Jacek Kurski dla Super Expressu: Zbyszku! Było, co było. Teraz chodźmy razem

2014-08-08 10:21
Zbyszku! Było, co było
Autor: Andrzej Lange Sławomir Jastrzębowski, redaktor naczelny „Super Expressu”, w rozmowie z Jackiem Kurskim, byłym politykiem PiS i Solidarnej Polski

- Powracam w orbitę Jarosława Kaczyńskiego - zapowiada Jacek Kurski, były polityk PiS. - Zbyszku! Było, co było. Teraz chodźmy razem - apeluje w programie "Więc jak?" Sławomira Jastrzębowskiego, redaktora naczelnego "Super Expressu".

"Super Express": - Kim pan teraz jest? Rozmawia pan ze mną jako osoba prywatna? Jako polityk?

Jacek Kurski: - Generalnie jestem wycofany z polityki, ale czuję się politykiem in spe obozu zjednoczonej prawicy. Dzieje się w Polsce coś wielkiego i wspaniałego. Jednocześnie prawica ma olbrzymie szanse na zwycięstwo w 2015 roku. Nie jestem obecnie politykiem żadnej partii, ale to się może zmienić. Chcę dołożyć swoją cegiełkę do procesu zjednoczenia, którego ojcem jest oczywiście Jarosław Kaczyński.

- A chciałby pan być w jakiejś partii?

- Zawsze było tak, że jak bardzo czegoś chciałem, to się to ode mnie odsuwało.

- To nie czytał pan Coehlo. On pisał, że jak człowiek czegoś bardzo chce, to mu cały wszechświat pomaga. Taki newageism.

- U mnie było odwrotnie. Wytwarzałem jakiś fluid, energię, dwa magnesy na minusie, które się odpychały. Jak odpuszczałem, to samo przychodziło.

- Chciałby pan być w PiS?

- Chcę spokojnie poczekać na naturalne procesy. Oczywiście, nie ma polityki bez partii. Jasne więc, że prędzej czy później chciałbym być. Nie chcę tego jednak sztucznie przyspieszać.

- Co by pan chciał tam robić? Buldożyć? Pitbulić?

- Co za kalki! Co za stereotypy! Mam 48 lat...

- Jak na polityka to dopiero...

- I dopiero, i już. To taki wiek, że wie się już wszystko o polityce. No, prawie wszystko. Ma się jeszcze siłę wiosłować. Ma się jeszcze power. Już się wie, jakich błędów nie popełniać. Przygotowuję się więc do roku 2015, który, mam nadzieję, będzie rokiem triumfu polskiej prawicy. Chcę być członkiem zwycięskiego obozu prawicy. Tyle i aż tyle.

- Porozmawiajmy o trudnej sztuce rozstawania się. Czy pan ją posiadł i umie się pan pięknie rozstawać?

- Nie zawsze się to udaje.

- Mimo pana całego doświadczenia?

- Mimo tego. Natomiast powrót w orbitę Jarosława Kaczyńskiego pokazuje, że powroty są możliwe i sztuka rozstawania w moim przypadku nie jest aż tak fatalna.

- Rozstanie z Ziobrą było fatalne czy nie?

- Była chwilka napięć.

- Dość emocjonalna.

- Tak. Wakacyjny wybuch politycznego testosteronu. Zostałem wyrzucony w sposób dla siebie zaskakujący. Wydawało mi się, że dostanę order, a wyrzucono mnie. Orderu spodziewałem się za to, że przyspieszyłem proces jednoczenia. Postawiłem kolegów w sytuacji, w której nie było już na co czekać. I dobrze zrobiłem. Gdybym nie pojawił się na kongresie zjednoczeniowym organizowanym przez PiS, minęłyby kolejne tygodnie. Weszlibyśmy w wakacje, a potem nagle zrobiłby się wrzesień, a wtedy zamykane są listy wyborcze do samorządów. Gdyby nie to przyspieszenie, setki działaczy Solidarnej Polski i Polski Razem by się na nich nie znalazły.

- Chce pan jednoczyć prawicę, ale jak się pan chce jednoczyć z Ziobrą, z którym robicie sobie wyrzuty jak mali chłopcy? Dzięki panu dowiedziałem się, że Ziobro też łamie przepisy drogowe.

- Jak się dowiedziałem, że zostałem wyrzucony za przekraczanie prędkości, od razu mi się takie rzeczy przypomniały.

- W jakich stosunkach będzie pan teraz z Ziobrą?

- Zależy to od Zbyszka i ode mnie. Była chwila testosteronu. Zwracam się do Zbyszka z apelem: było, co było i idźmy razem.

Zobacz: Tomasz Walczak: Bujać to my, panowie szlachta

- Nie jest pan pamiętliwy?

- Nie jestem. Zapomnijmy, co było. Chodzi o Polskę. I Zbyszek, i ja doskonale wiemy, jak ważne jest posiadanie władzy wykonawczej. Prawica jej nie ma od 7 lat. Teraz jest wreszcie szansa. Dla wszystkich starczy miejsca.

- O te rozstania pytałem też w kontekście pańskiego rozwodu. Prywatnie potrafi się pan pięknie rozstawać?

- Zdarza się czasem taka przykrość, jak rozwód. Mnie też się zdarzyła. Nie przekreśla to kilkunastu lat udanego związku. W życiu tak bywa, że coś się kończy, coś się wypala. Chcę mieć w pamięci to, co było dobre. Mam nadzieję, że z żoną będziemy się kierować dobrem naszych dzieci i nie będziemy upubliczniać tych spraw, jeśli nie trzeba. Apeluję więc do wszystkich tabloidów, żeby nie przekraczać pewnych granic.

- Jest pan podejrzewany o autorstwo kampanii "By żyło się lepiej. Sitwie". To pan?

- Nie, nie ja...

- Pana styl. Pana pazurek...

- Uważam, że to słuszny kierunek.

- Podoba się panu?

- Jest potrzebna. Odpowiada na emocje społeczne, a przede wszystkim odzwierciedla prawdę. Takiego rodzaju sitwy, takiego gangsterstwa jak na taśmach nie widzieliśmy chyba nigdy. Wszystkie poprzednie taśmy to były pieszczoty. Sienkiewicz ewidentnie wysłany był przez kogoś ważniejszego ode siebie...

- Ale nie mówi pan, że przez Tuska...

- Dobrze. Możliwości są dwie. Albo Sienkiewicz działał na własną rękę, bez upoważnienia Tuska, i wtedy Tusk powinien go wyrzucić na zbity pysk.

- A nie wyrzucił.

- No nie. Albo został przez Tuska wysłany i tylko dlatego nie został odwołany, że Tusk autoryzował jego działania. Oczywiście, w grę wchodzi jedynie ta druga możliwość. To znaczy, że w sprawy psucia złotówki, zwiększania deficytu, złamania niezależności NBP uwikłany jest Tusk.

- Prokuratura wszczęła śledztwo, ale nie przedstawiła nikomu zarzutów.

- W sprawie przekroczenia uprawnień i złamania konstytucji.

- Tusk złamał konstytucję?

- Jeśli to Tusk wysłał Sienkiewicza, to oczywiście, że złamał konstytucję. Na Zachodzie za coś takiego byłaby katapulta z tej funkcji.

- To co się dzieje z polskim społeczeństwem? Ono na wszystko pozwala? Dlaczego jesteśmy inni niż społeczeństwa zachodnie?

- Dlatego, że w Polsce mamy ograniczony i osłabiony mechanizm kontroli demokratycznej. Gigantyczną władzę sprawujecie wy, media, i w bardzo wielu sprawach odpuszczacie. Po czymś takim Tusk nie powinien mieć ani jednego dnia spokoju, dopóki by nie wyjaśnił, w czyim imieniu mówił Sienkiewicz.

- Jak się to pana zdaniem skończy?

- Jak to często w Polsce - rozmemłaniem, rozejściem się po kościach. Pewnie jakąś dymisją Sienkiewicza, ale pod innym pretekstem niż afera. Tusk powinien za to ponieść odpowiedzialność polityczną i być może prawną przed Trybunałem Stanu. Dosypywanie pieniędzy, żeby rządząca partia wygrała z opozycją, i jest to wszystko powiedziane z imienia i nazwiska, to nieprawdopodobna granda.

- To na koniec - jak się nasza prawica zjednoczy?

- To już się w znacznej mierze dokonało. Będzie jedna lista prawicy.

- Jaka będzie rola Gowina i Ziobry w tej układance?

- Politycy Polski Razem i Solidarnej Polski znajdą się na listach. My musimy PO odskoczyć na kilkanaście procent. Żadne 35 proc. nie wystarczy.

- Wie pan, co zauważyłem? Powiedział pan my, czyli w domyśle PiS. Zjednoczyła się już prawica.

- No widzi pan, stara miłość nie rdzewieje.

Rozmawiał Sławomir Jastrzębowski

ZAPISZ SIĘ: Codziennie wiadomości Super Expressu na e-mail

Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE