Prof. Szarfenberg: Wiele mitów o 500 plus się nie potwierdziło

2017-04-03 4:00 Rozmawiał Mirosław Skowron
Ryszard Szarfenberg
Autor: East News Ryszard Szarfenberg

- Z symulacji wynika, że to wypychanie z rynku pracy w wyniku 500 plus nie musi być prawdą. O wiele bardziej może zaszkodzić kobietom w przypadku emerytur obniżenie ich wieku emerytalnego. Założenie, że jakaś wielka liczba kobiet odejdzie z rynku pracy ze względu na 500 plus, jest bardzo na wyrost. - mówi w rozmowie z "Super Expressem" prof. Szarfenberg z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego.

"Super Express": - Wokół programu 500 plus narosło wiele mitów. Pierwszym był chyba ten o "marnowaniu pieniędzy, bo wiele osób to przepije".

Prof. Ryszard Szarfenberg: - Cóż, alkohol nie jest w Polsce zakazany. I konsumują go klasy niższe i wyższe. Nie wiem, dlaczego większość skupia się na najuboższych. 500 plus jest dla wszystkich rodzin. I jeżeli już ktoś ma tych pieniędzy w nadmiarze i przeznaczy na używki, to może warto zapytać, czy czasem częściej nie ci bogatsi? Wiele mitów o 500 plus się nie potwierdziło.

- Są jakieś dane o tym, że nastąpił skok spożycia alkoholu z wejściem w życie 500 plus?

- Nie ma. I nawet gdyby się pojawiły, to mogłoby to być więcej czynników, jak np. wzrost spożycia piwa, kiedy było ciepłe lato itd. Jest jedna informacja, ciekawa, o zwiększeniu przez hurtowników zamówień alkoholu wraz z wejściem w życie 500 plus. To, że hurtownicy mogli uwierzyć, że ludzie przy 500 plus się rozpiją, nie oznacza jednak, że taka była prawda. Nawet jeżeli jakaś część rodzin by to marnotrawiła, powiedzmy nie promil, ale nawet 1 proc., to powinno przekreślać 500 plus?

- Moim zdaniem nie. Ale są też inne głosy.

- Jakaś liczba rodzin w Polsce nadużywa alkoholu albo marnotrawi te środki, ale tu prawodawca przy 500 plus to przewidział. I taka sytuacja pozwala na zmianę świadczeń z finansowych na rzeczowe czy usługi. I tam powinni się pojawiać asystenci rodziny, a w rodzinach notorycznie nadużywających alkoholu oznacza to umieszczenie dzieci w opiece zastępczej.

- Posłanki PO czy Nowoczesnej i feministki powtarzają też, że "500 plus szkodzi kobietom i wypycha je z rynku pracy".

- W czym szkodzi? Nie zgadzam się z tym, to twierdzenie nie ma uzasadnienia. Kryje się za tym jakaś dziwna logika mówiąca o tym, że pieniądze są złe. Nie sądzę też, żeby zarówno wypychanie, jak i wpychanie kobiet na rynek pracy miało sens. Powinny mieć wybór.

- Do tej pory wyboru nie miały.

- Otóż to. Z symulacji wynika, że to wypychanie z rynku pracy w wyniku 500 plus nie musi być prawdą. O wiele bardziej może zaszkodzić kobietom w przypadku emerytur obniżenie ich wieku emerytalnego. Założenie, że jakaś wielka liczba kobiet odejdzie z rynku pracy ze względu na 500 plus, jest bardzo na wyrost.

- Ile może odejść?

- Pierwsze pytanie, czy odejdą czasowo czy trwale? I nawet traktując to łącznie, z symulacji wynika, że ta rezygnacja nie przekroczy 5 proc. kobiet aktywnych zawodowo. Co może stanowić 1 proc. ogółu pracujących. I może warto zdecydować się na dezaktywizację tak niewielkiej grupy kobiet, ale zyskać za to znaczne obniżenie ubóstwa dzieci?

- Właśnie, rząd i premier Szydło pochwalili się obniżeniem tego ubóstwa.

- I pochwalili się za wcześnie. Rząd może się chwalić sprawnym wdrożeniem 500 plus. To niewątpliwie sukces. Co do informacji na temat wpływu tego programu na dzietność i na ubóstwo to jeszcze bym czekał. Rząd mówi np., że program ograniczył skrajne ubóstwo dzieci o 94 proc.

- Nie ograniczył?

- Czekamy jeszcze na dane GUS i dopiero w kwietniu czy maju będzie to wiadome. Dziś możemy tylko powiedzieć, że "może ograniczyć ubóstwo dzieci" o 94 proc.

- To skąd ta dość precyzyjna liczba?

- Z tzw. mikrosymulacji. Symuluje się wpływ 500 plus na danych z 2014 r. i w tym modelu przewiduje się taki skutek. Co więcej, 500 plus może na to wpłynąć w największym stopniu, ale nie tylko to. Nie można przesądzać, tak jak to robią politycy. Choć trudno mi wymagać od polityków, by wypowiadali się jak naukowcy.

- Jaki skutek może wywołać 500 plus jako takie?

- Z doświadczeń innych państw wynika, że jest duża szansa na obniżenie ubóstwa. I dobrze, ubóstwo dzieci jest skandalem i nie powinno mieć miejsca w takim kraju jak Polska. Z tych doświadczeń wynika jednak zarazem, że szansa na wpływ na dzietność jest już o wiele mniejsza.

- Minister Rafalska mówi o wzroście urodzeń.

- Mówią o tym też demografowie, że wraz z 500 plus zbiegł się skokowy wzrost urodzeń. Tyle że jest jeden problem. Aż 52 proc. Polaków nie wierzy, że 500 plus się utrzyma. I część wzrostu urodzeń może wynikać nie z decyzji, żeby mieć dziecko, ale z decyzji o przyspieszeniu dziecka u rodzin, które i tak dzieci chciały mieć.

- Róbmy dzieci, póki płacą?

- W pewnym uproszczeniu - tak. Co do ubóstwa, to na podstawie doświadczeń innych państw można mieć więcej pewności, że drastycznie spadnie. Urodzenia to jednak bardziej skomplikowana sprawa. Przypuszczam jednak, że politycy sami mają tego świadomość.

- Bo?

- Mówią o sukcesie wzrostu dzietności, ale w planie Morawieckiego jest "filar demograficzny", a tam 500 plus jest tylko jednym z elementów. Rząd, mówiąc o sukcesie, powinien od razu dodać, że to początek szerokiej polityki rodzinnej, za którą powinna być wysokiej jakości opieka nad dziećmi do lat 3. Upowszechnianie żłobków, przedszkoli itd. Świadczenia pieniężne raczej likwidują ubóstwo, ale te inne elementy na dzietność wpływają bardziej. I warto, żeby rząd to wsparł.

- Wesprze?

- To będzie właśnie test na siłę Ministerstwa Pracy, czy znajdą dodatkowe środki na te programy. To pokaże, czy 500 plus było decyzją polityczną mającą tylko przynieść głosy w wyborach, czy też częścią szerokiego programu.

Czy gdyby chodziło tylko o kupowanie głosów, nie lepiej dla PiS byłoby zrobić to później, dopiero rok przed wyborami? A tak ludzie się przyzwyczają.

- PiS chciał zagrać ostro przed wyborami, bo liczył na większość konstytucyjną. Nie zdobył, ale presja na realizację obietnic była bardzo duża.

- Wracając do wspierania dzietności. Na zdrowy, chłopski rozum duży wpływ może mieć ułatwienie młodym dostępu do tanich mieszkań. To miał zapewniać program Mieszkanie plus.

- To prawda, to ważna obok żłobków, przedszkoli i prawa pracy część polityki rodzinnej. Przed rządami PiS jedyną drogą do tych mieszkań były kredyty, co nie było rozwiązaniem dla co najmniej połowy społeczeństwa. I coś, co byłoby tańsze niż prywatny rynek najmu lub obsługa kredytu hipotecznego, dałoby zapewne taki impuls do wzrostu dzietności. W programie "Mieszkanie plus" jest jednak wiele znaków zapytania.

- Jakich?

- Kto będzie zarządzał tymi budynkami? Jaka część mieszkań na tych gruntach będzie z niższymi czynszami? Czy deweloperzy uznają, że to się opłaca? Ile czasu minie, zanim powstaną te mieszkania? Dopóki bankom i deweloperom będzie się bardziej opłacać budowanie mieszkań na sprzedaż, dopóty ten program może mieć kłopoty.

Zobacz: Paweł Zalewski w "WIĘC JAK?": Kaczyński faktycznie służy Putinowi