"Broń długa, wyłamana furtka". ABW zatrzymała byłego księdza Jacka Międlara

2019-12-13 16:52 DAB
Rok temu ksiądz Jacek Międlar przemawiał 11 listopada po marszu w Warszawie
Autor: Kruk1959/youtube.com (screen) Rok temu ksiądz Jacek Międlar przemawiał 11 listopada po marszu w Warszawie

W piątek w godzinach porannych doszło do zatrzymania byłego księdza, obecnie redaktora Jacka Międlara przez funkcjonariuszy służb specjalnych. Działania ABW mają związek z postępowaniem dotyczącym mowy nienawiści, propagowaniem faszyzmu lub innego ustroju totalitarnego. Międlar zachęcał do udziału w demonstracji w związku z rocznicą wprowadzenia stanu wojennego.

Informacja wywołała w piątek duże poruszenie w mediach społecznościowych i wzburzyła środowiska prawicowe. Symboliczne znaczenie miała tutaj też data zatrzymania - 13 grudnia, czyli w 38. rocznicę wprowadzenia Stanu Wojennego. - "Redaktor Jacek Międlar zatrzymany dziś rano - podobno przez ABW z długą bronią. Konfederacja bada sprawę" - poinformował na swoim profilu społecznościowym poseł Grzegorz Braun. W podobne tony informował o zatrzymaniu Jacka Międlara portal wprawo.pl: "Około godziny 6.00 do mieszkania Jacka Międlara weszły służby. Powodem ma być pogwałcenie artykułu 256 Kodeksu Karnego. Zdaniem Grzegorza Brauna funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego powoływali się na przepisy dotyczące propagowaniu faszyzmu lub innego ustroju totalitarnego. Międlar zachęcał do udziału w demonstracji poświęconej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, która dzisiaj odbędzie się we Wrocławiu. Błyskawicznie zorganizowano w Sejmie konferencję prasową w tej sprawie. Mamy potwierdzone przez obrońcę Jacka Międlara szczegóły tego zatrzymania. Funkcjonariusze ABW, długa broń, wyłamana furka prowadząca do domostwa. A więc pokaz siły - przekazał Grzegorz Braun z Konfederacji. - Czy mamy do czynienia z zagrożeniami bezpieczeństwa publicznego, które uzasadniają tego typu działania? - zapytał. Zaznaczył też, że za działania służb odpowiada premier Mateusz Morawiecki oraz nadzorujący służby Mariusz Kamiński. - Niechaj mają świadomość, że od dzisiejszego ranka to oni osobiście ponoszą odpowiedzialność za zdrowie i życie redaktora Jacka Międlara – podkreślił. Zamieścił też na Twitterze kolejną wiadomość: "Nota bene: ABW wjechała też do rodziców Jacka Międlara na Podkarpaciu, rzekomo w poszukiwaniu materiałów pirotechnicznych. A za parę godzin we Wrocławiu marsz w rocznicę stanu wojennego, rzecz jasna bez udziału zatrzymanego, którego przesłuchanie dopiero jutro - poinformował. W swoim wpisie poseł skierował pytanie do szefa rządu: Kto tu dąży do prowokacji, Panie @MorawieckiM ?

Najnowsze