Przemysław Harczuk: Kościół nie jest PiS-em. PiS nie może być Kościołem!

Przemysław Harczuk
Autor: "Super Express"

Kościół, niezależnie od obecnego kryzysu, słabości wielu hierarchów, wciąż jest dla wielu ludzi ważny. A przez wieki był nadzieją Polaków w czasach, gdy nie tylko partii PiS, ale i samego Jarosława Kaczyńskiego nie było na świecie. Upartyjnienie wiary naszych przodków jest największą szkodą, jaką można chrześcijańskim wartościom wyrządzić

Wspominałem o tym na tych łamach, więc wybaczcie, że się powtarzam, ale sytuacja skłania ku temu. W zamierzchłych czasach rządu PO, w Wielki Piątek, na pierwszej stronie lokalnej gazety znajdowała się ilustracja przedstawiająca mękę pańską i Krzyż. Rozdający pismo kolporterzy zostali zaatakowani przez przechodniów za to, że rozdają rzekomo „pisowską szmatę”. W numerze o PiS-ie nie było nic, ale krzyż części ludzi skojarzył się z partią wówczas opozycyjną. Śmieszne, biorąc pod uwagę, że Kościół to tradycja dwudziestu wieków, a historia partii PiS to raptem niepełne dwie dekady. I, że żadnej formacji politycznej nie należy utożsamiać z religią, świętą dla miliarda ludzi na świecie. Minęły lata i oto prezes PiS (od kilku już lat formacji rządzącej), zarazem wicepremier odpowiedzialny za policję, wojsko, prokuraturę i służby specjalne, wezwał sympatyków i członków własnej formacji do obrony kościołów. Paradne, bo raz – ataki na świątynie, niezależnie od poglądów są skandaliczne, ale to (jak słusznie zauważył prezydent Andrzej Duda) policja odpowiada za zapewnienie porządku i bezpieczeństwo obiektów sakralnych. Dwa – sami hierarchowie i księża wzywają do „zła dobrem zwyciężania” i stanięcia nie z pięściami i pałkami, ale różańcem w ręku. Trzy – obrona świątyń byłaby faktycznie zasadna, gdyby ataki na nie były uskuteczniane przez władzę świecką. Na przykład – rząd przysłałby policję i wojsko do rozpędzania ludzi wierzących, profanowania Mszy Świętych. Wtedy tak – naszym (piszę to jako osoba wierząca) obowiązkiem byłoby stanięcie w obronie największych dla nas świętości. Ale tu jest tak, że wicepremier niejako zwalnia policję z odpowiedzialności i karze bronić wiary partyjnym działaczom. Cztery – rzecz najgorsza – powstanie w świadomości społecznej zbitki PiS – Kościół. Tymczasem do kościołów chodzą wyborcy PiS, ale też sympatycy Konfederacji, Szymona Hołowni, PO, PSL, niegłosujący wcale, rzadko, ale czasami też wyborcy lewicy. I Kościół, niezależnie od obecnego kryzysu, słabości wielu hierarchów, wciąż jest dla wielu ludzi ważny. A przez wieki był nadzieją Polaków w czasach, gdy nie tylko partii PiS, ale i samego Jarosława Kaczyńskiego nie było na świecie. I upartyjnienie wiary naszych przodków jest największą szkodą, jaką można chrześcijańskim wartościom wyrządzić.

Najnowsze
KOMENTARZE