Białoruska historyk: Słowa Putina powinny budzić niepokój

2019-12-31 10:29 Tomasz Walczak
Alena Markova
Autor: archiwum prywatne

To, oczywiście, nic nowego. To regularna praktyka Putina i kremlowskiej propagandy, która kierowana jest do dwóch typów odbiorców. Przede wszystkim są to wypowiedzi na wewnętrzny rosyjski użytek. Mają zaszczepić w Rosjanach poczucie wielkości Związku Radzieckiego, którego współczesna Rosja jest bezpośrednim spadkobiercą. Ma pokazać, jak niesprawiedliwie działania ZSRR z czasów II wojny światowej są oceniane na Zachodzie i że moralna racja jest po stronie Rosji - mówi o dr Alena Marková, białoruska badaczka z Uniwersytetu Karola w Pradze, specjalizująca się m.in. w polityce historycznej

„Super Express”: – Putin wini Polskę za wybuch II wojny światowej, nie przebierając w słowach. To, co wygaduje, to jakaś nowa jakość w relatywizacji historii, czy coś, do czego przyzwyczaił nas już ZSRR i sam Putin?
Dr Alena Marková: – To, oczywiście, nic nowego. To regularna praktyka Putina i kremlowskiej propagandy, która kierowana jest do dwóch typów odbiorców. Przede wszystkim są to wypowiedzi na wewnętrzny rosyjski użytek. Mają zaszczepić w Rosjanach poczucie wielkości Związku Radzieckiego, którego współczesna Rosja jest bezpośrednim spadkobiercą. Ma pokazać, jak niesprawiedliwie działania ZSRR z czasów II wojny światowej są oceniane na Zachodzie i że moralna racja jest po stronie Rosji. To tym bardziej użyteczne w kontekście współczesnej rosyjskiej ideologii, w której kraj ma być oblężony przez wrogie zachodnie siły. Ten drugi typ odbiorców to oczywiście mieszkańcy Zachodu.
– Na co tu liczy Putin?
– Z jednej strony można to uznać za prowokację wobec Zachodu, ale przede wszystkim to sondowanie granic tego, na co jeszcze sobie można pozwolić. To też nic nowego i nie dotyczy tylko Polski. W ubiegłym roku, kiedy Czechy upamiętniały praską wiosnę i inwazję wojska Układu Warszawskiego w 1968 r., Kreml także posuwał się do haniebnych insynuacji na temat tamtych dramatycznych wydarzeń. Wywołało to w Czechach zrozumiałe oburzenie, tak jak dziś wypowiedzi Putina wywołują słuszne oburzenie polskich władz i środowiska akademickiego. Dla Putina i jego propagandystów takie prowokacyjne wypowiedzi to sytuacja win-win. Trafiają one bowiem i do serc Rosjan, i pokazują, jak zareagują na to za granicą.
– Historia to w ogóle jedno z ulubionych narzędzi sprawowania władzy i w ZSRR, i w putinowskiej Rosji.
– Tak, historia zawsze była silnie związana z ideologią władzy. Nie tylko zresztą w Rosji i ZSRR. Oczywiście, imperialne ciągoty współczesnej Rosji sprawiają, że historia jest dużo bardziej podległa polityce władz, dając legitymację do takich, a nie innych działań Kremla.
– Od późnego ZSRR Rosja różnie patrzyła na swoją radziecką historię. Były momenty wyjątkowej szczerości i rozliczeń, ale potem przyszedł Putin i wziął się za wymazywanie haniebnych jej fragmentów. Dziś dzielnie rehabilituje i idealizuje Stalina. Ostatnie wypowiedzi Putina doskonale się w to wpisują. Po co Putinowi Stalin?
– Stalin jest postacią, z którą związanych jest wiele zmian społecznych i ekonomicznych, a przede wszystkim zwycięska wojna z Hitlerem. Mówiąc jednak o nim, współczesna propaganda nie zadaje sobie trudu, by przedstawić przerażającą cenę, jaką przyszło narodom ZSRR zapłacić za politykę Stalina. Gloryfikacja takiej postaci ma niestety swoją perwersyjną logikę, która sprowadza się do tego, że wygraliśmy wojnę, przeprowadziliśmy industrializację i wszyscy zaczęli nas się bać.
– W tej opowieści nie mieści się to, że Stalin wygrał wojnę, którą sam pomógł rozpętać, podpisując z Hitlerem pakt Ribbentrop-Mołotow. Stąd próba przeniesienia odpowiedzialności za jej początek na innych? W tym wypadku Polskę, Francję czy Wielką Brytanię.
– Dokładnie. Wiadomo, że najlepszą obroną jest atak, stąd właśnie oskarżanie innych o własne grzechy. Roztrząsanie paktu Ribbentrop-Mołotow podważa nie tylko skalę radzieckiego zwycięstwa, ale też wprowadza w kremlowskiej propagandzie niepotrzebne komplikacje do prostej opowieści, że w czasie II wojny światowej staliśmy po właściwej stronie.
– Zbliża się 75. rocznica zakończenia wojny, która w Rosji jest świecką religią. Do maja pewnie jeszcze nieraz usłyszymy kłamliwe wypowiedzi ze strony Kremla. Potem to przycichnie?
– Nie, ta retoryka nie zniknie nagle po 9 maja. Będzie ciągle wracać, bo to zbyt wygodna i skuteczna karta, by jej w swojej polityce Putin miał nie używać.
– Czy można ją traktować tylko jako irytującą i kłamliwą, ale tylko retorykę? Czy stanowi ona realne zagrożenie?
– Oczywiście, przede wszystkim to czysty populizm, ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że już samo podniesienie tej kwestii stanowi zagrożenie. Skoro można przekroczyć granicę tego, co nieakceptowalne o jeden krok, można też o dwa albo trzy. Już z tego punktu widzenia budzi to zaniepokojenie.
Rozmawiał Tomasz Walczak