Prof. Jarosław Marek Rymkiewicz: Polacy muszą poznać prawdę o Smoleńsku

2010-10-14 12:45 Paweł Lickiewicz

- Polacy muszą poznać prawdę o smoleńskiej tragedii - nie prawdę rosyjską czy tzw. międzynarodowej komisji. Muszą poznać polską prawdę na ten temat - taką, która będzie ustalona, zrozumiana i przyjęta przez Polaków. Nie widzę różnicy między taką prawdą a prawdą obiektywną o tym wydarzeniu - mówi specjalnie dla "SE" prof. Jarosław M. Rymkiewicz.

"Super Express": - Wspomnienie pana profesora z 10 kwietnia?

Prof. Jarosław Marek Rymkiewicz: - Chyba takie samo, jak wszystkich Polaków. Pytałem się sam siebie, co to było: katastrofa, zamach, wypadek losowy?

Przeczytaj koniecznie: Polscy archeolodzy i geodeci wreszcie zbadają teren katastrofy smoleńskiej

- Minęło pół roku...

- I na to pytanie nie ma odpowiedzi. Ja prawdy nie poznam, bo zostało mi kilka lat życia. Ale naród ją pozna, o to bądźmy spokojni.

- Ktoś ją ukrywa?

- Po wydarzeniu tej skali prawda musi ulec oczyszczeniu w przebiegu dziejów. I nie wyjdzie na jaw szybko. Nic w tym złego. Bo nie pytajmy: kiedy prawda? Pytajmy: jaka prawda? Gdyż ważne jest tylko, żeby była to polska prawda.

- Czechow powiedział: "Nie istnieje nauka narodowa, podobnie jak nie istnieje narodowa tabliczka mnożenia; to co narodowe nie jest już nauką". Za słowo "nauka" można wstawić słowo "prawda"?

- Polacy muszą poznać prawdę o smoleńskiej tragedii - nie prawdę rosyjską czy tzw. międzynarodowej komisji. Muszą poznać polską prawdę na ten temat - taką, która będzie ustalona, zrozumiana i przyjęta przez Polaków. Nie widzę różnicy między taką prawdą a prawdą obiektywną o tym wydarzeniu.

- A jeżeli ta prawda będzie gorzka?

- Nie wiem, jaka będzie. Teraz ważniejsze jest miejsce tego wydarzenia w dziejach Polski.

- Pośród jakich wydarzeń pan je sytuuje?

- W jednym szeregu z konfederacją barską, z bitwą pod Maciejowicami, z rzezią Pragi kończącą insurekcję kościuszkowską, z atakiem belwederczyków na siedzibę wielkiego księcia Konstantego i próbą zabicia go, z przyjazdem do Warszawy komendanta Piłsudskiego 11 listopada 1918 r. i rozbrajaniem Niemców na ulicach stolicy...

Patrz też: Pół roku po tragedii smoleńskiej znów awantury przed Pałacem Prezydenckim

- Mówi pan o wydarzeniach kryjących w sobie zalążek tragedii albo nadziei.

- I tak też widzę to, co się wydarzyło zaledwie pół roku temu, 10 kwietnia. To nie jest wyłącznie tragiczne wydarzenie.

- Mógł pan teraz, panie profesorze, zranić i oburzyć wielu Polaków...

- Obchody, przy okazji których rozmawiam dziś z "Super Expressem", ze względu na ludzką naturę są przepełnione smutkiem i żałobą. To zrozumiałe. Ja jednak dostrzegam w głębi tego wydarzenia coś optymistycznego. Bo w wymiarze historiozoficznym - a szerzej: w wymiarze mitologicznym czy nawet w bajecznym wymiarze historii Polski - w tej żałobie jest nadzieja.

- Czerpać radość z bólu? Przecież to jest amoralne! Zresztą, jak można przełożyć taką tragedię na wymierny zysk wspólnoty narodowej?

- Jak to jak? 10 kwietnia coś zamyka w polskiej historii i coś w niej otwiera.

- Karlheinz Stockhausen widział w 11 września 2001 r. największe dzieło sztuki wszech czasów, a Jarosław Marek Rymkiewicz w 10 kwietnia 2010 widzi profetyczny akt?

- 10 kwietnia zamyka okres komunizmu w Polsce. To jest powód do nadziei.

- Walczymy o to, aby świat uznał, że mur berliński upadł dzięki nam. Obaliliśmy komunę u sąsiadów, a u nas upadła dopiero w 2010 r.?

- Komunizm nie skończył się ani przy Okrągłym Stole, ani w Magdalence, ani w pierwszych ćwierć wolnych wyborach. Jego strzępy - ta ohydna maź - oblepiały nas i zatruwały nasze życie przez ostatnie 20 lat. A 10 kwietnia to jest początek nowej epoki w dziejach Polski - dziejach Polski wolnej.

- Wśród 96 ofiar były osoby o różnym rodowodzie politycznym...

- Nie kładłbym nacisku na różnice polityczne dzielące tych ludzi, którzy zginęli. Stało się coś, co obudziło Polaków. Uwidoczniło się to pod Pałacem. Polacy nagle zrozumieli, że mogą być wolni - że mogą mieć całość swojej wolności. Teraz ukształtowane wtedy poczucie wolności jest fałszowane, chowane, zatajane.

- Przez kogo?

- Przez wielkie media, zwłaszcza przez telewizję. Teraz będziemy zrzucać łachy komunizmu.

- My - podzielony naród?

- Nie wierzę w podział narodu w tej sprawie. Jeśli jest tu jakiś podział, to tylko między narodem, który dostrzegł szansę na wolność, a nielicznymi ludźmi, którzy - trzeba tę smutną prawdę powiedzieć - są na służbie rosyjskiej. Ale oni przegrają. Bo odradzanie się polskiej wolności to sprawa zbyt poważna.

- Czyli idziemy w ślad za serbskim mitem narodowym: bez śmierci nie ma zmartwychwstania...

- Dzięki tej ofierze Polska będzie wolna. Znamy to z historii - wolna Polska powstawała zawsze dzięki jakiejś ofierze. Mówił to marszałek Piłsudski, powtarzał za nim redaktor Giedroyć: nie ma wolności bez ofiary krwi.

- Ale przecież Polska jest wolna. I to nie od pół roku...

- O mnie piszą historycy literatury, że jestem pisarzem postkolonialnym. Czyli wychowałem się w koloniach. Polska była w sytuacji podrzędnej, kolonialnej przez ostatnie kilkadziesiąt lat - Polacy zostali zepchnięci do roli narodu kolonialnego rządzonego przez inne narody.

- Ostatnie 20 lat to chyba triumf polskości. II RP sąsiedzi zniszczyli w ciągu miesiąca. Dziś nie widzę takiego zagrożenia.

- Ostatnie dwadzieścia lat pokazały naszą bezsilność, jeśli chodzi o całkowite wyzwolenie się z komunizmu.

- Pan widzi komunę, ktoś widzi supermarkety i cieszy się z bezwizowego paszportu w kieszeni. A niektórzy nawet tęsknią za komuną - za bezpieczeństwem socjalnym, które, ich zdaniem, zostało uszczuplone.

- Wolność nie polega na konsumpcji. Nie jestem od kogoś lepszy czy gorszy, bo posiadam stopnie naukowe. Na targu w Milanówku rozmawiam z ludźmi, którzy sprzedają kartofle i pomidory - i oni widzą to, co ja. W podstawowej sprawie nie ma między nami różnicy.

- Pochodnie pod Pałacem Prezydenckim nie kojarzą się panu z 1933 r. w Niemczech?

- To już jest humorystyczne! To śmieszna, głupkowata propaganda. Tylko tyle można o tym powiedzieć.

- Prof. Marcin Król powiedział "Super Expressowi", że Jarosław Kaczyński powinien stanąć przed Trybunałem Stanu, gdyż swoimi wypowiedziami pod Pałacem chce zatrząść podstawami polskiej demokracji.

- Podstawami polskiego państwa trzeba zatrząść. Do tego był potrzebny 10 kwietnia. Zresztą państwo postkolonialne nie jest państwem demokratycznym, bo nie może nim być. Ono jest w sytuacji państw afrykańskich, które do dziś odzyskują swoją niepodległość i utrwalają swoją tożsamość. Tu się niewiele różnimy od Nigerii, Algierii, Ugandy.

- Pod Pałacem trwa więc żałoba czy polityka?

- Państwowość musi być polityczna. Ludzie pod Pałacem chcą innego państwa i płaczą po ofiarach. Nie rozdzielajmy tego. Niestety, oni jeszcze nie widzą świecącego ziarna, które jest w głębi tego wydarzenia. Ale niebawem je zobaczą.

Prof. Jarosław Marek Rymkiewicz

Poeta, eseista, dramaturg, tłumacz i historyk literatury, laureat Nagrody Literackiej Nike w 2003 roku

Najnowsze