Isabel SZCZERZE o Marcinkiewiczu: Pękło mi serce! Kaziu kopnął mnie w d**ę. TYLKO U NAS

2015-01-08 16:02 Jarosław Sulikowski

Jej romansem, a potem małżeństwem z Kazimierzem Marcinkiewiczem (56 l.) ekscytowała się cała Polska. Ale jak się okazuje, miłość Kaza i Isabel (34 l.) to już przeszłość. Tylko "Super Expressowi" Izabela Marcinkiewicz ujawnia prawdę o jej związku ze starszym o 22 lata politykiem. - Po Nowym Roku pękło mi serce. Zrozumiałam, że Kaz przestał mnie kochać, a ja muszę odciąć się od niego! I to jak najszybciej! - zaczyna swoją opowieść. Oto pierwsza część pamiętnika Isabel.

Z Isabel spotykamy się w jej mieszkaniu na warszawskiej Ochocie. Obolała, z ręką na temblaku w kołnierzu ortopedycznym, mówi z wyraźnym trudem. Kilka godzin wcześniej wróciła do domu ze szpitala, do którego trafiła po wypadku samochodowym. - Dlaczego zdecydowałam się opowiedzieć historię naszego małżeństwa? Będąc w szpitalu, miałam czas, by wszystko przemyśleć. Było wiele długich nocy. I zrozumiałam, dla kogo tak naprawdę się liczę - stwierdza.

Zobacz też: Kazimierz Marcinkiewicz ubiera Isabel w szpitalu! Tak troszczy się o żonę [ZDJĘCIA]

- To były fatalne święta. Boże Narodzenie spędziłam w zasadzie sama. Grudniowy koszmar zaczął się kilka dni przed wypadkiem. Chorowałam, bardzo kiepsko się czułam. Kaza przy mnie nie było. On wyprowadził się ponad pół roku wcześniej. Ale o tej historii opowiem później. Zostałam schorowana sama w czterech ścianach. Umówiłam się z mężem na lunch 19 grudnia. Jadąc na to spotkanie, bardzo źle się poczułam. Chyba straciłam przytomność na drodze. Uderzyłam w barierkę. Obudziłam się w szpitalu, wszystko mnie bolało. Okazało się, że miałam wstrząs mózgu, częściowo uszkodzone kręgi szyjne i lekki paraliż (niedowład) od barku do palców lewej ręki, którą do dziś nie mogę ruszyć. W takiej sytuacji kochający mąż byłby przy swojej żonie dzień i noc. Ale nie Kaz.

Zobacz też: Kazimierz Marcinkiewicz MA PLAN! Najpierw wyleczy Isabel, a potem WRACA do polityki! Oto noworoczne postanowienie byłego premiera

Lansował się na moim wypadku

- W szpitalu pojawił się co prawda dość szybko. Chyba zadzwonił na mój telefon, ktoś odebrał i powiedział, że był wypadek. Jak go zobaczyłam, od razu poczułam niechęć. Nie usłyszałam od niego, że wszystko będzie dobrze. Nie pamiętam, kiedy ostatnio powiedział, że mnie kocha. I tak było za każdym razem. Nie czułam jego wsparcia! Przyjaciółka działała na mnie bardziej kojąco niż mąż. Na twarzy Kaza widziałam za to złość, niezadowolenie. Przypuszczałam, że myślał sobie: "Jezus Maria, co mi się trafiło, ona jest w szpitalu, a ja muszę ganiać". Ale nie ganiał. Pojawiał się w szpitalu tylko po to, by grać kochającego męża, by powstały zdjęcia i dlatego, że to miejsce publiczne i każdy patrzy. I za każdym razem powtarzał: znowu prześladują mnie ci paparazzi.

Zobacz też: Kazimierz Marcinkiewicz TROSZCZY się o swoją żonę po wypadku i odwiedza ją CODZIENNIE W szpitalu! Isabel Marcinkiewicz spędzi miesiąc w szpitalu

Ale na miłość boską! Jak ktoś nie chce, by mu robić zdjęcia, to nie wzbudza zainteresowania swoją osobą. On na tym wypadku się lansował. Pewnego dnia przyszedł i zaczął nachylać się nad łóżkiem przy oknie. Potem okazało się, że powstały zdjęcia. A pytałam go wtedy, dlaczego pozuje, skoro wie, że są fotoreporterzy. Pytałam, dlaczego chodzi klatką schodową, skoro stoją tam paparazzi, a nie korzysta z windy. A on siedział przy łóżku i patrzył na zegarek. Nie podejmował żadnej rozmowy. W zasadzie to wyglądało tak, że ja, na tyle, na ile mogłam, opowiadałam mu, co mówili lekarze. I tyle - wspomina. - Kończyłam swój wywód o lekarzu, a on komentował, że za chwilę musi lecieć. Przecież ja tam leżałam całe święta! On nie miał żadnych spotkań, więc mógłby ten czas spędzić ze mną. A wpadał na godzinę.

W sylwestra wolał iść do kumpla

- W sylwestra pojawił się tuż po południu. Przyszedł na 40 minut. Spytałam, czy ma jakieś plany na wieczór. Powiedział, że spotyka się ze znajomym. Zaproponowałam, żeby odwiedzili mnie razem. W końcu to magiczna noc. Widziałam, że się skrzywił. Wychodząc, rzucił tylko: "Szczęśliwego nowego roku". Dał buziaka i wyszedł - dodaje. - Nie odwiedził mnie. Nie przyszedł także w Nowy Rok. Napisał, że nie może przyjechać, bo wczoraj przesadził z alkoholem, dogorywa i nie powinien jeździć samochodem. Dodał, że na szczęście gra liga angielska. Ale tego samego dnia wieczorem poszedł do telewizji. Do mnie nie przyjechał. Jak jest się przy kimś, kogo się kocha, to się postępuje zdecydowanie inaczej - podkreśla poruszona kobieta.

Muszę się od niego uwolnić

- Dlatego ten wypadek zweryfikował moje podejście do życia. Moja chora ręka jest dla mnie jedną kulą u nogi, a Kaz stał się drugą. Może ja za bardzo go kochałam i teraz dostałam po prostu kopa w d***. Nowy rok jest dobry na otwarcie nowego rozdziału i zamknięcie starego. Ale na razie nie chcę mówić o rozwodzie. Chcę się od niego odciąć. To on zamknął za sobą drzwi pierwszy, ja nie chciałam tego. On wprowadził mnie w zły stan, on się wyprowadził z domu w sumie z dnia na dzień. Skoro powiedział "a", to niech powie "b". Tymczasem ucieka przed odpowiedzialnością, wymiguje się. Czeka, aż inni za niego sprawę dokończą. Może myślał, że to ja go spakuję. Myślę, że po tym materiale będzie kropka nad "i". Ale chcę poczekać na jego reakcję. Mnie już nie zależy na jego zdaniu i nie wierzę w jego miłość. Cieszę się, że stoję na własnych nogach. Załatwiam teraz lekarzy, rehabilitację. Zdrowie jest dla mnie najważniejsze - podkreśla. - Dziękuję wszystkim lekarzom, którzy mnie doglądali, i wszystkim pielęgniarkom za pomoc, cierpliwość i poczucie humoru.

ZAPISZ SIĘ: Codziennie wiadomości Super Expressu na e-mail

Najnowsze