Łukasz Warzecha: Żenująca prawna fastryga

2020-03-26 13:04 Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha
Autor: Super Express

Zorganizowanie całego życia państwa powierzono ministrowi zdrowia, który jest zapewne znakomitym lekarzem, ale nie można od niego wymagać, żeby rozumiał inne dziedziny. I tak za sprawą jego najnowszego rozporządzenia kilka tysięcy Polaków, pracujących za granicą, ale mieszkających w Polsce, straci pracę, bo teraz przy powrocie do kraju będzie ich czekać 14-dniowa kwarantanna. Absurd? Owszem. Ale w atmosferze bezrozumnej paniki przeszedł bez echa.

Wspomniane rozporządzenie samo w sobie jeszcze ciekawsza sprawa. Pomińmy litościwie fakt, że rząd autorsko (i na szczęście szeroko) zinterpretował sobie niejasne pojęcie bieżących potrzeb życia codziennego – a i tak decydować będzie policjant. Gorzej, że rozporządzenie jest wydane z naruszeniem prawa. Artykuł 31 konstytucji mówi wyraźnie, że „ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie”. Koniec, kopka. Niczego nie zmienia, że rozporządzenie odwołuje się ustawy o zwalczaniu chorób zakaźnych.

Pewnie myślą państwo teraz o strasznej karze za jego naruszenie w wysokości 5 tys. złotych? Otóż wygląda na to, że władza sama nie wie, jaka jest podstawa do ukarania kogokolwiek. Rzecznik MZ przywołuje Kodeks Wykroczeń i jego art. 116. Tyle że tam stoi jak wół: „Kto, wiedząc o tym, że: 1) jest chory na gruźlicę, chorobę weneryczną lub inną chorobę zakaźną albo podejrzany o tę chorobę, 2) styka się z chorym na chorobę określoną w punkcie 1 lub z podejrzanym o to, że jest chory na gruźlicę lub inną chorobę zakaźną, 3) jest nosicielem zarazków choroby określonej w punkcie 1 lub podejrzanym o nosicielstwo”. Jako żywo, nijak się to nie ma do przypadkowej, zdrowej osoby, która wyjdzie sobie z domu w dowolnym celu. Ta osoba musiałaby bowiem wiedzieć lub przynajmniej podejrzewać, że jest chora, żeby ją można było ukarać.

Władza chyba nie uzgodniła narracji, bo wiceminister spraw wewnętrznych Maciej Wąsik sięga z kolei po art. 54 k.w.: „Kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany”. Czyli ma nam grozić najwyżej 500, nie 5 tys. zł. Pomijając już fakt, że zakaz wychodzenia to nie przepis porządkowy o zachowaniu w miejscu publicznym.

Wszystko to jednak wielka, żenująca fastryga prawna, która kupy się nie trzyma. Moja rada? Jeśli jakiś policyjny nadgorliwiec będzie chciał państwu wlepić mandat – nie przyjmować. I zachować zdrowy rozsądek. To on głównie uratuje nas przed chorobą.

Najnowsze