Przed 10. rocznicą Smoleńska: Każdy lot do Rosji powinien być pod specjalnym nadzorem

2020-02-15 5:26 Rozmawiał Przemysław Harczuk
Arkadiusz Mularczyk
Autor: Piotr Piwowarski/Super Express Arkadiusz Mularczyk

Super Express”: – Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział wizyte w Smolensku 10 kwietnia 2020 roku. Ma uczcić 10 rocznice tragedii smoleńskiej oraz osiemdziesiątą rocznicę zbrodni katyńskiej. Powiedział, że te dwa wydarzenia – Katyń i Smoleńsk – zmieniły historię Polski. Dlaczego ta rocznica ma takie znaczenie?

Arkadiusz Mularczyk: – Na pewno te obchody są ważne z punktu widzenia historii II wojny światowej. Ich upamiętnianie jest to także ważny sygnał dla świata. Zwrócenie uwagi na to, że pewne sprawy wciąż nie zostały wyjaśnione. Bo nie została wyjaśniona katastrofa smoleńska, wrak tupolewa TU 154 M, wciąż nie został Polsce zwrócony. Ale Rosja wciąż nie przeprosiła i nie zadośćuczyniła za mord na polskich oficerach w katyńskim lesie. I te uroczystości to ważny sygnał dla społeczności międzynarodowej – pokazanie, że pewne rzeczy wciąż są niezałatwione w relacjach międzynarodowych.
– Wiemy, że ze strony polskiej pojawi się w Rosji bardzo pokaźna delegacja. Ale też wiemy, że premier Morawiecki nie spotka się ze swoim rosyjskim odpowiednikiem. Jak będzie wyglądać ta wizyta szefa polskiego rządu?
Dopóty, dopóki Rosja nie jest krajem, który przestrzega ładu międzynarodowego, dopóki łamie międzynarodowe rezolucje, a także nie wychodzi naprzeciw polskim oczekiwaniom w sprawie wyjaśnienia okoliczności katastrofy polskiego samolotu, nie jest wskazane, by polski premier, czy ktokolwiek z polskich władz spotykał się z przedstawicielami władz rosyjskich w dodatku w takim miejscu i w takim czasie.
– Dziesięć lat temu miała miejsce gra między pałacem prezydenckim i rządem, doszło do rozdzielenia wizyt. Teraz tego nie ma. Ale jest to podróż samolotem znów w to samo miejsce. Wiemy, że będzie to nie jeden samolot, ale kilka. Czy w związku z podróżą zostaną wdrożone jakieś dodatkowe środki bezpieczeństwa?
– Na pewno w przypadku każdego lotu tak ważnej delegacji muszą być wdrożone najpoważniejsze środki ostrożności. Ale w przypadku podróży tam – do Rosji – środki te muszą być szczególne, a uwaga wyostrzona. Nie ma tu dla mnie najmniejszej wątpliwości.
– Dziesięć lat temu był pan w Smoleńsku, w zasadzie na własne oczy widział pan to, co się tam stało. Jak wspomina pan tamten dzień?
– Przyjechaliśmy pociągiem, na miejscu, na którym obchodzone były uroczystości rocznicy mordu w lesie katyńskim, byliśmy znacznie wcześniej, niż miały się rozpocząć te obchody. Pamiętam chłodny poranek, oczekiwanie na naszą delegację, zdenerwowanie, kolejne doniesienia. I w końcu straszliwa informacja o śmierci naszej delegacji z prezydentem RP na czele. Był to moment tragiczny, traumatyczny dla wszystkich Polaków. Ale szczególnie trudny był chyba dla tych osób, które jak my znajdowały się w Smoleńsku. W miejscu kaźni pomordowanych oficerów dowiedzieliśmy się o kolejnej śmierci polskiej elity. Tak tragiczne chwile pamięta się do końca życia.
– Po Smoleńsku obowiązki śp. prezydenta przejął marszałek Sejmu, Bronisław Komorowski. Potem wygrał on też wybory prezydenckie. Nastąpiła duża zmiana w polskiej polityce. Ale też pogłębił się spór polityczny w Polsce. Na ile Smoleńsk zmienił naszą rzeczywistość?
– Na pewno ten spór się zaostrzył, zresztą już przed tragedią. Te dyskusje i kłótnie przed 10 kwietnia 2010 roku wpłynęły przecież na obniżenie rangi wizyty. Ostatecznie zresztą wizyty były dwie – 7 kwietnia była to wizyta premiera Donalda Tuska, 10 kwietnia prezydenta Kaczyńskiego, zakończona tragedią. To rozdzielenie wizyt doprowadziło do obniżenia poziomu ich bezpieczeństwa, a więc mogło też w jakimś stopniu mieć wpływ na to, co się stało. Ale też późniejsze postępowanie Tuska, oddanie sprawy Rosjanom, umycie rąk, będzie się ciągnęło za tamtą ekipą i za samym ówczesnym premierem. I wykopało głębokie podziały. I wyszło już poza bieżący spór polityczny, weszło na inny poziom.
– Wróćmy do planowanej wizyty premiera Morawieckiego. Wprawdzie do spotkania na szczycie ma nie dojść, ale premier ma okazję, by upomnieć się o wrak polskiego TU 154 M. Czy pana zdaniem jest dziś jeszcze szansa na wyjaśnienie tragedii sprzed dziesięciu lat?
– Te sprawy w sposób właściwy mogły być rozwiązane zaraz po katastrofie, gdy było ogromne zainteresowanie światowej opinii publicznej. Wtedy należało dążyć do powołania komisji międzynarodowej. Niestety – Tusk zdecydował się oddać śledztwo Rosjanom. I ciągnie się to do dziś.

Najnowsze