Jak nie robić polityki na przykładzie późnego Kaczyńskiego - Galopujący Major

2019-09-12 5:47 Galopujacy Major
Jarosław Kaczyński
Autor: Andrzej Lange Jarosław Kaczyński

Trudno nie przyznać, że pierwsza kadencja PIS w kwestiach socjalnych zakończyła się niebywałym sukcesem. Obniżenie wieku emerytalnego i 500+ to były pomysły, które wreszcie przyniosły odczuwalną ulgę naprawdę dziesiątkom tysięcy ludzi, których III RP miała w tam, gdzie królowie wolnego rynku chodzą piechotą. I chociaż za te same 500+ można było wspomóc najbiedniejszych bardziej skutecznie (progi dochodowe i pomoc samotnym), a i usługi publiczne znacznie się pogarszają, to bilans jest jednak na duży plus.

Jak wiemy, lepsze zwykle bywa wrogiem gorszego i to niestety trzeba powiedzieć o najnowszych pomysłach socjalnych PISu, których bilans może się okazać o wiele gorszy i w efekcie dla większości pracowników bardziej szkodliwy.

Już pierwsze zapowiedzi 500+ na pierwsze dziecko bez progów dochodowych skutkują, jak wskazuje raport CeNeA, że aż 30% z 18,4 miliarda trafi do najbogatszych 1/5 społeczeństwa, podczas gdy do najbiedniejszych trafi zaledwie 4%. Pomysł ten jest zupełnie nieprzemyślane i po prostu niesprawiedliwy, ale jak miał być przemyślany, skoro Jarosław Kaczyński ogłosił go po aferze budowy dwóch wież, kompletnie nie konsultując go z nikim. I właśnie ten brak konsultacji nawet z własnym ministrem finansów pokazuje, jak bardzo Polska zaczyna przypominać schyłkową Rosję carską, gdzie niby jest jakaś Duma, niby jakiś Senat, Rada Państwa, niby jacyś ministrowie, a i tak wchodzi car Kaczyński, pstryka palcami i cała reszta dworu musi w podskokach wykonywać polecenia.

Ostatni pomysł podwyżki płacy minimalnej (oczywiście z nikim nie konsultowany, bez żadnych wyliczeń), wydaje się jednak jeszcze gorszy z lewicowego punktu widzenia. O ile obiecana podwyżka płacy minimalnej do 2600 PLN, co jest postulatem zjednoczonej Lewicy, jest jak najbardziej słuszna, o tyle pomysł z 3000 a nawet z 4000 tysiącami minimalnej jest pomysłem niosącym ogromne zagrożenie pracownicze.

Wbrew liberalnym rojeniom i wiecznej roszczeniowości przedsiębiorców istotą kapitalizmu jest to, że tzw. pracodawca (a tak naprawdę zapłatodawca) jest stroną silniejszą. A to znaczy, że przy drastycznej podwyżce kosztów pracy ma narzędzia, którymi może ciężar przerzucić na pracownika. I to będzie najważniejsza konsekwencja bardzo wysokiej podwyżki płacy minimalnej.

Część pracodawców, owszem minimalną do 3000 a potem do 4000 podwyższy, ale to oznacza kompletny zastój w rekrutacji nowych i kompletne zamrożenie podwyżek dla reszty pracowników, zarabiających powyżej minimalnej. Pojawia się pytanie, ile jest i będzie takich osób w Polsce, skoro dziś mediana płac wynosi około 3000 PLN (połowa Polaków zarabia mniej, a połowa więcej)?

Część pracodawców minimalnej nie podniesie, tylko wypchnie pracowników na samozatrudnienie. To oczywiście nielegalne, ale żeby egzekwować prawo potrzeba do tego odpowiedniego sprawnego państwa. A państwo polskie nie potrafi egzekwować ani przepisów kodeksu drogowego, ani przepisów bhp, ani przepisów ochrony środowiska, ani oczywiście przepisów prawa pracy. Więc będzie uśmiecowienie rynku pracy na bardzo dużą skalę. Cóż więc powinno zrobić państwo polskie przy tak drastycznej podwyżce kosztów pracy? Ano powinno drastycznie zwiększyć skuteczność przestrzegania przepisów. Ale tego nie robi. 

Czy to znaczy, że firmy nie będą wprowadzać nowatorskich rozwiązań? Oczywiście, że będą. Przede wszystkim zostanie wprowadzony nowatorska metoda na osiołka, polegająca na tym, że praca przewidziana dla trzech osób będzie wykonywana przez dwóch pracowników, czyli po półtora etatu na osobę, oczywiście za pensję dla jednego etatu. Nie będzie się wyrabiał pracownik z pracą w osiem godzin? Cóż jego wina, niech się spręża jak w Amazonie. Robotyzacja będzie oznaczała po prostu biorobotyzację, czyli ludzie pozamieniani w robocze zombie. Cóż więc powinno państwo polskie zrobić przy tak drastycznej podwyżce kosztów pracy? Ano przeciwdziałać robotyzacji pracowników, ale ile widzieliśmy skutecznego wymuszania przez państwo przestrzegania 8 godzin pracy? No właśnie.

Cześć pracodawców nie wypchnie wszystkich na śmieciówki, nie zrobi automatyzacji. To samorządy. Dla nich zatrudnienie każdego w gminie za 4000 PLN spowoduje horrendalne zmiany w budżecie, a tym samym kompletny zastój inwestycyjny i zadłużenie. Gminy i małe miasta będą wegetować, szpitale będą się dalej sypać, pieniądze na pozyskiwanie środków z UE przepadną. Cóż więc powinno państwo polskie zrobić przy tak drastycznej podwyżce kosztów pracy dla samorządu? Ano zapewnić finansowanie tych podwyżek. Ale tego nie robi. Już dziś za podwyżki dla nauczycieli miasto Warszawa płaci 400 milionów złotych. A potem płacz, że nie ma metra, tramwajów i mostów.

A wszystko to po to, bo car Kaczyński boi się, że ściana wschodnia rozleniwiona PiSowskimi sondażami nie pójdzie do urn. Trzeba ją przekonać, żeby poszła, a jak pójdzie, to może nawet będzie większość 3/5 odrzucają prezydenckie veto. Można prowadzić politykę socjalną niemrawą, można prowadzić odważną, ale można też prowadzić ją całkiem na ślepo, bez żądnych analiz i kosztów, co ją w przyszłości zabije i przy najbliższej katastrofie skończy się neoliberalnym wahadłem i zaoraniem jej na kolejne dekady.

Najnowsze