Przemysław Harczuk: Tak się PiS splatformizował

2017-11-29 3:00 Przemysław Harczuk
Przemysław Harczuk
Autor: "Super Express"

Przyczyn wygranej Prawa i Sprawiedliwości w wyborach 2015 r. było wiele. Moim zdaniem przesądziła jednak niezgoda na arogancję władzy ze strony PO i szeroko rozumianego obozu liberalnego. Pogarda dla zwykłego człowieka, podkreślanie wyższości, obnoszenie się z zegarkami, ośmiorniczkami itd. PiS zapowiadał, że będzie inaczej. Dziś okazuje się, że niestety coraz częściej PiS działa niczym Platforma Obywatelska.

Przykładem może być ustawa o zniesieniu zasady trzydziestokrotności w naliczaniu składki ZUS. Czyli - tłumacząc na prosty język - drastyczne jej zwiększenie dla ludzi, którzy przekroczą pewien dochód, w tym wypadku 7 tys. na rękę. Nowa ustawa - o czym pisaliśmy wczoraj - uderzy przede wszystkim w drobnych przedsiębiorców i ludzi zarabiających na papierze dobrze, ale w rzeczywistości spłacających kredyty i nierzadko ledwo wiążących koniec z końcem. Teorii na temat motywacji PiS jest wiele. Niektórzy twierdzą, że chodzi o ratowanie budżetu. Ale zaraz, zaraz - przecież podobno wskaźniki są doskonałe, gospodarka się rozwija, a rządy PiS prowadzą do gospodarczego cudu. To może chodzi o polaryzację biedni kontra bogaci - pokazanie własnemu elektoratowi, że partia niczym Janosik odbiera bogatym i daje biednym? I ta argumentacja wydaje się karkołomna. Drobni przedsiębiorcy to nie żadni bogacze, o czym wyborcy z mniejszych ośrodków wiedzą. Wielkomiejska klasa średnia to często właśnie ludzie pochodzący z małych ośrodków, a ich rodziny, przyjaciele i znajomi w miejscach zamieszkania doskonale zdają sobie sprawę, że te 7 tys. na rękę to pic na wodę, bo kredyty, bo opłaty, bo inne koszty życia. Więc przez swoją decyzję PiS może stracić i we własnym elektoracie. Kto więc będzie beneficjentem planowanych zmian? Jak wynika z analizy dziennikarzy "Super Expressu", na podwyższeniu ZUS najbardziej zyskają najlepiej zarabiający prezesi spółek Skarbu Państwa. Normalny człowiek przez cztery lata ciężkiej pracy może zyskać emeryturę w wysokości raptem kilkuset złotych. Zarabiający 150 tys. zł prezes po zakończeniu czteroletniej kadencji będzie miał zagwarantowane ok. 5 tys. emerytury w przyszłości. Gra warta świeczki. Szkoda tylko, że na fundusz emerytalny dla jaśnie państwa prezesostwa składać się będą przedstawiciele klasy średniej i uczciwi przedsiębiorcy. Jak widać, władza deprawuje - bez względu na jej kolory.

ZOBACZ TAKŻE: Zdaniem redaktora: Po co Kaczyńskiemu premierostwo?