Jan Olszewski komentuje: Młode pokolenie Żydów nie pamięta, jak było

2018-02-20 3:00 Rozmawiali Przemysław Harczuk i Sandra Skibniewska
Jan Olszewski
Autor: Piotr Bławicki Jan Olszewski (87 l., były premier RP)

Jan Olszewski o konflikcie na linii Polska-Izrael.

- "Super Express": - Premier Morawiecki wywołał burzę swoją wypowiedzią w Monachium. Zaskoczyła pana reakcja strony izraelskiej?

Jan Olszewski: - Wydaje mi się, że jest to lekkie nieporozumienie. Strona żydowska może odczytywać tę wypowiedź mocniej, niż premier chciał, by wybrzmiała. Nie sposób negować, że nie wszyscy Żydzi zachowywali się przyzwoicie. Był pewien margines, który obrał sobie za cel współpracę z Niemcami. Wydaje mi się, że ta kwestia nie stanowi głównego problemu.

- A co stanowi problem?

- Zrozumiałe jest wyczulenie drugiego czy trzeciego pokolenia, które ma zupełnie odległe wyobrażenie o wydarzeniach związanych z wojną. Ich opinia rozmija się z tym, co działo się w tamtych czasach. Byłem świadkiem tamtych chwil, które spotkały mnie w bardzo młodym wieku. Teraz patrzę na wszystko z odpowiednim dystansem, jednak również po polskiej stronie młode osoby nie pamiętają, jak było. Zdarza się, że młodzież opowiada z przekonaniem o sytuacjach, które nigdy się nie wydarzyły. To naturalny bieg zdarzeń. Czas upłynął, a my powinniśmy zdobyć się na pewien dystans, który ułatwi nam właściwą ocenę. Rozumiem, że stronie izraelskiej jest bardzo ciężko ze względu na mit założycielski państwa Izrael. Każde historyczne zdarzenie powinno być przedmiotem wnikliwych badań historycznych. Niezależnie od tego, jaką potem budujemy ideologię.

- Faktem jest, że wśród Żydów zdarzali się ludzie dopuszczający się zbrodni.

- Oczywiście. Polacy także mogą mówić wiele na ten temat i będzie to prawda. To nie były jedynie jednostkowe sytuacje. Zdarzały się również sytuacje na większą skalę. Trzeba to ujmować w należytych proporcjach, bo są one po jednej i drugiej stronie zakłócane.

- W jaki sposób rozmawiać ze środowiskami żydowskimi, by mówić prawdę, a jednocześnie nie rozdrapywać ran i nie powiększać podziałów?

- Wydawało mi się, że jesteśmy na właściwej drodze, by rozmawiać na gruncie faktów historycznych. Miałem wrażenie, iż uda nam się zbliżyć do historycznej rzeczywistości. Tak jak powinni to robić zawodowi historycy. Ostatnio uległo to niestety zmianie. Mam nadzieję, że to wszystko się uspokoi.

- Środowiska żydowskie ostro krytykują ustawę o IPN, która ma w założeniu karać za kłamstwa o "polskich obozach zagłady".

- Najbardziej nieprzyjemne jest dla nas to, że tej ustawy w ogóle nie powinno być.

- Dlaczego?

- Ona jest po prostu niewłaściwa i niedobra. Sposób jej powstawania dowodzi, że nie wszystko jest w porządku w procesie ustawodawczym przy procedowaniu tak ważnych aktów. Niezrozumiałe jest dla mnie, kto i za co odpowiada w tej ustawie. Powstały dziwne wątki, które zostały wykreowane tak, że wyglądają jak z innej bajki. Niedorzeczne jest, że kwestia ukraińska znalazła się w noweli o IPN, w której podniesiono kwestię izraelską. Koniecznie musimy rozprawić się z błędami w tym akcie prawnym. To zadanie przede wszystkim dla Trybunału Konstytucyjnego. Sądzę, że do czasu, kiedy zostanie wydane orzeczenie TK, żaden prokurator nie wpadnie na pomysł, żeby wytaczać sprawy z tego artykułu. To wszystko jest bardzo trudne, ponieważ ta ustawa jest tak sformułowana, że jest praktycznie nie do zastosowania.

- Wspomniany konflikt nie dotyczy jedynie środowisk żydowskich. On zahacza również o Ukrainę i Ukraińców, na co nasz sąsiad jest oburzony. Z całej sytuacji cieszy się Rosja.

- To prawda. Rosja jest tym trzecim cieszącym się. Rosyjski wywiad i dywersja są bardzo sprawne. Zdarzenia związane z sytuacjami dotyczącymi cyberprzestrzeni doskonale to obrazują.

- Myśli pan, że srtona rosyjska mogła inspirować naszą ustawę?

- Nie, myślę, że to kwestia pewnej ignorancji i niezrozumienia problematyki. Minister Patryk Jaki jest obciążony obowiązkami w Ministerstwie Sprawiedliwości, do tego pełni czasochłonną funkcję przewodniczącego komisji badającej wątek reprywatyzacji w Warszawie. Na pana ministra spadł szereg obowiązków, nawet dotyczących... prac nad ustawą o ochronie zwierząt. Samo zestawienie problematyki - z jednej strony reprywatyzacja w Warszawie, z drugiej ustawa o IPN, z trzeciej ochrona zwierząt, tak szerokie spektrum - ukazuje, że komuś w tej kwestii coś się pomyliło. Mam tu na myśli wagę tych problemów. I to są błędy po naszej stronie, niestety.

- Mów pan, że ustawa jest zła. Jak wobec tego walczyć z oszczerczymi określeniami dotyczącymi polskiej odpowiedzialności za Holokaust czy sentymentami do banderyzmu na Ukrainie?

- Proponuję, aby rozdzielić te dwie rzeczy. Sprawa ukraińska to osobny problem, w którym zostały popełnione zasadnicze błędy po naszej stronie. Należałoby rozważyć, jaki w tej sytuacji jest udział strony trzeciej, czyli Rosji. Bo na pewno Rosja bierze udział w tej polsko-ukraińskiej historycznej młócce. Zarówno polska, jak i ukraińska strona mają wspólne interesy. Po naszej stronie odnajdziemy pewne niezręczności. Przy tej okazji coś się przypomina o czasach Chmielnickiego i świadczy to o absurdzie. Mam na myśli wzajemne historyczne stosunki oczywiście. Trzeba za to skoncentrować się na dialogu polsko-żydowskim. To podstawa. Musimy rozładować napięcie, które pojawiło się wokół tych stosunków. Odpowiedzialni politycy zdają sobie sprawę, że to, co się dzieje, jest absurdem. Mieszanie polityki historycznej i bieżących wydarzeń jest czymś niestosownym.

- Jak to zamieszanie może wpłynąć na stosunki ze Stanami Zjednoczonymi i naszą pozycję w NATO?

- Polityka amerykańska, niezależnie od wszystkiego, jest jednoznaczna. Wszystko wskazuje na to, że podjęto pewne decyzje, które będą realizowane. Musimy się starać, by nasz interes oraz nasze bezpieczeństwo były odpowiednio potraktowane. Ale to zupełnie inne piętro zagadnień. Polityka amerykańska jest kształtowana znacznie bardziej racjonalnie.

Zobacz: Były rzecznik Dudy zażegna konflikt? Ma zostać ambasadorem w Izraelu

Najnowsze