Prof. Antoni Dudek: Inteligenci to nie elektorat PiS

2019-04-08 5:00 Tomasz Walczak
PROFESOR ANTONI DUDEK
Autor: Andrzej Lange PROFESOR ANTONI DUDEK

Nie ma się co dziwić, że prezes Kaczyński gra tak, a nie inaczej. Jasne, można się oburzać, że taka optyka PiS cywilizacyjnie nie bardzo służy rozwojowi Polski, ale prezes już dawno pogodził się z faktem, że inteligencki, wielkomiejski elektorat, czyli tak zwana klasa średnia, nie chce na PiS głosować. Ma natomiast perspektywę w historycznej próbie wyeliminowania ze wsi PSL - mówi prof. Antoni Dudek, politolog i historyk, wykładowca UKSW

„Super Express”: – Po sobotniej konwencji PiS nie brakuje złośliwych komentarzy, że dla rządzących ważniejsze są świnie niż nauczyciele. A wszystko to dlatego, że dużo mówiono tam o dopłatach do rolniczych hodowli zwierząt, ale dla sprawy nauczycieli zabrakło miejsca. Podziela pan te złośliwości?
Prof. Antoni Dudek: – Tak jest. To zresztą dość oczywiste. Z badań socjologicznych jasno wynika, że wraz ze wzrostem wykształcenia spada poparcie dla PiS. Jednocześnie wraz ze zmniejszaniem się miejscowości, w której Polacy mieszkają, zwiększa się to poparcie. Mówiąc wprost, słabiej wykształceni rolnicy to jedna z głównych baz wyborczych partii Jarosława Kaczyńskiego.
– Czyli niczego innego się po sobotniej konwencji spodziewać nie należało?
– Oczywiście. Wobec tego, co powiedziałem, nie ma się co dziwić, że prezes Kaczyński gra tak, a nie inaczej. Jasne, można się oburzać, że taka optyka PiS cywilizacyjnie nie bardzo służy rozwojowi Polski, ale prezes już dawno pogodził się z faktem, że inteligencki, wielkomiejski elektorat, czyli tak zwana klasa średnia, nie chce na PiS głosować. Ma natomiast perspektywę w historycznej próbie wyeliminowania ze wsi PSL.
– PiS miał już ludowców dobić w wyborach samorządowych. Nie całkiem się to udało.
– Wybory samorządowe to był tylko pierwszy krok. Jarosław Kaczyński zakłada w obecnym roku wyborczym, że Koalicja Europejska, której PSL jest częścią, nie dotrwa do wyborów parlamentarnych i wobec osobnego startu jesienią PiS chce ostatecznie pozbyć się go jako konkurenta. Stąd prezes mówi, że będą pieniądze dla rolników, a słowem nie mówi o nauczycielach. To prosta gra. Można się na nią oburzać, ale tak wygląda polska polityka. Z tych samych powodów nie słychać, żeby Schetyna jeździł po wsiach i walczył o elektorat wiejski, przekonując, że PO jest jego największym obrońcą.
– Pieniądze dla rolników mają być, ale to wcale nie będzie łaska prezesa, żadne „Jarkowe”, ale unijny program wsparcia. Tak też polska polityka wygląda, że można pieniądze UE sprzedać jako gest PiS?
– Jak pan widzi, zawsze można to przedstawić jako własne dokonanie. Tym bardziej, że dla ludzi ważne jest, kto pierwszy o takiej obietnicy powie i przekona, że pójdą za tym pieniądze. A że w tej sprawie nie będzie to akurat zasługa PiS – no cóż, taką grę się prowadzi.
– Na co krytycy PiS mówią – no tak, jak robi demolkę ustrojową, to Unia jest „be”, ale jak można z niej wyciągnąć pieniądze, a do tego sprzedać jako własny pański gest, PiS jest pierwszy, żeby wyciągnąć po nie ręce.
– I znów, można się na to oburzać, ale przecież PiS zawsze tak stawiał sprawę – nigdy nie ukrywał, że Unia ma dla niego wartość jedynie jako skarbonka. Od samego początku traktował Brukselę jako dostarczyciela środków, mających zmodernizować Polskę, ale absolutnie ma nie dostarczać żadnych wartości, bo my mamy swoje, lepsze. I tyle. Druga strona ma prawo to krytykować, a wyborca rozstrzygnąć, czy mu się to podoba, czy nie.
Rozmawiał Tomasz Walczak

Najnowsze