Cezary Tomczyk: PiS nie trzeba straszyć. On straszy sam sobą

2015-10-09 4:00 Rozmawiał Sławomir Jastrzębowski
Pis nie trzeba straszyć
Autor: "Super Express" Pis nie trzeba straszyć

Jestem dumny, że w PO pojawili się nowi ludzie i nastąpiła zmiana pokoleniowa. Także z tego, że premier Kopacz udało się stworzyć nową politykę. Nie gabinetową, gdzie wszystko jest ustalane bez obywateli, ale taką, w której rozmowy z obywatelami mają realny wpływ na nasze działania.

"Super Express": – Jest pan dumny z bycia członkiem PO?

Cezary Tomczyk: Owszem.

Skąd ta duma?

Przede wszystkim z tego, że przez osiem lat mogliśmy zmieniać Polskę. Teraz dużo jeździmy po kraju i widać, jak Polska się zmieniła. Do różnych miast dojeżdżamy nowymi autostradami, widzimy nowe obiekty kultury. To jest część, z której jestem bardzo dumny.

A część, z której nie jest pan dumny?

W ostatnim czasie bywało, że nie byłem dumny ze stylu PO.

Co to znaczy „w ostatnim czasie”?

Chodzi o krótki czas, zanim premierem została Ewa Kopacz, bo ona zmieniła Platformę. Z tego też jestem dumny.

Niech pan mówi. Lubię słuchać dumnych ludzi.

Jestem dumny, że udało się PO zmienić na plus. Jesteśmy zupełnie inną partią. Była dobra rekonstrukcja rządu. Udało się przygotować nowy program Platformy. Jestem dumny, że w PO pojawili się nowi ludzie i nastąpiła zmiana pokoleniowa. Także z tego, że premier Kopacz udało się stworzyć nową politykę. Nie gabinetową, gdzie wszystko jest ustalane bez obywateli, ale taką, w której rozmowy z obywatelami mają realny wpływ na nasze działania. Dzięki jednej z takich rozmów w pociągu premier przeznaczyła 20 mln zł na turnusy rehabilitacyjne dla starszych osób i rozwiązała problem tysięcy ludzi.

Mówi pan, że Ewa Kopacz zmieniła PO na lepsze. Logiczne jest więc to, że wcześniej, za Donalda Tuska, było źle. Czemu tak było? Nie potrafił rządzić?

Ostatni czas przed wyborami prezydenckimi to był rzeczywiście gorszy czas PO. Naszym problemem nie było to, że nie budowaliśmy autostrad, żłobków czy teatrów...

To jaki był problem?

Styl. To był kłopot.

Tusk miał zły styl?

Nie Tusk, ale cała ta atmosfera, która była wcześniej. Decyzje były podejmowane w dobrej wierze. Czasem brakowało porządnych konsultacji.

Tusk odciął się od ludzi?

Chodzi o to, że politycy PO mimo dobrych intencji zaniedbali kontakt z obywatelami, a te decyzje trzeba tłumaczyć, opowiadać o nich.

Mówi pan o budowie autostrad, ale nie jest tak, że budowaliśmy je najdrożej w Europie?

To nieprawda. Sporo jest mitów tego typu. Mamy nowoczesne autostrady w dobrej cenie.

A te ekrany, które stoją nawet tam, gdzie nie są potrzebne, zwiększające koszty budowy autostrad?

To efekt przepisów dotyczących norm hałasu, wprowadzonych jeszcze przez ministra z PiS. To nasz rząd zmienił te przepisy i ekrany nie są tak powszechne. Wreszcie możemy oglądać Polskę, która nie jest w ruinie.

Nieprawdą jest też to, że przy budowie autostrad zbankrutowało wiele firm?

To prawda. Było wielu podwykonawców, którzy stracili, duża większość jednak zyskała.

Czy wy jako rząd nie powinniście mieć nad tym pieczy?

Ogromna większość firm, które brały udział w budowie autostrad, ma się dobrze i nadal z tego korzysta. Przypomnę też, że zmieniliśmy przepisy w tym zakresie, by zabezpieczyć pulę pieniędzy dla podwykonawców. Tak, żeby nie byli oszukiwani przez większe firmy, które realizują te kontrakty. Musimy też pamiętać, że w Polsce jeszcze tyle się nie budowało. Pewne doświadczenia trzeba zebrać.

A jak panu powiem, że Polska jeszcze nigdy się tak nie zadłużała?

Nieprawda. Czemu bowiem Polska wyszła z procedury nadmiernego deficytu? Dług publiczny przedstawia się w relacji do PKB. Dług publiczny w relacji do PKB w Polsce rósł wolniej niż w większości krajów europejskich.

Chyba jednak tak. Widział pan licznik Balcerowicza?

Licznik Balcerowicza pokazuje nie tylko dług publiczny, ale wszystkie formy zadłużania Polaków. Przypomnę też, że dług publiczny w Polsce jest procentowo jednym z najniższych w Unii Europejskiej.

A co się najbardziej PO nie udało? Chyba była to afera taśmowa. Pan jako rzecznik rządu, choć nie ma z nią nic wspólnego, musi się za nią tłumaczyć.

Pani premier przecięła tę sprawę, odcięła całe to towarzystwo od swojego rządu.

I nikt zamieszany w tę aferę nie będzie startował z list PO?

Pamiętajmy, że kwestia dotyczyła rządu.

Proszę odpowiedzieć na pytanie, panie rzeczniku.

W przypadku osób, które zostały nagrane na taśmach, a startują do Sejmu, to bardzo dobry moment, żeby Polacy mogli określić, które z nich nadają się do parlamentu, a które nie.

Ale to wy powinniście się określić i powiedzieć: my was nie chcemy.

Jeszcze jedna rzecz. Mamy jasność, że w tych rozmowach nie ma łamania prawa. Problemem było to, co wcześniej mówiłem – to była kwestia stylu. Wieloma tymi rozmowami sam byłem zażenowany. Dlatego PO potrzebowała zmiany.

Którą rozmową był pan najbardziej zażenowany?

Chyba tą dotyczącą menu.

A rozmowa dotycząca górnictwa pani minister Bieńkowskiej, która mówiła, że nic nie robili, a brali pieniądze?

Wiemy, ile robiło się w górnictwie za rządów premier Kopacz. Jestem rzecznikiem jej rządu, a nie rzecznikiem ostatnich 100 lat. Pamiętam w styczniu 11-godzinne negocjacje z górnikami. Wszystko zmierza w dobrym kierunku. De facto powstała Nowa Kompania Węglowa. Mamy spółkę Silesia, która przejmuje 11 często chorych kopalni i ma za zadanie je uzdrowić i urynkowić.

Powiem panu, co ja o tej aferze sądzę. Że PO nas oszukuje. Inna jest na zewnątrz, inna jest naprawdę. I myślę, że większość ludzi wyciągnęła podobne wnioski. Czemu po ośmiu latach Polacy mieliby na was głosować?

W ostatnim czasie PO bardzo się zmieniła. Musieliśmy naprawdę nad sobą pracować i to się udało. Ewa Kopacz nie tylko zburzyła ścianę między obywatelami a władzą, ale jednocześnie zmieniła swój rząd i otoczenie. Na pokładzie Platformy jest świetnym kapitanem.

I uważa pan, że ma więcej charyzmy niż Donald Tusk?

Jest na pewno innym przywódcą. Dla mnie lepszym. Jest osobą z innymi doświadczeniami, obdarzoną dużą charyzmą, ale też zupełnie innymi cechami. Widać to szczególnie wtedy, kiedy jeździmy po Polsce. Kiedy rozmawia z ludźmi, prosi, żeby wziąć numer do naszych rozmówców i rozwiązać jakieś konkretne sprawy. Wszyscy jesteśmy pod wrażeniem tego kontaktu z Polakami.

PO zaangażowała się po stronie Bronisława Komorowskiego. Przegraliście. Żałujecie?

To świetny prezydent, z którego byłem bardzo dumny. Przegrał wybory. Tak się w demokracji czasem zdarza. Popieraliśmy go całą mocą.

Dalej go popieracie?

Oczywiście.

Czyli za pięć lat znowu będzie startował na prezydenta?

Ta decyzja należy do niego. Rzadko jednak się zdarza w demokracjach, by ktoś, kto przegrał wybory, po pięciu latach miał znów ochotę startować.

Podoba się panu styl Bronisława Komorowskiego, który – co prawda zgodnie z prawem – zabrał ponad 100 rzeczy z Pałacu Prezydenckiego?

Kancelaria jasno się w tej sprawie wypowiedziała. To techniczne ustalenia i kwestia wyposażania biur byłych prezydentów. Podobnie było z Kwaśniewskim czy Wałęsą.

Że mógł – jasne.

Wszyscy poprzedni prezydenci z tego uprawnienia korzystali.

Ale żeby żyrandol zabierać?

Wszyscy poprzedni prezydenci z tego uprawnienia korzystali.

Pan by zabrał żyrandol?

Nigdy nie byłem prezydentem.

Ja też nie, ale myślę, że bym nie wziął. Ale czy to wam pomaga? Albo czy pomaga wam to, że Bronisław Komorowski pojechał do Stanów Zjednoczonych i reklamował kantor wymiany walut?

Byli prezydenci biorą udział w różnych ciekawych eventach. Czasami są to wykłady.

Razi to pana?

Nie widziałem tego. Nie analizowałem tego. Byli prezydenci w różny sposób zarabiają. Czasem wykładając, czasem biorąc udział w kampaniach reklamowych. Tak zarabiają też w Stanach Zjednoczonych.

Straszycie PiS i Macierewiczem.

PiS nie trzeba straszyć. PiS doskonale straszy sam sobą.