Dr Guy Standing: Aby wymusić reformy, musimy się zmobilizować

2012-03-28 4:00 Tomasz Walczak
Dr Guy Standing
Autor: ARCHIWUM

Rosnące nierówności i frustracja społeczna to wynik powstania prekariatu - uważa brytyjski ekonomista Guy Standing

"Super Express": - Jest pan twórcą pojęcia "prekariat", które w debacie publicznej coraz częściej pojawia się w kontekście definiowania problemów współczesnych pracowników. Podobieństwo do proletariatu wskazuje, że to jakaś uciskana klasa społeczna.

Dr Guy Standing: - Przede wszystkim prekariat nie jest proletariatem, bo nie jest wyłącznie przemysłową klasą robotniczą. To miliony ludzi na całym świecie, doświadczających wielu form niepewności - nie tylko dotyczącej samej pracy, lecz także zarobków. Brak stałości zatrudnienia i otrzymywania godnej płacy prowadzi do rosnącej frustracji tych, którzy są częścią tego zjawiska.

- Wielu widzi prekariat w młodych wykształconych ludziach, wchodzących na rynek pracy i niemogących podjąć zajęcia zgodnego z ich aspiracjami. To zjawisko ogranicza się jedynie do nich?

- Absolutnie nie. Prekariat to bardzo zróżnicowana grupa, którą łączy to, że jej członkowie otrzymują pracę w niepełnym wymiarze godzin, niepewne zatrudnienie i zajęcie niewymagające żadnych kwalifikacji, które sprawiają, że umiera w nich nadzieja na lepsze jutro.

- Kto więc tworzy prekariat?

- Stara klasa robotnicza, która nie może już liczyć na bezpieczeństwo ekonomiczne. Ci ludzie stali się politycznymi reakcjonistami, słuchającymi demagogów i skrajnej prawicy. Mamy też młodych i świetnie wykształconych, w których wzrasta frustracja wynikająca z tego, że obiecywano im, iż zdobyte kwalifikacje przyniosą im obiecującą karierę, której nie mają szansy realizować. Prekariat tworzą również rzesze migrantów wypchniętych na margines społeczeństwa i rynku pracy.

- Gdzie szukać źródeł tego zjawiska?

- W globalizacji, która przybrała na sile w latach 80. Na światowy rynek pracy wstąpiło wielu pracowników z takich krajów jak Chiny czy Indie, gotowych pracować za 1/50 tego, co płacono w krajach rozwiniętych. To wywierało presję na obniżenie pensji, zasiłków w najbogatszych krajach i deregulacji rynku pracy.

- Wielu całe zło widzi w polityce gospodarczej Margaret Thatcher i Ronalda Reagana. Można uznać, że prekariat to ich nieślubne dziecko?

- Bez wątpienia, to za ich rządów rozpoczęły się procesy, które doprowadziły do powstania prekariatu. Ale przybrały one na sile już po tym, kiedy odeszli ze swoich urzędów. Kolejne rządy krajów rozwiniętych coraz bardziej liberalizowały swoje gospodarki, tworząc podstawy do powstania globalnego rynku.

- Ofiarą tych procesów był rynek pracy?

- Liberalizacja wymagała, aby rynki pracy były znacznie bardziej elastyczne, co z kolei skłaniało do akceptacji niepewności dla coraz liczniejszej grupy pracowników.

- Jakie znaczenie dla rozwoju prekariatu miał światowy kryzys ekonomiczny z 2008 r.?

- Kolejne miliony osób zmuszono do pracy czasowej, na umowach śmieciowych, z niskimi pensjami, bez prawa do zasiłków. Wszystko w imię walki z kryzysem.

- Kryzys pozwolił zrozumieć im, że mają wspólne interesy i mimo oczywistych różnic wiele ich łączy?

- Zwiększył świadomość tego, jak wielu z nas jest częścią prekariatu, i ta wiedza jest budująca. Zeszłoroczne ruchy społeczne w wielu krajach to początek stawiania żądań o lepsze jutro. Aby wymusić potrzebne reformy, musimy się zmobilizować.

- Powinniśmy walczyć z prekariatem czy po prostu zaakceptować jego istnienie?

- Mimo ogromnego kryzysu zmiany nie zajdą, dopóki prekariat nie uzyska głosu w politycznym mainstreamie.

- Naturalnym głosem prekariatu powinna być lewica. Jednak kryzys finansowy pokazał, że nie potrafi ona sformułować nośnych, a przede wszystkim skutecznych postulatów ekonomicznych. W przypadku prekariatu będzie podobnie?

- Po kryzysie lewica została zepchnięta do defensywy. Socjaldemokraci poszli na kompromis, akceptując neoliberalne rozwiązania ekonomiczne, i byli zbyt przerażeni, aby skupić się na swojej historycznej misji, którą jest walka z nierównościami. Muszą jeszcze raz przerobić lekcję, która mówi, że marsz ku równości i większej sprawiedliwości społecznej to zawsze podjęcie tematu potrzeb i aspiracji dominującej klasy społecznej. A taką klasą staje się dziś prekariat.

- Na razie lewica formułuje postulaty powrotu do idei państwa opiekuńczego.

- Myślę, że wszyscy, którzy uważają, że obecny europejski model socjalny nadal działa, są marzycielami. Państwo opiekuńcze zostało bowiem przekształcone w ostatnich 20 latach i jest zupełnie niewydolne, co sprawia, że w dłuższej perspektywie kreuje więcej niesprawiedliwości na dole społeczeństwa.

- Co będzie skutecznym rozwiązaniem?

- Od dawna postuluję, żeby zapewnić uniwersalny podstawowy przychód dla każdego członka społeczeństwa, który będzie wystarczająco duży, aby opłacić miesięczne koszty utrzymania.

- Liberałowie i przedsiębiorcy powiedzą, że to niemożliwe i za drogie.

- Bez wątpienia stać nas na ten wydatek czy to w Polsce, czy to w innych krajach Europy. Można go sfinansować z redystrybucji ogromnych pieniędzy, które trafiają do sektora finansowego, bankierów i wielu multimiliarderów. Jeśli moglibyśmy redystrybuować te nadwyżki, aby opłacić podstawowy dochód, byłoby to absolutnie możliwe. Szczególnie, że zastąpiłby on wypłacane obecnie, źle zaprojektowane zasiłki.

Dr Guy Standing

Ekonomista z Uniwersytetu w Bath