Wojciech Jerzy Muszyński: Gross, twórca pod tezę

2010-12-30 3:20 Tomasz Walczak

Nowa książka J.T. Grossa jeszcze nie wyszła, a już budzi sprzeciw historyków

"Super Express": - Skąd pana zdaniem wziął się fenomen twórczości Jana Tomasza Grossa?

Dr Wojciech Muszyński: - Po pierwsze, jest to zwyczajnie moda. Po drugie, mamy tu pewien paradoks. Wydaje się, że Gross łamie schematy utrwalone przez historię, której uczono nas w szkole. Odkrywa tajemnice ukryte przed zwykłymi ludzi. Ludziom, którzy czytają Grossa, wydaje się, że to, co opisuje, jest nowe i sensacyjne. Ludzie kochają nieznane sprawy. Jeśliby pisał, biorąc pod uwagę cały kontekst historyczny, pokazując także bohaterstwo ludzi, którzy w czasie wojny ratowali Żydów, nikt by się tym nie zainteresował. Bo gdzie tu szok?

- Na czym polega jego metoda?

- Po pierwsze wyciąga tematy, które wszyscy znają i które zostały już wcześniej opisane. Potem wokół nich buduje swoją teorię, która dąży do nieuprawnionych uogólnień. Można to porównać do sytuacji w Leningradzie w czasie jego oblężenia przez wojska hitlerowskie. Wiemy, że w wyniku potwornego głodu dochodziło tam do aktów kanibalizmu. Nikomu rozsądnemu nie przyjdzie jednak nawet do głowy, żeby uznać wszystkich Rosjan za kanibali. Tak samo z tych historii, które opisuje pan Gross, nie można wyciągać wniosku, że wszyscy Polacy mordowali Żydów i grabili ich mienie. A taki tok rozumowania przyjmuje.

- Z upublicznionych fragmentów nowej książki wynika, że Gross unika jednoznacznych stwierdzeń czy tez. Często odwołuje się do prawdopodobieństwa wydarzeń. Dziwi to pana?

- Zupełnie nie. Dla niego jest to po prostu zabezpieczenie. Jeżeli jasno uznałby, że opisywane przez niego wydarzenia wpisują się w jego hipotezę, naraziłby się na podejrzenia czytelników, że tak wcale nie musiało być. Używając słowa "prawdopodobnie", intryguje czytelników i ułatwia przyjęcie jego rewelacji za uzasadnione.

- Wielu historyków zarzuca mu słaby warsztat i podkreśla, że nie zadaje sobie trudu, żeby skonfrontować swoje źródła z innymi publikacjami na ten temat...

- Cóż, jego badania są bardzo wyrywkowe i opierają się na z góry przyjętej tezie. Nie może więc sobie pozwolić na konfrontowanie ich z innymi pracami, bo wtedy zawaliłaby się mu cała wizja, którą chce zaprezentować. Zresztą podkreślmy, że nie jest on historykiem, a socjologiem, a jego twórczość to bardziej publicystyka niż historiografia.

- W naszym kraju znane są głównie jego dzieła o polskim antysemityzmie. A przecież wcześniej popełnił książki o okupacji hitlerowskiej i radzieckich wywózkach na Syberię.

- Co ciekawe, te wczesne książki były rzetelnymi dziełami i jak na tamte czasy bardzo odkrywcze. W Polsce wzbudziły duże zainteresowanie. Szczególnie krążąca w drugim obiegu książka "W czterdziestym nas matko na Sybir zesłali", którą zredagował na podstawie opowieści Polaków, zesłanych do łagrów. Dla nas było to coś nowego i ważnego, ale na Zachodzie przeszło jednak bez echa. Dopiero "Upiorna dekada" poruszająca sprawy żydowskie spotkała się z ciepłym przyjęciem i trafiła na swoje audytorium, które uznało, że takie rzeczy na temat Polski i Polaków warto promować. Gross uznał zapewne, że to droga, którą należy iść i do dziś konsekwentnie nią kroczy.

- Książki Grossa przeznaczone są głównie na rynek zachodni. Czego tamtejszy czytelnik dowiaduje się o Polsce?

Lektura książek Grossa prowadzi do wniosków, że Polacy to hieny cmentarne, bandyci i kolaboranci. Czytelnik zachodni, który wiedzę o naszym kraju ma bardzo ograniczoną, odbiera Polskę jako dziki kraj. Niestety, po części jesteśmy temu sami sobie winni, gdyż nasi historycy publikują niewiele swoich prac dotyczących dziejów Polski na Zachodzie, ustępując miejsca takim twórcom, jak Jan Tomasz Gross.

Dr Wojciech Jerzy Muszyński

Historyk Instytutu Pamięci Narodowej

Najnowsze