Harczuk komentuje: Latający cyrk Czuchnowskiego

Przemysław Harczuk
Autor: "Super Express"

Do wczoraj rolą dziennikarza na konferencji prasowej było schowanie swoich poglądów do kieszeni, zadawanie pytań. Także niewygodnych. Czasem trudnych na tyle, że gospodarz konferencji miał z nimi problem. Pod materiałem z konferencji dziennikarz na stronie redakcyjnej miał prawo do napisania komentarza i osobistego odniesienia się do wypowiedzi na przykład ministra, posła czy urzędnika. Jednak sama konferencja służyła zadawaniu pytań. Od wczoraj wszystko się zmieniło.

Tak jak Mikołaj Kopernik zmienił na zawsze nasze spojrzenie na Układ Słoneczny i kształt Ziemi, tak Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej” jednym wystąpieniem zburzył dotychczasowe zasady działania mediów. „Panie przewodniczący Antoni Macierewicz, chciałem powiedzieć, że jest pan kłamcą, przestępcą i w przyszłości odpowie pan przed sądem wolnej Polski za kłamstwa i szkody wyrządzone państwu polskiemu oraz nam, pojedynczym ludziom. Zadawanie panu pytań nie ma żadnego sensu. Żegnam” – oznajmił szacowny redaktor zaskoczonym zebranym. Zapadła cisza. Agencje milczą, czy nagle zaczęły bić pioruny, zerwał się wicher, a na zewnątrz zaczął padać rzęsisty deszcz. Ale w przyszłości twórcy dzieł literackich na temat tego wiekopomnego wydarzenia mogą je wzbogacić o dramatyczne okoliczności przyrody. A całkiem poważnie – Wojciech Czuchnowski ma pełne prawo do swoich poglądów. Także do tego, by z Antonim Macierewiczem się kategorycznie nie zgadzać, osobiście bardzo go nie lubić. Jednak konferencja prasowa służyć powinna zadaniu pytań. A od wyrażania poglądów jest rubryka komentarza w gazecie. Rozumiem, że dziennikarze „Gazety Wyborczej” uznają, że obecna władza jest najgorsza w historii. Jednak tym bardziej zasad nikt nie powinien zmieniać. Najgorszym scenariuszem byłby taki, gdyby szlakiem wytyczonym przez Czuchnowskiego poszli inni – dziennikarze prawicowi i lewicowi, reprezentanci wszystkich mediów. I na przykład redaktorzy „Gazety Polskiej” na konferencji Schetyny, zamiast zadać liderowi PO trudne pytania, nazywaliby go draniem i z obrażoną miną wychodzili, a dziennikarze sportowi będący kibicami na przykład Wisły Kraków na konferencjach rzucali się z bejsbolami na piłkarzy Legii. Raczej niefajna perspektywa.

Najnowsze