Marek Migalski: Potrafię sobie wyobrazić romans PiS-owsko-kibolski

2011-05-19 15:04 Franciszek Tyszka

- Potrafię sobie wyobrazić takie kuriozum. Ale z pewnością byłby to pocałunek śmierci dla tej partii. Zbigniew Ziobro i Jarosław Kaczyński idący na czele kiboli w walce o wartości narodowe i odrodzenie polskiej prawicy to widok jak z filmów Monty Pythona - mówi w rozmowie z Super Expressem europoseł Marek Migalski.

"Super Express": - Czy kibole (nie mylić ze spokojnymi kibicami) tworzą jakąś znaczącą grupę społeczną, o głosy której politycy mogliby z powodzeniem zabiegać?

Marek Migalski: - Nie. W Polsce jest frekwencja 50-procentowa, a 1 procent w wyborach to głosy 150 tysięcy osób. Kibole to kilka, kilkanaście, no, może kilkadziesiąt tysięcy głosów wyborczych. Zatem nie stanowią oni nawet pół procenta. To grupa politycznie zupełnie nieistotna.

Przeczytaj koniecznie: RUDA ŚLĄSKA: Kibole pocięli twarz chłopcu

- Wy, politycy, mówicie jednak, że każdy głos się liczy. PJN nie będzie kokietował kiboli w trakcie kampanii wyborczej?

- Na pewno nie. Po co? Żeby odstraszyć od siebie innych wyborców? Ktoś, kto by chciał budować swą strategię wyborczą na przymilaniu się do osób, które kopią dziennikarzy i demolują stadiony, sam strzela sobie samobója. Abstrahując od moralności i patrząc wyłącznie z punktu widzenia taktyki politycznej, zabiegi takie zdecydowanie odradzam.

- A sami kibole - czy mają jakieś poglądy polityczne? Czy np. akcje ze stadionowymi transparentami obrażającymi Adama Michnika w odwecie za regularne antykibolskie publikacje "Gazety Wyborczej" nie świadczą o tym, że kibole są raczej na prawo niż na lewo?

- Trudno powiedzieć. Nie wiem też, w czyim imieniu występuje tych kilku, którzy takie transparenty robią - w swoim własnym czy całej grupy. W każdym razie ja do takiej prawicy na pewno nie należę. Byłbym też bardzo zaskoczony próbami budowania przez tę grupę jakiejś ideologii, która polegałaby na czymś innym niż na bijatykach z przeciwnikami klubowymi i niszczeniu mienia publicznego. Jeśli miałbym jednak wskazać partię polityczną, która ratowałaby się romansem z kibolami, byłby to PiS. Słyszałem z ust polityków tej partii wypowiedzi wyraźnie sympatyzujące z tą subkulturą, a ostatnio jakiś kibol udzielił nawet wywiadu "Gazecie Polskiej".

Patrz też: ZOBACZ: ZDJECIA 51 kiboli z Bydgoszczy – policja pokazała zdjęcia pseudokibiców

- Taki romans pis-owsko-kibolski byłby parodią jednego z głównych haseł IV RP forsowanej przez PiS, czyli bezwzględnego ścigania przestępczości oraz samej nazwy tej partii - "Prawo i Sprawiedliwość".

- Potrafię sobie wyobrazić takie kuriozum. Ale z pewnością byłby to pocałunek śmierci dla tej partii. Zbigniew Ziobro i Jarosław Kaczyński idący na czele kiboli w walce o wartości narodowe i odrodzenie polskiej prawicy to widok jak z filmów Monty Pythona. Wprawdzie nie jestem najwyższego zdania o dzisiejszych spin doktorach PiS, to nie sądzę, by dopuścili do tak wielkiej kompromitacji, jak ścisłe związanie wizerunkowe i zalegalizowanie romansu swojej partii z kibolami. Natomiast my jako PJN stoimy na stanowisku "sprzyjajmy kibicom, zwalczajmy kiboli". Prościej nie da się tego ująć. Tymczasem ani Platforma, ani PiS tego nie rozumieją.

Marek Migalski

Poseł PJN, politolog

Najnowsze