Polityk PiS o nawykach prezesa. Kaczyński będzie WŚCIEKŁY! (EXPRESS BIEDRZYCKIEJ)

2020-11-26 15:28 KB
Jan Maria Jackowski
Autor: East News

Większość sejmowa koalicji Zjednoczonej Prawicy jest bardzo niewielka, a teraz zdaje się wisieć na włosku. Z PiS odszedł bowiem poseł Lech Kołakowski, który zapowiada, że w jego ślady pójdzie kolejnych 10 osób. Oznaczałoby to rządy mniejszościowe i poważne tarapaty Prawa i Sprawiedliwości. Tymczasem senator klubu PiS ma teorię dotyczącą przyczyn tej sytuacji. Za brak zgody w partii obarcza... prezesa Jarosława Kaczyńskiego! - Lech Kołakowski prosił o spotkanie z prezesem bardzo długo i nie mógł się na nie doczekać. Doszło do niego dopiero kiedy zapowiedział swoje wyjście z PiS. Nagle się okazało, że pan prezes znalazł czas - mówi Jan Maria Jackowski. To jednak nie wszystko...

Kamila Biedrzycka: Lech Kołakowski nadal grozi rozłamem w PiS. Obawia się pan utraty sejmowej większości?

Jan Maria Jackowski: Nie obawiam się takiego scenariusza w najbliższym czasie, ponieważ do tej pory mamy tylko jedno odejście, czyli posła Kołakowskiego, a spekulacje dotyczyły większej grupy. Padały nawet konkretne nazwiska. Natomiast trudno mówić o tym jaka będzie sytuacja w przyszłości. Zwracam jednak uwagę, że poseł Kołakowski jest bliskim współpracownikiem prezesa Kaczyńskiego od kilkudziesięciu lat, który w naszym środowisku ma znaczącą pozycję. Dlatego jego odejście powinno skłonić kierownictwo PiS do wewnętrznej debaty i kultury dialogu. Trzeba się zastanowić dlaczego to odejście nastąpiło.

- Nie mam wrażenia żeby w kierownictwie PiS była kultura dialogu.

- Pani redaktor nie ma takiego wrażenia, a wielu posłów i senatorów nie ma takiego przekonania. Trzeba pamiętać, że po ostatnich wyborach sytuacja się zmieniła. To nie jest tak, że mamy komfort rządzenia, że mamy bezpieczną większość czy kontrolę nad Senatem. I że można zarządzać partią w taki sposób, w jaki zarządzano do tej pory. Kultura dialogu jest niezbędna, jeżeli Zjednoczona Prawica chce jeszcze przez trzy lata skutecznie rządzić.

- Co by pan doradził prezesowi?

- Lech Kołakowski prosił o spotkanie z prezesem bardzo długo i nie mógł się na nie doczekać. Doszło do niego dopiero kiedy zapowiedział swoje wyjście z PiS. Nagle się okazało, że pan prezes znalazł czas. To pokazuje, że lepiej prewencyjnie rozmawiać z ludźmi i być otwartym. Kwestia dostępu do szefa jest niesłychanie ważna. I po ludzku i z politycznego punktu widzenia. Tworzy się szczelne otoczenie prezesa, które składa się z ludzi mających swoje personalne interesy. Nie dopuszczają ważnych w naszym obozie ludzi do prezesa, więc później tak jest, że szeregowi posłowie mówią, że prezes znajduje czas żeby z posłanką Piekarską rozmawiać przez godzinę o zwierzętach, a dla szefów ważnych komisji tego czasu nie ma.

Express Biedrzyckiej - Jan Maria Jackowski: Rozporządzeń nie można pisać na kolanie. Rząd powinien to poprawić

- Z czego to wynika?

- Sądzę, że z nawyków i przyzwyczajeń. Sposobu zarządzania środowiskiem politycznym. A zmienić nawyki – czy one są dobre czy złe – jest bardzo trudno (…) powiem tylko, że warto prowadzić dialog i spotykać się ze swoimi współpracownikami, bo wtedy ma się większą wiedzę na temat tego co się dzieje, a po drugie rozładowuje to potencjalne napięcia czy konflikty.

- Czy w tym kontekście obawia się pan utraty większości?

- O tyle się nie obawiam, że sądzę, że zwycięży rozsądek. Wśród posłów i senatorów, ale przede wszystkim kierownictwa partii.

Najnowsze
KOMENTARZE