityki zagranicznej, a do tego sam prof. Czaputowicz ma w gabinecie bardzo słabą pozycję. Jeśli więc miałoby dojść do jakiegoś zwrotu, to z pewnością nie minister Czaputowicz podejmie w tej sprawie decyzję i nie on ją ogłosi.

– Dużo zarzutów wobec polityki zagranicznej PiS podkreśla fakt, że jest ona zakładnikiem polityki wewnętrznej. W przemówieniu Czaputowicza da się dostrzec elementy, które by ją z tych okowów uwalniały?

– Niestety, nie. Było to zresztą przemówienie bardzo zachowawcze. Minister z pewnością miał w pamięci publiczną reprymendę, której udzielił mu Jarosław Kaczyński po tym, jak w czasie wizyty w Berlinie nie wykazał się odpowiednią stanowczością. Dlatego starał się, aby nie wyjść choćby na milimetr poza oficjalną narrację PiS. Skutkowało to tym, że często powtarzał niekontrowersyjne tezy. Mamy więc nie tylko sytuację, w której polityka zagraniczna jest zakładnikiem polityki wewnętrznej, ale i minister jest zakładnikiem swojej słabej pozycji w rządzie i nawet gdyby chciał, nie jest w stanie skierować dyplomacji na inne tory.

– Czaputowicz podkreślał, że nadrzędnym celem dyplomacji PiS jest uznanie podmiotowości Polski na arenie międzynarodowej. Czy ta cnota się sprawdza i jakie efekty przynosi?

– Teza o wstawaniu z kolan jest nieodłączną częścią narracji PiS. Niestety, nie ma ona wiele wspólnego z rzeczywistością. Liczne konflikty i spory na arenie międzynarodowej, jak choćby ostatni ze Stanami Zjednoczonymi na tle nowelizacji ustawy o IPN, zmniejszają możliwości realizacji naszych interesów i ograniczają nasz autorytet na arenie międzynarodowej. W tej sytuacji nie potrafimy korzystać nawet z tych atutów, które teoretycznie mamy w ręku. Pewnie dlatego minister tak niewiele miejsca poświęcił członkostwu Polski w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

– Nie zabrakło ostrej krytyki UE...

– Na plus należy zaznaczyć, że mimo gorzkich słów pod adresem UE minister nie podważył sensu członkostwa Polski we Wspólnocie. Jednocześnie zabrakło refleksji nad tym, że Unia powoli wychodzi z kryzysu i Polska, zamiast ograniczać się do krytyki, powinna aktywnie włączyć się w proces jej reform. Takich pozytywnych wątków zdecydowanie zabrakło. Do tego rząd zdaje się uważać, że spór wokół łamania zasad praworządności ma charakter fundamentalny, a nie jedynie wizerunkowy czy komunikacyjny. Stąd zarówno Komisja Europejska, jak i wiele państw członkowskich poczuło się zirytowanych „białą księgą”, która nie wnosi nic do dyskusji, powielając jedynie znane powszechnie argumenty.

– Wygląda na to, że rząd idzie dalej na zwarcie z Brukselą, choć cały czas podkreśla, że toczy z nią konstruktywny dialog. Czy uśmiechy w połączeniu z twardą postawą sprawią, że KE zmięknie i wycofa sprawę art. 7, tak by nie musiały zajmować się nią państwa członkowskie?

– Widać już wyraźnie, że strategia uśmiechów i pozorowanego dialogu nie przynosi żadnych efektów. Do tego rzekome obycie międzynarodowe premiera Morawieckiego, dzięki któremu miał on owinąć sobie przywódców europejskich wokół palca, okazało się mitem. Rząd nie potrafi też powtórzyć taktyki Victora Orbana, który dzięki drobnym ustępstwom umiejętnie lawirował i tym samym ratował Węgry z opresji. Polski rząd tymczasem nie wykazuje się choćby minimalną wolą zawarcia kompromisu. Stawia tym samym Komisję Europejską pod ścianą i w tej sytuacji będzie jej bardzo trudno zejść ze ścieżki art. 7.

– Na ile ten proces wpływa na możliwości negocjacyjne Polski ws. kolejnego budżetu UE, który będzie w najbliższych miesiącach najważniejszą sprawą w polityce europejskiej?

– Rząd ma coraz mniejsze zdolności budowania koalicji i forsowania własnych propozycji. To automatycznie przekłada się na słabnącą pozycję negocjacyjną w sprawie budżetu. Wiele państw chciałoby przekierować środki z tradycyjnej polityki spójności i rolnej w kierunku funduszy celowych skierowanych na radzenie sobie z najważniejszymi wyzwaniami, przed którymi stoi UE, jak kryzys migracyjny czy wspieranie innowacyjnej gospodarki. Rząd pozbawiony sojuszników i skłócony z instytucjami unijnymi, które zawsze były zwolennikami dużych europejskich budżetów, na własne życzenie osłabia naszą pozycję negocjacyjną.

ZOBACZ TAKŻE: Były szef MSZ, Witold Waszczykowski: Nie oddam nagrody bo uczciwie zarobiłem

Najnowsze