Ekspert o głodowych emeryturach: Reforma z 1999 r. celowo obniżyła emerytury

2019-11-26 8:56 Tomasz Walczak
Ryszard Szarfenberg
Autor: East News Ryszard Szarfenberg

Prof. Ryszard Szarfenberg z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego tłumaczy, czemu emerytury Polaków będą tak niskie.

„Super Express”: – Były wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej, a obecnie wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju, Bartosz Marczuk, wywołał burzę, kiedy opublikował informacje z ZUS o tym, że przyszłe emerytury wyniosą wkrótce 30 proc. ostatniej pensji. Jesteśmy na głodowe emerytury skazani?
Prof. Ryszard Szarfenberg: – Ten wskaźnik, oficjalnie nazywany kwotą zastąpienia, będzie niski z powodu reformy emerytalnej z 1999 r. Jej wprowadzenie interpretuję tak, że przeprowadzono ją po to, by kwota zastąpienia była niska.
– Jak to? Nie chodzi o przypadkową niewydolność systemu, lecz o celowe działanie?
– Tak, zwyciężył wtedy argument, że jeżeli kwoty zastąpienia byśmy nie obniżyli, nie stać by było Polski na finansowanie systemu emerytalnego. Przekonanie, że temu systemowi coś dolega poza tym, że kwota zastąpienia będzie niska, jest błędne. Można wręcz powiedzieć, że był to majstersztyk – sprzedano to rozwiązanie jako najlepsze z możliwych. Prawda jest natomiast taka, że było to najlepsze rozwiązanie dla gospodarki, której nie obciążono nadmiernymi dopłatami do emerytur.
– Ten stary system rzeczywiście utopiłby nasz kraj?
– To ciekawe pytanie. Po pierwsze dlatego, że w wielu innych krajach społeczeństwa starzeją się szybciej niż w Polsce i teoretycznie systemy emerytalne, a wraz z nimi gospodarka, według tej logiki powinny się załamać. Tak się nie stało. Co więcej, w tym starym systemie – z dużo stopą zastąpienia i hojną częścią socjalną – też można było podwyższać staż pracy, podwyższać wiek emerytalny, zmieniać formułę wyliczenia świadczeń. A było to rozwiązanie dla przyszłych emerytów jednak bardziej korzystne ze względu na to, że obniżenie kwoty zastąpienia byłoby mniej drastyczne. Z uwagi na przejrzystość tamtego systemu byłyby po prostu bardziej ewidentne i bardziej irytowały społeczeństwo. W tym nowym więcej rzeczy da się ukryć.
– Jednym słowem, obudowywanie tego systemu II i III filarem nie do końca może przyszłym emerytom pomóc, skoro jest w nim zapisany grzech pierworodny niskiej kwoty zastąpienia?
– Na pewno dodatkowe formy ubezpieczenia emerytalnego nie zastąpią tego zusowskiego. Są one bowiem jedynie dodatkowym zabezpieczeniem. Niemniej bez nich kwota zastąpienia byłaby jeszcze niższa, bo ten podstawowy filar działa tak, jak wspomnieliśmy wcześniej – by w świadczeniu z ZUS był po prostu niski.
– Czyli jesteśmy na te dodatkowe ubezpieczenia skazani?
– Niekoniecznie. Ten nowy system ma bowiem wyraźne bodźce, które sprawią, że świadczenia emerytalne będą wyższe. Chodzi tu między innymi o dłuższe pozostanie na rynku pracy. Jeśli ktoś się na to zdecyduje, tym krócej będzie pobierana emerytura i tym większy kapitał będzie do podziału. Wyższy kapitał podzielony przez niższą liczbę lat daje wyższe świadczenie.
– Pamięta pan awanturę o podnoszenie wieku emerytalnego. Padały wtedy słuszne skądinąd argumenty, że nie każdy da radę pracować dłużej.
– Oczywiście, ale też świat się zmienia – żyjemy dłużej, w coraz lepszym zdrowiu i coraz częściej wykonujemy prace umysłowe, a nie fizyczne. Można więc przewidywać, że możliwość pracy na emeryturze będzie jednak większa. To pozwoli na zwiększenie świadczeń.
Rozmawiał Tomasz Walczak

Obejrzyj rozmowę z prof. Andrzejem Zybertowiczem, który był gościem programu "Twarzą w twarz":

Najnowsze
KOMENTARZE