FATALNE wieści dla chorych na raka płuc. Onkolodzy przesunięci do walki z koronawirusem?

2020-11-02 8:53 Sandra Skibniewska
Koronawirus. W Podlaskiem nie ma wolnych respiratorów
Autor: pixabay Koronawirus. W Podlaskiem nie ma wolnych respiratorów

- Bardzo obawiam się o utratę personelu medycznego, pacjenci onkologiczni bezwzględnie potrzebują specjalistycznej opieki. Z jednej strony istnieje ryzyko, że np. personel średni przejdzie do szpitali covidowych. Z drugiej strony obawiam się o zdrowie mojego personelu. Każde zakażenie choćby jednego członka zespołu wyłącza zespół na przynajmniej dwa tygodnie. W sytuacji niedoborów kadrowych jest to szczególnie niebezpieczne - mówi "SE"prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, Prof. Adam Maciejczyk.

„Super Express”: –  Wielu lekarzy alarmuje, że sytuacja osób, które przebywają na oddziałach onkologicznych, jest fatalna. To prawda?

Prof. Adam Maciejczyk: – Coraz większym problemem jest niewystawianie kart DiLO pacjentom, u których rozpoznano chorobę nowotworową. Dostajemy sygnały od pacjentów, że lekarze nie chcą wystawiać kart lub nie widzą takiej potrzeby. 

– Czym jest karta DiLO i w jakim celu jest wystawiana?

– Przypomnijmy – karta DiLO nie jest wystawiana wyłącznie w celach sprawozdawczych do NFZ. Jest to „zielony paszport” pacjenta z podejrzeniem nowotworu, jest to jego przywilej, dzięki któremu trafia na szybką ścieżkę onkologiczną. Dzięki karcie widzimy tych pacjentów w systemie i możemy im pomóc.

– Jeśli pacjent nie figuruje w systemie, to ten uznaje, że po prostu go nie ma?

– Tak. Pacjent bez karty DiLO jest niewidoczny i trafia do standardowych kolejek, tracąc tym samym szansę na szybkie podjęcie leczenia. Na Dolnym Śląsku podpisaliśmy porozumienie z lekarzami rodzinnymi, aby szybciej „wyłapywać” pacjentów onkologicznych. Uruchomiliśmy też aplikację „Mobilne DCO”, dzięki któremu pacjent po wypełnieniu krótkiej ankiety kierowany jest na odpowiednie badania profilaktyczne.

Czy jest pan w stanie ocenić, czy rok temu, o tej samej porze trafiali do pana pacjenci w mniejszym lub większym stadium zaawansowania choroby nowotworowej? Czy koronawirus ma wpływ na stan pacjentów, którzy trafiają pod pana opiekę?

– Dotychczas wielu pacjentów trafiało do nas z bardzo zaawansowaną chorobą, w szczególności dotyczyło to pacjentów z nowotworami przewodu pokarmowego czy płuc. W przypadku tych drugich ponad 80 proc. stanowiły rozpoznania w III i IV stadium zaawansowania, a więc w momencie, w którym pacjent ma bardzo złe rokowanie. Najbardziej niebezpieczne zjawisko, które teraz obserwujemy, to duży spadek pacjentów z rakiem płuca – jest ich o wiele mniej.

– Dlaczego?

– Może to po części wynikać z tego, że szpitale płucne, które zajmują się diagnostyką chorób płuc, w znacznej mierze zajmują się teraz pacjentami z COVID-19. Rak płuca był do tej pory najtrudniej wykrywalny i umierało z jego powodu najwięcej pacjentów onkologicznych.

– To bardzo niepokojące prognozy.

– Owszem. Teraz ta sytuacja może się jeszcze pogorszyć. 

– Pozostając przy temacie koronawirusa. Nie obawia się pan, że dojdzie do sytuacji, w której medycy leczący do tej pory pacjentów onkologicznych zostaną przesunięci do walki z osobami, które cierpią na chorobę COVID-19?

– Bardzo obawiam się o utratę personelu medycznego, pacjenci onkologiczni bezwzględnie potrzebują specjalistycznej opieki. Z jednej strony istnieje ryzyko, że np. personel średni przejdzie do szpitali covidowych. Z drugiej strony obawiam się o zdrowie mojego personelu. Każde zakażenie choćby jednego członka zespołu wyłącza zespół na przynajmniej dwa tygodnie. W sytuacji niedoborów kadrowych jest to szczególnie niebezpieczne.

– Co można zrobić?

– Musimy za wszelką cenę utrzymać szpitale onkologiczne dla wszystkich pacjentów, którzy wymagają pilnych procedur. Najwyższy czas, żeby wprowadzić w onkologii zarządzanie kryzysowe. Musimy scentralizować chirurgię onkologiczną, tak jak zrobiła to włoska Lombardia podczas pierwszej fali pandemii. Największa placówka onkologiczna w danym regionie wykonuje operacje wszystkim pacjentom onkologicznym z regionu w trybie dyżurowym (7 dni w tygodniu), opierając się na personelu przesuniętym ze szpitali, których działalność jest czasowo ograniczona.

 Rozmawiała Sandra Skibniewska

Podziel się opinią
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
Najnowsze