Nie cała opozycja mogła być razem

2018-05-14 7:00 Rozmawiał Miroław Skowron
Andrzej Halicki
Autor: Paweł Skraba Andrzej Halicki

Marsz Wolności i co dalej? Andrzej Halicki z PO komentuje sytuację opozycji.

"Super Express": - Obserwowałem Marsz Wolności, a także jego promocję ze strony Platformy i mam wrażenie, że wam te marsze niekoniecznie są już potrzebne czy są na rękę.

Andrzej Halicki: - Dlaczego?

- Na marszach często mogą się pojawić radykalne hasła i wystąpienia.

- Nie było takich haseł.

- Właśnie! Teraz nie, dwa lata temu na znacznie większym marszu były.

- Wtedy była nieco inna sytuacja. To był trochę krzyk rozpaczy, pierwszy taki protest. Dziś jest już raczej świadomość, że alternatywa wobec PiS będzie. PiS pozwala sobie na coraz bardziej aroganckie zachowania, jak zachowanie niektórych posłów wobec niepełnosprawnych, jak przyznawanie sobie nagród...

- Był taki jeden moment, w którym uznaliście jako PO, że odchodzicie od tej nieszczęsnej "totalnej opozycji" ubranej w hasło "ulica i zagranica"? Bo dziś wyraźnie rzadziej wypychacie przed kamery ludzi wygadujących głupoty o stalinizmie czy porównujących sytuację obecnej Polski do okupacji hitlerowskiej czy Aleppo.

- Ja sam mógłbym cytować siebie, a używałem słowa pucz, choć może powinienem "zamach stanu", bo takiego zamachu na konstytucję można dokonać metodami pozawojskowymi, mniej spektakularnie. Używaliśmy takich słów, kiedy to nie było tak widoczne i oczywiste, przestrzegając przed tym. To był nieco inny moment.

- Ta nieruchawość i dystans Grzegorza Schetyny to była taktyka? Czy jego cechy charakteru idealnie wstrzeliły się w to, że pozostali liderzy opozycji swoją nadaktywnością wykańczali się sami?

- Od początku robimy swoje. I dostając najostrzejszy możliwy sygnał od wyborców, przegrywając wybory, ruszyliśmy w Polskę spotykać się z ludźmi. W poprzedniej kadencji robił to podobno PiS.

- Nie podobno. Robili to, dłużej niż jedną kadencję.

- I nie neguję tego, że z tego procesu wyciągnęli wnioski i mieli znacznie lepszy słuch społeczny niż my w poprzedniej kadencji. Wiedzieliśmy też, że ta kampania o "Polsce w ruinie" jest nieprawdziwa. Wiedzieliśmy, że to w końcu runie i wyjdzie prawdziwe oblicze PiS. Pamięta pan ten ich znikający projekt konstytucji. Tam wszystko było! Sprawa podporządkowania sądów, nadzór nad prokuraturą. Realizują to z pełną arogancją, pokazując, że to ich państwo i mają wyborców w nosie.

- I jak pokazują sondaże, wyborcy i tak wolą wciąż PiS niż Platformę. Dlaczego?

- Do czasu. Łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Wiele rzeczy, jak premie dla rządu, wychodzi dzięki dociekliwości naszych posłów, jak Krzysztofa Brejzy.

- OK, mówi pan o pracy polityków PO. A nie jest tak, że Grzegorz Schetyna czekał, aż ego liderów Nowoczesnej i KOD wykończy ich samo?

- Losy KOD i Nowoczesnej nie są aż takim zaskoczeniem. To były formacje, które niosły atrakcyjną nowość. Na tym polega jednak atrakcyjność nowości, że potrafi szybko przeminąć. Do stałego poparcia trzeba czegoś więcej.

- Czego?

- Samorządu. Kto nie jest silny w samorządzie, ten będzie bazował tylko na szybkiej polityce medialnej. A to nie wystarczy.

- Wielu ludzi namawia wciąż PO do tworzenia "jednej listy opozycyjnej".

- Z wielu powodów nie ma możliwości, żeby cała opozycja była razem. Długo byliśmy dla siebie konkurencją. Musimy być wiarygodni, nie można ulegać bieżącej taktyce. Na dłuższą metę trzeba mieć wspólny cel polegający na czymś więcej niż odsunięcie PiS od władzy. Pytanie, co chcemy realizować, jak już wygramy.