Generał Zbigniew Nowek: Zachód żyje w sferze fikcji

2014-03-04 3:00 Tomasz Walczak

Były szef UOP i Agencji Wywiadu o konflikcie wokół Ukrainy.

"Super Express": - Szef BBN gen. Koziej uważa, że Polska w kontekście napiętej sytuacji na Ukrainie również jest zagrożona i w dalszej perspektywie nie można wykluczyć zagrożenia inwazją na Polskę. To mocne słowa. Pana zdaniem mają pokrycie w rzeczywistości?

Generał Zbigniew Nowek: - Uważam, że szef BBN powinien ważyć swoje słowa i nie eskalować niepotrzebnie napięcia, bo Polska powinna odegrać rolę mediatora i wyciągnąć pomocną dłoń do Ukrainy. Z takimi stwierdzeniami nie będziemy partnerem do rozmów z Rosją. Zupełnie też nie rozumiem, dlaczego zmienia się politykę zagraniczną w taki sposób, że najpierw prezentujemy całkowitą uległość, a teraz po słowach szefów BBN i MSZ mamy nadmierną agresję. To nie jest język dyplomacji.

- Abstrahując już od faktu, że mówi to człowiek piastujący ważną polityczną funkcję, to z takim stwierdzeniem mógłby się pan zgodzić?

- Działania Rosji na Krymie nie są bezpośrednim zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski, natomiast są zagrożeniem dla bezpieczeństwa pewnych zasad, które przyjęto w Europie. W dalszej perspektywie przy destrukcji władzy na Ukrainie i przy rozszerzeniu inwazji poza Krym jest to oczywiście zagrożenie dla naszego kraju, ponieważ agresywna Rosja zaczyna zbliżać się do naszych granic. Na pewno w tej chwili twierdzenia o zagrożeniu dla naszego kraju są przesadą.

Patrz też: Nowy gracz w konflikcie o Krym? Turcja zaniepokojona o Tatarów z Krymu!

- Wyobraźmy sobie na razie czysto hipotetyczną sytuację, że wydarzenia na Ukrainie wymykają się spod czyjejkolwiek kontroli i Rosjanie rozochoceni kolejnymi sukcesami idą dalej na Zachód. Polska byłaby się w stanie obronić?

- Polska nawet po rozpoczętej modernizacji armii nie jest w stanie sama przeciwstawić się sile rosyjskiej i białoruskiej armii. Różnica potencjałów jest tak ogromna, że Polska może stawić opór tylko przez krótki czas i czekać na pomoc sojuszników z NATO.

- Na ile możemy liczyć na pomoc NATO? Wielu podaje w wątpliwość chęć wypełnienia zobowiązań sojuszniczych przez niektórych członków Sojuszu, gdyby taka potrzeba zaszła.

- Tego nikt nigdy nie wie. Mamy bardzo złe doświadczenia z przeszłości, kiedy np. Wielka Brytania wielokrotnie nas zdradziła, nie przekazując choćby informacji o podpisaniu tajnych ustaleń paktu Ribbentrop-Mołotow, co wstrzymało naszą mobilizację i nie wszystkie nasze jednostki były gotowe 1 września. Nie podała nam też wtedy ręki, a później sprzedali nas w Jałcie, choć polscy żołnierze walczyli wtedy za Wielką Brytanię. Podobnie było z Francuzami. To nie wygląda najlepiej także dziś. Jeśli już, to najbardziej możemy liczyć na Stany Zjednoczone.

- Zachód w ogóle nie przejawia chęci do postawienia do pionu Putina, choć o ostrą reakcję na jego rozbisurmanienie aż się prosi.

- Wydaje mi się, że prezydent Obama po raz kolejny dokonał kroku nieprzemyślanego. 1,5-godzinna bezowocna rozmowa z Putinem pokazuje, że nie jest on przywódcą na miarę potęgi, jaką chciałyby być Stany Zjednoczone.

- Jeśli Obama chciałby odegrać teraz znaczącą rolę, to co powinno być adekwatną odpowiedzią na zaczepki Rosji? Adam Hofman proponuje wysłanie na Morze Czarne okrętów amerykańskich.

- Przede wszystkim Obama powinien zrobić rozeznanie, jakie są możliwości wprowadzenia skutecznego embarga politycznego i ekonomicznego wobec Rosji. Powinno też za tym pójść zamrożenie aktywów rosyjskich oligarchów na Zachodzie, co byłoby dla nich dotkliwe. Natomiast skierowanie floty na Morze Czarne jest ostatecznością, ponieważ w tej napiętej sytuacji należy unikać bezpośrednich punktów zapalnych.

- Jak pan ocenia to, że instytucje Zachodu od soboty nie mogły się zebrać, żeby szybko zareagować na działania Rosji?

- Szybko zebrała się Rada Bezpieczeństwa ONZ, ale zupełnie nie wywiązuje się ze swojej roli jako gwaranta światowego pokoju. Potrafi potępić pedofilię w Kościele, ale kiedy trzeba wypowiedzieć się w kwestii naruszenia prawa międzynarodowego, nie potrafi się na to zdobyć. Co do innych organizacji, to trzeba zauważyć, że politycy, którzy działają w jej ramach zamiast skupiać się na przeciwdziałaniu realnym zagrożeniom, wolą PR. Zaczęli żyć w sferze fikcji, a w wypadku Ukrainy trzeba podjąć konkretne działania. Niestety, większość tych polityków nie jest zdolna do myślenia w tych kategoriach, a Rosjanie z łatwością to wykorzystają.

Najnowsze