PRZERAŻAJĄCA wizja! Brytyjska wersja koronawirusa trafi do naszych domów

2021-01-24 18:12 TWO
Medycy w kombinezonach walczący z koronawirusem w Polsce
Autor: archiwum portalu Medycy w kombinezonach walczący z koronawirusem w Polsce / Zdjęcie poglądowe

Brytyjska wersja koronawirusa może być bardziej zakaźna, ale za to mniej zjadliwa i groźna dla zdrowia - uważa część naukowców. - To jest niestety bardzo złudne. Bo jeżeli wirus jest - a wszystko na to wskazuje - o 70 proc. bardziej transmisyjny, to niestety dotrze on do większej liczby osób, w tym bezobjawowych, które przyniosą zakażenie do swoich domów. Kontakty Wielkiej Brytanii z Irlandią, Polską, Francją, czy Niemcami spowodowały, że obecnie ta mutacja wirusa jest w ponad 60 państwach na świecie - mówi dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych, prodziekan Wydziału Medycznego Uczelni Łazarskiego. Zapraszamy do zamieszczania opinii w naszej sekcji komentarzy.

"Super Express": - Brytyjska wersja koronawirusa trafiła do Polski. Może być ona bardziej zakaźna, ale za to mniej zjadliwa i groźna dla zdrowia…

Dr Michał Sutkowski: - To jest niestety bardzo złudne. Bo jeżeli wirus jest - a wszystko na to wskazuje - o 70 proc. bardziej transmisyjny, to niestety dotrze on do większej liczby osób, w tym bezobjawowych, które przyniosą zakażenie do swoich domów. Znacząco może to, moim zdaniem, wpływać na statystyki dotyczące zgonów. Domyślaliśmy się już znacznie wcześniej, że mutacja ta jest w naszym kraju. Przyleciało do nas przecież na święta wiele samolotów z Wielkiej Brytanii z  pasażerami. A koronawirus ten był w hrabstwie Kent w południowo-wschodniej Anglii prawdopodobnie od przełomu września i października. Kontakty Wielkiej Brytanii z Irlandią, Polską, Francją, czy Niemcami spowodowały, że obecnie ta mutacja wirusa jest w ponad 60 państwach na świecie.

- Czy zdążył się on już rozprzestrzenić także po naszym kraju?

- Niestety w Polsce bardzo rzadko bada się genomy wirusów. W związku z tym mamy tylko pewne estymacje w oparciu o to, co dzieje się wokół. Skoro w Niemczech, Czechach i na Słowacji jest już dużo tego wariantu koronawirusa, to zapewne także jest on i w Polsce. W ostatnich dniach jest już potwierdzenie jego obecności. Na szczęście, jak poinformowała kilka dni temu firma Pfizer, działa na nią szczepionka. W wirusie zaszły bowiem niewielkie zmiany w jego dużym genomie. W związku z tym on jest względnie stabilny. Chociaż odmian czy kombinacji tego wirusa, z racji szerokiego zakresu jego działania, jest wiele. Ludzie, którzy mają słabą odporność, długo chorują, więc wirus ma czas na mutowanie w ich organizmie. Wymaga to stałego monitoringu sytuacji pod tym względem.

- Ograniczymy możliwość mutacji koronawirusa, jeśli przyspieszymy w Polsce szczepienia.

- Oczywiście. Szczepienia należy znacznie przyspieszyć nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. W naszym kraju mamy możliwości zwiększenia ich tempa. Teoretyczne, przy utrzymywaniu dostaw dużej liczby szczepionek, można by szczepić nawet 3–4 mln osób miesięcznie. Realnie jednak oceniam nasze możliwości na ok. 2–2,5 mln. Pamiętajmy, że pełna odporność wymaga przyjęcia dwóch szczepionek, czyli powinniśmy wykonać 60 mln szczepień. Tymczasem do tej pory wykonaliśmy ok. 700 tysięcy.

PRZECZYTAJ TEŻ:

Szczepionkowy DRAMAT. Zabrakło dawek, minister potwierdza. Co ze szczepieniami 70-latków?

SZOK! Nocna kontrola policji z sanepidem. „Mogę albo się POWIESIĆ, albo otworzyć lokal”

Maciej Hamankiewicz: O szczepieniach powinni decydować lekarze

- Kiedy uzyskamy odporność populacyjną?

Mówi się, że wyraźna różnica w statystykach zakażeń pojawia się przy 25-30 proc. zaszczepionych osób. Natomiast odporność populacyjną osiąga się przy zaszczepieniu ok 70 proc. populacji. Zwracam uwagę, że są też osoby odporne na zakażenie, które przechorowały koronawirusa bezobjawowo. Ich liczba wcale nie jest taka mała. Podawaną liczbę 1,3 mln potwierdzonych przypadków należałoby pomnożyć przez 6 lub nawet 8, co daje 8-11  mln ozdrowieńców. Jeśli dołożylibyśmy do tego ok. 10 mln osób, które przyjęły by szczepionkę, daje to nam już poziom zaszczepienia prawie 60 proc. Tylko że aby to osiągnąć, do wakacji musimy szczepić  2-2,5 mln osób miesięcznie.

- Jak to zrobić?

Powinny być prowadzone "szczepienia dwóch prędkości". Pierwsze w dużych i średnich miastach z wykorzystaniem infrastruktury większych obiektów, takich, jak Targi Poznańskie czy Szpital Narodowy, ale także szpitale węzłowe. Szczepienia powinny odbywać się 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. Tu można skorzystać głównie ze szczepionek wymagających niskich temperatur do minus 70 st. C, gdyż w takich miejscach łatwiej postawić odpowiednie lodówki. Zapewne przy większej dostawie szczepionek ten sposób szczepień zostanie wykorzystany.

- A druga prędkość? Czy jest to sposób na odporność seniorów, którzy mają przesuwane terminy szczepień?

- Lekarze rodzinni i podstawowa opieka zdrowotna. Zaszczepi się w ten sposób mniejszą liczbę osób, ale za to bardzo ważnych społecznie, docierając do najmniejszych miejscowości wsi, gdzie starsi mają problemy z dojazdem, są wykluczeni informatycznie, komunikacyjnie itp. Są to pacjenci do których trzeba dotrzeć, przekonać, dokładnie zbadać. Placówek do tego typu szczepień jest w całej Polsce ok 6 tys.

Rozmawiał Tomasz Wolf

Najnowsze