POLACY chcą, aby Duda i rząd mówili jednym głosem. Ekspert. "Jak we wrestlingu"

2020-05-29 9:46 Sandra Skibniewska
Andrzej Duda i Beata Szydło
Autor: Beata Szydło/Twitter Andrzej Duda i Beata Szydło

- Jakaś część konfliktów ulegnie złagodzeniu. Jednak będą też siły, które będą podsycać awantury. Politycy są zresztą zainteresowani, aby wzajemnie się oskarżać. Im wyższa stawka, tym większa liczba zwolenników jest w stanie wybaczyć klasie politycznej złodziejstwo, nieudolność i inne rzeczy. Zwróćmy uwagę na samorządy. Tam co jakiś czas dochodzi do zmiany burmistrza. A nie ma takiego klimatu, jak na ogólnopolskiej scenie politycznej - mówi "SE" politolog prof. Jarosław Flis.

„Super Express”: – Sondaż „Super Expressu” nie pozostawia złudzeń. Na pytanie: czy rząd i prezydent powinni w najważniejszych sprawach mówić jednym głosem? 31 proc. ankietowanych stwierdziło, że tak. Raczej tak aż 32 proc. Raczej nie 9 proc., zdecydowanie nie 6 proc.
Profesor Jarosław Flis: – To nie jest zaskakujące. Ludzie czują potrzebę zgody, chociaż brak zgody jest nieodłącznym elementem politycznej gry. Niekiedy mamy jej jednak po ludzku dość. Generalnie społeczeństwo chciałoby, aby prezydent mówił tak jak reszta rządu. Andrzej Duda i PiS muszą to robić, bo inaczej mogą przegrać wybory. Pewien poziom zgodności daje bowiem ludziom poczucie bezpieczeństwa. Przynajmniej względnego bezpieczeństwa.
– Nie zawsze da się utrzymać ten sam poziom zgody, zwłaszcza w obliczu kampanii.
– Owszem. I tu jest problem. PiS zdaje sobie sprawę, że gwarantem jednego głosu jest prezydent z ramienia PiS i wspomagający go rząd.
– A co z ankietowanymi, którzy twierdzą, że wspólne zdanie prezydenta i rządu w najważniejszych kwestiach nie jest istotne?
– Nie każdy potrzebuje równowagi. Są ludzie, którzy uznają, że balansowanie na krawędzi jest swoistą równowagą.
– Jednak ci, którym zgoda jest obojętna, są w mniejszości.
– Niektórzy, zwłaszcza konserwatyści, uznają, że między konfliktem a sporem musi być należyta równowaga. Nie można brać jeńców za obopólną zgodą, więc w tym sensie jest potrzebny spór. Pamiętajmy też, że kiedy nic się nie dzieje, jest nudno.
– Obecny konflikt polityczny nie jest zbyt emocjonalny?
– Owszem. Nie dość, że emocjonalny, to jeszcze bardzo techniczny. Wszyscy odsądzają się od czci i wiary. Nie widzą wad u siebie, ale u innych. Tworzy się iluzja jasnej i ciemnej strony mocy. Jak we wrestlingu. Nie ma rzeczowej kłótni. Jest wzajemne przerzucanie się grzechami śmiertelnymi.
– To się kiedyś skończy?
– Obawiam się, że nie. Jakaś część konfliktów ulegnie złagodzeniu. Jednak będą też siły, które będą podsycać awantury. Politycy są zresztą zainteresowani, aby wzajemnie się oskarżać. Im wyższa stawka, tym większa liczba zwolenników jest w stanie wybaczyć klasie politycznej złodziejstwo, nieudolność i inne rzeczy. Zwróćmy uwagę na samorządy. Tam co jakiś czas dochodzi do zmiany burmistrza. A nie ma takiego klimatu, jak na ogólnopolskiej scenie politycznej. Wysadzanie wójta z siodła to coś normalnego. Większe absurdy i kłótnie są wyżej. Nie jest jednak tak źle. W dawnych czasach na sejmikach szlacheckich dochodziło do gorszych konfliktów. Jeżeli oponent stawał okoniem i nie miał popleczników, to ryzykował życie…
– W dobie koronawirusa nie powinno być jednak lepiej? Polacy mają inne problemy niż polityka.
– Tak, we wszystkim trzeba zachować umiar. Jednak pamiętajmy, że nigdy nie ma dobrego czasu na kłótnię. Spieramy się o różne sprawy. Polacy zapewne odetchną od tego niebawem, w okresie wakacyjnym.
Rozmawiała Sandra Skibniewska

Najnowsze