Kaczyński o Szydło i Morawieckim. Mocne wyznanie! [WYWIAD]

2019-09-07 4:30 KAMIL SZEWCZYK

Tylko w "Super Expressie"! Wyjątkowy, mocny i szczery do bólu wywiad z Jarosławem Kaczyńskim! Prezes PiS zdradza nam m.in., kto powinien zostać premierem po wyborach! Ujawnia też m.in., czy nie żałuje wymiany Beaty Szydło na Mateusza Morawieckiego w roli szefa rządu. I dużo, dużo więcej!

„Super Express”: - Czy to prawda, że odpowiedział pan na list słynnej hejterki Emilii, związanej z tzw. aferą b. wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka? Podobno wystosowała ona do pana prośbę o interwencję w sprawie ustalenia kontaktów jej małżonka – sędziego Tomasza Szmydta – z jego córkami, co wcześniej było rozpatrywane przez sąd.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński: Co do pani Emilii, nie wiedziałem w ogóle kim jest ta pani, nie znałem ani nie znam jej osobiście. Odpowiedziałem na jej pismo w sposób, w jaki odpowiadam na tysiące listów w ciągu roku. W tym przypadku, zgodnie z uprawnieniami posła, przekazałem sprawę do rozpoznania do Rzecznika Praw Dziecka. Podobnych spraw mamy w ciągu roku tysiące. Cóż, niektórzy próbują robić aferę z niczego, a o wielkich aferach za czasów rządów naszych poprzedników, o przekrętach, się nie mówi. Ale nie przejmuję się tym. Ja po prostu wykonuję swoje obowiązki poselskie.

- Jak pan dzieli obowiązki szefa partii i obowiązki poselskie?
Codziennie dostajemy setki listów i maili, które są dzielone na trzy części. Pierwsza to listy, które powinienem przeczytać osobiście – tak uznaje pani dyrektor mojego biura i one są podpisywane jako tzw. teczki do wglądu. Druga część to listy, z których robi się skróty, czyli krótkie notatki, pewnej esencji, co jest tematem pisma i ja to następnie dekretuję. Trzecia kategoria trafia do naszego prawnika, mecenasa zatrudnionego w biurze Prawa i Sprawiedliwości na Nowogrodzkiej. On dokonuje oceny tych listów od strony prawnej. Następnie ja podpisuję wszystkie pisma, za którymi przekazywane są te sprawy do rozmaitych instytucji – jest tego bardzo dużo. Przychodzi też oczywiście wiele spraw niepoważnych, niemerytorycznych.
Jestem o tyle w dobrej sytuacji, że wszystko dzieje się praktycznie na miejscu. Pracuję na Nowogrodzkiej jako szef partii PiS, moje biuro poselskie mieści się w sąsiedztwie. Tu podejmuję szereg decyzji dotyczących partii, ale jednocześnie tu dzieją się sprawy związane z moimi obowiązkami poselskimi, bo znaczna część korespondencji przychodzi do mnie nie jako posła, ale szefa partii.

Słynna pani Basia, czyli Barbara Skrzypek sporo panu pomaga?
Mam do pomocy świetnych ludzi, panią dyrektor Barbarę Skrzypek czy Radosława Fogla, szefa mojego biura poselskiego, a także pracujące ze mną w biurze panie: Martynę Grygiel, Annę Milewską i Renatę Owczarczyk.
Najbardziej drastyczne sprawy, z jakimi ludzie się do mnie zgłaszają, to na przykład odbieranie dzieci matkom, często chodzi tu o małżeństwa Polki z obcokrajowcem. Są też dramaty ludzi pozostawionych w trudnej sytuacji, osób zadłużonych, itp. Staramy się pomagać jak tylko się da, choć nasze możliwości są tutaj ograniczone. Jest tego bardzo dużo. Największą pracę, jeśli idzie o przygotowanie tych wszystkich pism interwencyjnych, listów wykonuje Barbara Skrzypek. Czyta je, sprawdza, czy nie ma błędów. Pani dyrektor przychodzi do pracy na godz. 7, wychodzi po 18 i zawsze zabiera też papiery do domu, gdzie często pracuje. To jest niezwykle ważna osoba w partii, niezwykle pracowita, sprawna. Odpowiada za podstawy funkcjonowania PiS, sprawy statutowe, posiedzenia władz, itp.

O czym jeszcze piszą do pana Polacy?

O proszę, mam tu teczkę ze sprawami, w której pewien pan pisze do nas, żeby podjąć interwencję w sprawie szefa pogotowia ratunkowego, na którego się skarży. Właśnie zadekretowałem to pismo, żeby trafiło do ministra zdrowia, bo to jego kompetencje. Przychodzi też do nas wiele różnego rodzaju, nazwijmy to, analiz politycznych, ale muszę przyznać, że od czasu choroby, kiedy wylądowałem w szpitalu i przez wiele tygodni byłem wyłączony przez chore kolano, mam pewne opóźnienia z ich czytaniem.

Będzie pan premierem po wyborach, jeśli PiS je wygra?
Nie, dobrze mi w funkcji, którą pełnię, czyli prezesa partii. Tu się najlepiej odnajduję. I nie mam ambicji zastępowania Mateusza Morawieckiego, bo chciałbym, żeby to on był dalej szefem rządu.

Premier Morawiecki powiedział ostatnio, że to pan byłby lepszym premierem. Może jednak się pan skusi?
Pan Mateusz Morawiecki jest świetnym premierem, wyjątkowo zdolnym człowiekiem obdarzonym nieprawdopodobną odpornością fizyczną i psychiczną. Wie pan, po naszej partii krąży taki żart: co by wyszło, gdyby ktoś mający brzydkie intencje naciął brzytwą rękę pana premiera? Przewody! (śmiech). Mateusz Morawiecki świetnie daje sobie radę w kontaktach międzynarodowych i nie ma żadnego powodu, żeby go zmieniać. Ja na żadne funkcje nie poluję. Stanowisko szefa partii w zupełności mi wystarczy, marzyłem o nim od młodzieńczych lat, nawet nie chcę mówić jak młodzieńczych…

Proszę zdradzić.
Bardzo młodzieńczych lat, właściwie dziecięcych. Bo ja się bardzo wcześnie zacząłem interesować polityką, oczywiście na skalę dziecka.

Od momentu, kiedy zagrał pan w filmie „O dwóch takich, co ukradli księżyc”?
Jak grałem w filmie, miałem wtedy 12 lat, już chciałem rządzić, i to bardzo długo. (śmiech). Nie twierdzę, że byłem genialnym dzieckiem, ale już wtedy miałem pewne plany rządzenia. A cała reszta to była wyobraźnia dziecka.

Czyli spełnia się pan najbardziej w funkcji prezesa. Ale był pan raz premierem...
Tak, ale nie było wówczas innego wyjścia. W tragicznej sytuacji musiałem zostać z kolei kandydatem na prezydenta, bo gdybym z tego zrezygnował, to partia by się rozpadła. Jestem całkowicie dziś zadowolony z tego, co robię i staram się jak najlepiej wykonywać swoją pracę. Wszystkiego zrobić oczywiście się nie da, no chyba, że jest się Mateuszem Morawieckim (śmiech). Chociaż nie wiem, czy i on dałby radę, mimo tego, jak bardzo jest sprawny i pracowity.

Rozumiem, że nie żałuje pan zamiany Beaty Szydło na Mateusza Morawieckiego. Wielu wyborców PiS nie zrozumiało tej zmiany.
Nie żałuję, że była zmiana premiera. Ale też bardzo sobie cenię to, co zrobiła Beata Szydło, to osoba z wielką przyszłością, jest w świetnym dla polityka wieku i może odegrać jeszcze dużą rolę w polskiej polityce

W wyborach w Warszawie zmierzy się pan nie z Grzegorzem Schetyną, a z kandydatką KO na premiera, Małgorzatą Kidawą-Błońską.
Badania wskazywały pewnie na to, że Schetyna jest obciążeniem i postanowił kandydować z Wrocławia.

Nie uważa pan, że Platforma skopiowała pomysł PiS z wystawieniem kobiety na premiera?
Z Beatą Szydło sprawa była o wiele bardziej skomplikowana i jeśli Bóg da mi dłuższe życie, to może kiedyś o tym w pamiętniku napiszę. Ale to był strzał w dziesiątkę, Beata Szydło była świetnym premierem.

Nie uchyli pan rąbka tajemnicy teraz?
Jeszcze za wcześnie. Powiem tak: PO rzeczywiście trochę skopiowała pomysł z wystawieniem kobiety na szefa rządu, ale pani premier Szydło była do tej funkcji świetnie przygotowana, była szefem niemalowanym, potrafiła sobie wszystko podporządkować, miała wiedzę ekonomiczną, doświadczenie samorządowe. Natomiast czy pani Kidawa-Błońska ma tego rodzaju kwalifikacje? Nie chcę jej oceniać.

Nie obawia się pan pojedynku z nią? Grzegorz Schetyna uważa, że Kidawa- Błońska zmiażdży pana w stolicy...
Jakoś specjalnie się tym nie przejmuję. Mam swoje lata, wiem, że to już ostatnia część mojej kariery i te wyścigi z mojego punktu widzenia są bez znaczenia. Mandat raczej zdobędę (śmiech). Najbardziej zależy mi jednak na zwycięstwie partii. I gdybym miał wybierać między gorszym wynikiem partii, nawet zwycięskim, a swoim, to bez wahania wybrałbym swój gorszy wynik. Mój stosunek do wyniku pani Kidawy-Błońskiej jest idealnie obojętny.

Czy Andrzej Duda może spać spokojnie? Będzie kandydatem PiS w najbliższych wyborach prezydenckich?
Odnosi sukcesy, które bardzo sobie cenimy. Byłoby z naszej strony wielce nieroztropne i nierozsądne, gdybyśmy chcieli szukać innego kandydata. Jest świetny układ: mamy prezydenta, który się sprawdza, mamy premiera, który się aż nadto sprawdza i idźmy dalej w ten sposób. Aha, i mamy jeszcze skromnego szefa partii, który gdzieś tam sobie pisze odpowiedzi na listy i pisma Polaków (śmiech).

Czy Zbigniew Ziobro też może spać spokojnie? Będzie dalej ministrem sprawiedliwości?
Skład rządu to kwestia polityczna. Jesteśmy w koalicji, Zjednoczona Prawica to koalicja zwarta, ale absolutnie nie jest fikcją. Musimy naturalnie brać pod uwagę naszych koalicjantów i ich punkt widzenia. Ale chcę powiedzieć jedno – bardzo wysoko cenię Zbigniewa Ziobro.

Jak pan ocenia opozycję?
Nie chcę się nią zajmować. Prowadzimy kampanię pozytywną, tak ją traktujemy, choć czasem musimy też podnosić takie skandaliczne kwestie, jak te „cysterny wstydu” za PO-PSL. Trudno powiedzieć, ile z Polski wypłynęło pieniędzy. Sądzę, że więcej niż dostaliśmy z UE. I dziś, gdyby nie rabowanie Polski w przeszłości, nasz kraj byłby kilka kroków dalej.
Wiem jedno: musimy najpierw wygrać wybory, żeby dalej wdrażać nasze dobre programy dla Polski. A wynik wyborów w żadnym stopniu nie jest rozstrzygnięty, przestrzegam przed takim myśleniem. Było w historii państw wielu zaskoczonych, zbyt pewnych siebie polityków, którzy przegrywali wybory sądząc wcześniej, że mają władzę w ręku. Trzeba pracować, pracować i jeszcze raz pracować.

Skoro wspomniał pan o programach: co planujecie zrobić, żeby poprawić sytuację ?
Będzie trzynastka na stałe, waloryzacja kwotowo-procentowa, będziemy się starali polepszać byt najbiedniejszych emerytów, podnosić ich minimalną emeryturę. Będą inne ważne i potrzebne kwestie dla seniorów. W weekend na konwencji programowej omówimy różne propozycje, także te społeczne. Będzie moje wystąpienie, pana premiera i pani Beaty Szydło.

Czy ma pan życie poza polityką?
Polityce poświęciłem życie. Rannym ptaszkiem nie jestem, bo do biura przyjeżdżam o wiele później niż pani dyrektor Barbara Skrzypek, ale sprawami państwa i partii zajmuję się niemal bez przerwy. Czasem wracam do domu bardzo późno, bywa że i po północy, czasami mocno po północy. Jak jest kampania to jeżdżę bardzo dużo po Polsce. Jak jej nie ma, to też jeżdżę, ale mniej.

Wiem, że bardzo lubi pan czytać książki. Znajduje pan teraz na to chociaż trochę czasu?
Niestety bardzo rzadko, choć staram się. Niedawno przeczytałem świetną książkę „O historii nie dla idiotów”, napisaną przez cenionego historyka Andrzeja Nowaka. Czytanie książek beletrystycznych, powieści, odkładam sobie na emeryturę (śmiech). Wiem, że mam zaległości w lekturach, ale jeśli Bóg pozwoli jeszcze trochę pożyć, to może je nadrobię.
Rozmawiał: KAMIL SZEWCZYK

Najnowsze