Budka: Rażące naruszenie prawa

2017-05-23 7:00 Rozmawiał Mateusz Zardzewiały
BORYS BUDKA
Autor: Marcin Gadomski BORYS BUDKA

Borys Budka, poseł PO i były minister sprawiedliwości w rozmowie z "SE" o zakatowaniu przez policjantów Igora Stachowiaka na wrocławskim komisariacie:

"Super Express": - Zdaniem Adama Bodnara, rzecznika praw obywatelskich, to, co policja zrobiła zatrzymanemu we Wrocławiu mężczyźnie, to były tortury. Jak pan ocenia tę sytuację?

Borys Budka: - To, co widzieliśmy na filmach opublikowanych przez media, czyli podłączanie elektrod paralizatora do osoby skrępowanej, niestawiającej żadnego oporu, może nosić znamiona tortur. Jak widać doszło do rażącego naruszenia prawa, ponieważ dziś, po roku od tamtych wydarzeń, minister spraw wewnętrznych nagle wyciąga konsekwencje. Więc niewątpliwie było to zachowanie bezprawne.

- Jakie systemowe rozwiązania mogłyby zabezpieczyć obywateli przed tego typu nadużyciami policji?

- Jeszcze jako rząd PO-PSL przyjęliśmy w 2015 roku strategię dotyczącą zabezpieczeń obywateli przed nadużyciami służb mundurowych. Jednym z jej elementów jest tzw. kamera na mundurze, która rejestruje przebieg interwencji funkcjonariuszy policji. Drugą rzeczą, która powinna być brana pod uwagę, jest kwestia obecności adwokata już na etapie przesłuchania wstępnego. Było to widać już na przykładzie Sebastiana K. (kierowcy fiata seicento, który zderzył się z kolumną BOR - dop. red.). Na szczęście nie był to tak drastyczny przypadek jak wydarzenia wrocławskie. Niewątpliwie te dwa elementy powinny zostać jak najszybciej wprowadzone.

- Czy w polskiej policji istnieje ciche przyzwolenie dla takich praktyk, jakie miały miejsce we Wrocławiu?

- Nie sądzę, żeby ono istniało. Natomiast być może są osoby, które w ten sposób działają - i ci funkcjonariusze powinni być z policji usuwani. Bo takie rzeczy zdarzały się już wcześniej, zdarzają się też teraz i choć powinny być natychmiastowo eliminowane to, jak widać, przez rok od tego zdarzenia nie wyciągnięto żadnych konsekwencji wobec funkcjonariuszy. Dopiero ujawnienie filmu spowodowało określone działania. Dlatego media i dostęp do informacji odgrywają bardzo dużą rolę.

- Zwrócił pan uwagę na fakt, że dopiero po roku wyciągnięto konsekwencje wobec policjantów. Odbyło się to na wniosek szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka. Dlaczego?

- Całe to postępowanie budzi bardzo duże wątpliwości. Z informacji policji wiemy, że tą sprawą prokuratura zajmuje się od roku. Mariusz Błaszczak złamał dane słowo, ponieważ rok temu zapewniał, że wydarzenia, jakie miały miejsce we Wrocławiu, zostaną niezwłocznie wyjaśnione. A tak się nie stało.

- Czy rzeczywiście to minister, czyli osoba umiejscowiona tak wysoko w strukturach państwa, powinien decydować o takich rzeczach?

- Według mnie w tej chwili jest to gra na odsunięcie od siebie politycznej odpowiedzialności, którą ponoszą wyłącznie nadzorujący prokuraturę minister Ziobro oraz ministrowie Błaszczak i Zieliński, którzy z kolei nadzorują policję. Nagłe odwoływanie komendantów wojewódzkiego i miejskiego - a przypomnę, że byli to ludzie nominowani na stanowiska za czasów rządów PiS - świadczy o tym, że próbuje się szukać winnych, jednocześnie unikając politycznej odpowiedzialności. Przypomnę, że minister Zieliński jak na razie z nadzoru nad policją zasłynął tylko z wycinania dla niego konfetti przez funkcjonariuszy tej służby. To jest po prostu skandaliczne!

Natomiast najbardziej bulwersujące jest to, że ten film, który pojawił się w mediach, od początku znajduje się w aktach sprawy. To nie jest tak, że nagle ktoś odkrył nowy dowód i policja wraz z prokuraturą zaczęła działać. Nie, ten dowód był od samego początku! Gdyby nie został ujawniony przez media, to prawdopodobnie do dziś nikt nie poniósłby konsekwencji.

Zobacz także: Adam Bodnar: Działania policjantów spełniają definicję tortur