Jarosław Flis: Prezydent zakwestionował przywództwo prezesa

2017-09-18 4:00 Rozmawiał Przemysław Harczuk
Jarosław Flis
Autor: "Super Express"

O relacjach między prezydetnem Andrzejem Dudą a prezesem Prawa i Sprawiedliwości Jarosławem Kaczyńskim mówi w rozmowie z "Super Expressem" Jarosław Flis.

"Super Express": - Od wet prezydenta w sprawie sądów minęły dwa miesiące. Czy z perspektywy czasu możemy mówić o rozłamie w obozie władzy, czy też prezydent pozostanie jednak wierny środowisku, z którego się wywodzi?

Jarosław Flis: - Tego jeszcze nie wiemy. Pytanie, co znaczy wierny. Jak zostanie tego środowiska przywódcą, to raczej ów obóz będzie mu wierny. Bo gra idzie tu właśnie o przywództwo w obozie dobrej zmiany, który nie jest monolitem. I nigdy nie był, bo zawsze był podział na skrzydło radykalne i umiarkowane. Z tym że Jarosław Kaczyński jako lider nadał całemu środowisku ten kierunek radykalny, a premier Beata Szydło całkowicie się temu podporządkowała. Jednak od wiosny sytuacja nie jest już tak oczywista.

- Od wiosny? Weta prezydenta miały miejsce w lipcu.

- Ale wcześniej mieliśmy potężne straty wizerunkowe partii rządzącej po brukselskiej szarży i głosowaniu 27:1 w sprawie wyboru Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej. Potem sytuacja nieco się uspokoiła, ale w lipcu, po przyśpieszeniu w sprawie sądów, do gry wszedł prezydent. Dotąd publicznie lekceważony przez Jarosława Kaczyńskiego, najwyraźniej znalazł swoją rolę. Uznał, że będzie pretendował do roli rzecznika umiarkowanego skrzydła w PiS. W sondażach to pomaga - jakiś czas temu postawiłem zresztą tezę, że gdyby nie szaleństwa PiS, to partia rządząca miałaby w sondażach nie 38, ale 58 proc. poparcia. Działanie prezydenta znacząco zmieniło też sytuację. Jarosław Kaczyński nie przyjmował łaskawie Dudy w domu czy na Nowogrodzkiej, ale pojechał do Belwederu, w dodatku musiał na prezydenta chwilę zaczekać. Nie dało się nie podać ręki. Te wszystkie rozmowy z posłami, kampania billboardowa, są próbą utrzymania przez Jarosława Kaczyńskiego pozycji niekwestionowanego lidera. Z tym że prezes już jest zakwestionowanym liderem.

- Sugeruje pan, że prezydent Andrzej Duda wysłał na emeryturę prezesa PiS?

- Oczywiście do tego jeszcze bardzo daleka droga, nie wiadomo, czy siły, które skupiły się przy prezydencie, wytrzymają, czy nie dadzą się rozegrać. Ale sytuacja już nie jest taka, jak była. To powszechne jeszcze kilka miesięcy temu w PiS przekonanie, że "to, co chcemy, to robimy", upadło. A już za rok wybory. Może się zdarzyć, że wyobrażenia opozycji przedstawiające PiS jako demoniczny, zwarty, wszechmocny obóz, który lada moment zaprowadzi u nas autorytaryzm, okażą się przesadzone. Jak pokazują wybory w Nowogrodzie na Podlasiu czy w Stargardzie pod Szczecinem, siła partii rządzącej jest umiarkowana, to nie jest tak, że co zechce, to się stanie. I teraz PiS musi się oswoić z tą sytuacją. O to właśnie idzie gra - czy Prawo i Sprawiedliwość jest w stanie funkcjonować w nowej sytuacji. Czy Jarosław Kaczyński będzie chciał wyciągnąć z tego wnioski, zacząć lawirować.

- A jaka w tym rola Andrzeja Dudy?

Teraz jest sytuacja, w której jest dobry i zły glina, prezydent Duda wszedł w rolę tego dobrego. Pytanie, czy wspólnie z Kaczyńskim będą w stanie lawirować z korzyścią dla własnego obozu - jak we wczesnej fazie Aleksander Kwaśniewski z Leszkiem Millerem, czy też, tak jak Kwaśniewski z Millerem pod koniec rządów SLD, po prostu się pożrą.

Reforma sądownictwa! Będzie szybciej i taniej?

Polacy chwalą prezydenta za weto SONDAŻ

Szokująca teoria byłej minister PiS: Duda uzgadniał weto z Kaczyńskim

Najnowsze