Jerzy Kwieciński: Trzynasta emerytura będzie na sto procent

2019-11-08 17:39 Hubert Biskupski

Propozycja budżetu jest w Sejmie, ale mamy taką sytuację, że jeden z koalicjantów w Zjednoczonej Prawicy, a także prezydent Andrzej Duda nie chcą zniesienia tej 30-krotności. Na razie nie mam planów, by z tego rezygnować, ale oczywiście musimy o tym myśleć. Jestem osobą myślącą, lubię szachy i lubię przewidywać kilka ruchów do przodu - mówi w rozmowie z "Super Expressem" ministrem inwestycji i rozwoju oraz finansów, Jerzy Kwieciński.

„Super Express”: – Panie ministrze, kilkanaście dni temu resort finansów podał informację o wykonaniu budżetu państwa za pierwsze trzy kwartały. Wciąż widać wzrost dochodów z tytułu podatków – o prawie 20 mld zł. Na razie deficyt budżetowy jest niewielki. Jaki będzie na koniec roku?
Jerzy Kwieciński: – Trzeba pamiętać, że zazwyczaj największe wydatki mamy zawsze pod koniec roku. Dla rynków najważniejsze jest trzymanie w ryzach finansów publicznych i mogę zapewnić, że my to robimy. Oznacza to, że deficyt nie może być większy niż 3 proc. PKB, zgodnie z przyjętymi dla całej UE kryteriami z Maastricht. I robiliśmy to w ostatnich latach bardzo dobrze. Deficyt, nie tylko budżetowy, ale i całego sektora finansów publicznych, był rekordowo niski. W zeszłym roku deficyt budżetowy wyniósł tylko nieco ponad 10 mld zł wobec planowanego na 41 mld zł, a deficyt całego sektora jednostek rządowych i samorządowych wyniósł tylko 0,4 proc. PKB. Na koniec września deficyt wynosił tylko 1,8 mld zł. W budżecie na ten rok zapisaliśmy 28,5 mld zł deficytu i mogę śmiało powiedzieć, że będzie znacząco mniejszy.
– Jak bardzo znacząco?
– Tego nie można jeszcze powiedzieć, bo deficyt zależy nie tylko od tego, co wydamy, ale też od tego, jakie będą przychody. Wyniki za trzy kwartały i październik pokazują, że wykonujemy plan na ten rok. Są znacząco większe przychody z podatków CIT i PIT, choć wciąż największe pochodzą z VAT. Widać, że państwo działa w tym obszarze bardzo dobrze. Nie zawsze tak było. Pamiętam, jak w poprzednich kadencjach pomimo rozwoju gospodarczego wpływy z VAT rosły nieznacznie. Zwiększające się dochody podatkowe to nie tylko efekt wzrostu gospodarczego, ale w dużej mierze również uszczelnienia systemu. Sytuacja budżetu jest dobra nie tylko ze względu na niski deficyt, ale i na to, że zadłużenie państwa spada. Obniża się o 1,5-2 punkty procentowe w skali roku. Choć za poprzednich rządów groziło nam przekroczenie progów konstytucyjnych. Zakładam, że na koniec roku zadłużenie wyniesie około 47 proc. PKB. Średnia w UE to 80 proc. PKB, a w strefie euro nawet 85 proc. PKB. Nie mówiąc o Grecji z około 180 proc. czy Włoszech z ponad 130 proc. Staramy się też, by było to zadłużenie w coraz mniejszym stopniu zależne od zagranicy.
– Przyszłoroczny budżet ma być zrównoważony, bez deficytu. Gdzie kryją się zagrożenia dla budżetu bez deficytu?
– Konstruując budżet, nie patrzymy wyłącznie na wpływy i wydatki, ale także na zasady prowadzenia polityki budżetowej w skali całej UE. W Unii umówiliśmy się, że każdy kraj stosuje pewne ograniczenia. Polega to na tym, że kiedy gospodarka się lepiej rozwija, to poziom jej zadłużenia spada – ograniczamy wydatki, by jeżeli kiedyś gospodarka wejdzie w spowolnienie, być bardziej elastycznym i pobudzać jej rozwój. To doświadczenie z ostatniego kryzysu gospodarczego w UE. W Polsce wpisane jest to w stabilizacyjną regułę wydatkową, która ogranicza wydatki. I musieliśmy to uwzględnić.
– Co z likwidacją 30-krotności ZUS, która wzbudza duże emocje nawet w łonie Zjednoczonej Prawicy? Czy zapadła ostateczna decyzja? Skąd rząd weźmie ponad 5 mld zł, jeżeli nie dojdzie do likwidacji 30-krotności?
– Kwestia zniesienia 30-krotności jest w agendzie publicznej od dwóch lat. Była już nawet propozycja wprowadzenia tego rozwiązania na początku 2018 r. Zniesienie jej, a nawet wpływy z tego tytułu do budżetu zostały zapisane w wieloletnim planie finansowym państwa, który przesłaliśmy Komisji Europejskiej. Ten plan jest uaktualniany co roku i tam wyraźnie wskazaliśmy wpływy ze zniesienia 30-krotności. W budżecie na przyszły rok też to przewidziano.
– Czyli 30-krotność będzie zniesiona czy nie?
– Projekt budżetu przyjęła Rada Ministrów, ostateczny jego kształt określi parlament. To nie jest tak, że jako minister finansów mogę sobie taki element dodać lub wykreślić.
– Posłowie taką możliwość mają.
– Z punktu widzenia finansów państwa ma to związek z regułą wydatkową. Jeżeli te źródła dochodów znikną, to na ich miejsce muszą być wskazane inne. Bez tego trzeba będzie usunąć część wydatków.
– Został pan już zobligowany, by znaleźć takie źródło dodatkowych dochodów?
– Propozycja budżetu jest w Sejmie, ale mamy taką sytuację, że jeden z koalicjantów w Zjednoczonej Prawicy, a także prezydent Andrzej Duda nie chcą zniesienia tej 30-krotności. Na razie nie mam planów, by z tego rezygnować, ale oczywiście musimy o tym myśleć. Jestem osobą myślącą, lubię szachy i lubię przewidywać kilka ruchów do przodu.
– I jakie to będą ruchy?
– Gdyby znał pan w szachach moje ruchy do przodu, to by pan ze mną wygrywał.
– Zaniepokoił pana najnowszy odczyt PMI, czyli nastrojów w przemyśle? Jest najniższy od 2009 r. Powinniśmy się już bać?
– Uważnie monitorujemy to, co się dzieje w gospodarce, i traktujemy poważnie wszystkie sygnały z rynku i od ekspertów. Czy nam się one podobają, czy też nie. Ale w mojej opinii wskaźnik PMI nie jest w Polsce jeszcze tak dojrzałym narzędziem, jak w innych krajach. Ostatnio zmieniła się też metodologia, spadła liczba przepytywanych podmiotów, więc jest to badanie mniej reprezentatywne – choć bardzo cenne. Ostatni odczyt PMI wydaje mi się wypadkiem przy pracy. Dane płynące z europejskiej gospodarki są coraz bardziej optymistyczne. I to dobry sygnał dla gospodarki europejskiej, a więc i dla polskiej, bo około 80 proc. naszej wymiany handlowej to wymiana z UE.
– W życie wchodzą dwie duże reformy okołoemerytalne: Pracownicze Plany Kapitałowe i likwidacja OFE. Jaki stopień partycypacji Polaków w PPK będzie satysfakcjonujący?
– Chcemy, by PPK stały się powszechnym elementem oszczędzania Polaków na jesień życia. Takie programy stają się coraz powszechniejsze w innych krajach i ich doświadczenia pokazują, że to działa. PPK budują oszczędności Polaków na okres emerytury, ale jako ministrowi inwestycji i rozwoju zależy mi, by środki były kierowane do polskiej gospodarki. To wyraźna zmiana w naszym kraju. W przyszłości pieniądze na emerytury będą z ZUS, ale także z oszczędności z filara kapitałowego. Stąd również zmiana w OFE, bo chcemy oddać te pieniądze Polakom.
– Nie niepokoi pana, że ponad połowa Polaków nie wie, że PPK istnieją, a tylko 18 proc. jest pewnych, że będzie w nich uczestniczyć?
– Myślę, że z czasem ta świadomość będzie rosła. Dlatego zależy nam także na współpracy z mediami, by popularyzować ten program i przekonywać do PPK. Chcemy dotrzeć do Polaków z informacją, że emerytury, jak w krajach dobrze rozwiniętych, pochodzą z kilku filarów. Liczę, że nasza rozmowa też się do tego przyczyni, zachęcam wszystkich do rozważenia i skorzystania z możliwości, jakie wprowadzamy, reformując system emerytalny.
– Czy w przyszłorocznym budżecie są pieniądze na 13. emeryturę?
– W tej postaci nie ma takiego zapisu w projekcie budżetu, ale proszę pamiętać, że w tym roku również 13. emerytury pierwotnie w budżecie nie było, a mimo to została sfinansowana. Mogę pana i wszystkich emerytów zapewnić, że to finansowanie będzie na 100 proc. I my jako rząd wiemy, jak to będzie zrobione.
– A środki na waloryzację kwotowo-procentową emerytur i rent w marcu?
– Waloryzacja jest wpisana w funkcjonowanie finansów publicznych. I jest to zabezpieczone w budżecie.
– Rząd przyjął właśnie projekt ustawy likwidującej OFE i pozwalającej na przelanie znajdujących się tam środków na nasze prywatne konta w IKE. Wejdzie ona w życie z pewnym opóźnieniem, wynikającym m.in. z konsultacji społecznych. Jakie zmiany wprowadzono do projektu w wyniku tych konsultacji?
– Przede wszystkim wpisaliśmy wprost do ustawy, że będą to prywatne pieniądze Polaków i nikt nigdy nie będzie mógł ich przejąć, np. przetransferować do budżetu państwa. Chcieliśmy, żeby obywatele mieli pełną informację i absolutną pewność co do tego, że mają takie pieniądze. Część Polaków nawet nie do końca wie, że może na te pieniądze liczyć. Nie ma się co dziwić, bo rząd premiera Tuska zabrał im połowę tych pieniędzy, a Trybunał Konstytucyjny uznał w 2015 r., że są to środki publiczne, a nie ich prywatne. Zmieniliśmy także sposób przekazywania opłaty przekształceniowej przy przelewaniu środków z OFE na IKE. 70 proc. tej opłaty zostanie dokonana w pierwszym roku, ale później, do końca października 2020 r. Druga rata będzie dopiero w 2021 r. Po konsultacjach zdecydowaliśmy też, że sposób wyliczania minimalnej emerytury pozostanie taki jak obecnie, czyli jeśli na koncie ZUS nie będzie wystarczających środków, by wypłacić minimalną emeryturę, to różnica zostanie pokryta w całości przez państwo, a nie – jak przewidywał projekt przed konsultacjami – również z uwzględnieniem środków przeniesionych z OFE na Indywidualne Konta Emerytalne.
– Dlaczego pieniędzy przelanych na IKE nie będzie można wypłacić przed osiągnięciem wieku emerytalnego?
– Dlatego, że to nie jest zwykły instrument oszczędzania, ale oszczędzanie na emeryturę, na starość. Za to będzie można nimi dysponować tak, że wypłacimy je jednorazowo albo wypłaty rozłożymy sobie w czasie, na raty. Dodatkowo te pieniądze będą mogły być dziedziczone przez członków naszych rodzin, gdyby (odpukać) coś nam się stało.
Rozmawiał Hubert Biskupski