Przemysław Harczuk: Etos Banasia. I etos NIK

2019-12-02 6:56 Przemysław Harczuk
Przemysław Harczuk
Autor: "Super Express"

To mógłby być doskonały scenariusz na film komediowy. Partia rządząca, która zapowiadała oczyszczenie instytucji finansowych, i – niezależnie od ocen – akurat w tym zakresie jakieś sukcesy miała, powołuje na stanowisko najważniejszej instytucji kontrolnej w państwie człowieka, który ma ładną kartę opozycyjną i jest twarzą zmian we wspomnianych instytucjach.

To mógłby być doskonały scenariusz na film komediowy. Partia rządząca, która zapowiadała oczyszczenie instytucji finansowych, i – niezależnie od ocen – akurat w tym zakresie jakieś sukcesy miała, powołuje na stanowisko najważniejszej instytucji kontrolnej w państwie człowieka, który ma ładną kartę opozycyjną i jest twarzą zmian we wspomnianych instytucjach.

Mija raptem kilka tygodni i na Marianie Banasiu – o nim mowa – ciążą poważne zarzuty. I politycy partii rządzącej mówią – „zrezygnuj Marianie!” A Marian rzuca krótkie „nie” i bezczelnie trwa na stanowisku. Partia rządząca chce wdrożyć plan B, ale w tym pomagać nie zamierza jej opozycja. Politycznie – ma rację – niech się PiS na Banasiu jeszcze bardziej wyłoży. Z punktu widzenia państwa jest to jednak bardzo szkodliwe. A tak po ludzku – bardzo smutne. Pal licho już etos samego Banasia – to, że uparcie nie chce rezygnować jest jego sprawą. Ale to, co się dzieje, niszczy pewien etos Najwyższej Izby Kontroli.

Izby, której początek w wolnej Polsce znaczyły tragiczne śmierci prezesa Waleriana Pańki i urzędnika Michała Faltzmana – ludzi, którzy u progu transformacji ustrojowej mieli odwagę ujawnić jej patologie. Zapłacili za to najwyższą cenę. Etos NIK to też historia najbardziej niezależnej od polityków instytucji w III RP. Historia kolejnych prezesów.

Śp. Lech Kaczyński nawet przez największych przeciwników jego działań jako prezydenta i polityka uważany jest za twórcę podwalin pod nowocześnie działającą Najwyższą Izbę Kontroli, a jego prezesura oceniana jest wysoko. NIK trzymała poziom niezależnie od tego, kto nią kierował. A Izbą kierowali i Lech Kaczyński, i Janusz Wojciechowski (wtedy PSL, potem PiS) i Mirosław Sekuła (PO). A jednak do apolityczności Izby zastrzeżeń nie było. Problem pojawił się podczas prezesury byłego ministra sprawiedliwości z PO Krzysztofa Kwiatkowskiego, który został nagrany w restauracji Sowa i Przyjaciele. I pomimo wątpliwości ustępować nie chciał. Teraz historia się powtarza.

Gdyby to była komedia, moglibyśmy się śmiać. Problem w tym, że to nie scenariusz, a polska polityka A.D. 2019. Szkoda.

Jakiej Polski chce lewica? Obejrzyj wywiad z posłem Maciejem Gdulą w programie "Twarzą w Twarz"

Najnowsze