Rafał Woś: Joker, bohater naszych czasów

2019-11-05 10:50 Rafał Woś
Rafał Woś
Autor: Super Express

Ostatnio jakby łatwiej pójść do kina. Raz, że jest trochę bardziej za co. A dwa, że jest też wreszcie na co. Płace w Polsce trochę urosły, a bezrobocie dość niskie, więc i kino stało się mniej elitarną rozrywką niż jeszcze – powiedzmy – 15 lat temu. Do tego w kinie pojawia się coraz więcej filmów pokazujących życie z tej mniej elitarnej, a bardziej ludowej i demokratycznej strony.

Weźmy film „Joker” – grany u nas od początku października – który obejrzało już w Polsce podobno mniej więcej półtora miliona ludzi. Mówisz „Joker” – myślisz „Batman”. W końcu przez ostatnich kilka dekad widzów karmiono opowieścią o człowieku nietoperzu – mrocznym superbohaterze, który, zaopatrzony w najnowsze gadżety, ratuje świat przed złem i chaosem. Owszem, jest może przy tym dla swych wrogów nieco szorstki, lecz to przecież efekt doznanej w dzieciństwie traumy – gdy przestępcy zabili mu rodziców.

Na szczęście w tym momencie wchodzi „Joker”. I odwraca sprawy (jak to się kiedyś mówiło) „z powrotem z głowy na nogi”. Pokazuje, skąd tak naprawdę wzięły się owe zło i chaos, z którym tak dzielnie walczy Batman. „Joker” wgniata nas w fotel, pokazując społeczeństwo, które nie działa. To świat rosnących nierówności i zwijanych programów społecznych. Świat elit, które mówią wprost: jeśli jesteś biedny, to jest twoja wina i nie użalaj się nad sobą! Niby ten „Joker” osadzony został w realiach połowy XX w. Ale nie ma przecież wątpliwości, że to nasz świat. To Zachód (i Polska) ostatnich 30 lat. Dopiero po tym „Jokerze” zaczynamy rozumieć: ten cały Batman jest jak strażak, dzielnie gaszący pożary, które ludzie z jego sfery (bogaci) sami porozpalali.

Dlaczego piszę o filmie w miejscu przeznaczonym na społeczno-polityczny felieton? Bo ten film jest wart więcej niż 100 tys. książek o nierównościach i pękniętym społeczeństwie. I gdy na taki film idzie w Polsce półtora miliona ludzi, to znaczy, że może jest nadzieja. Bo filmy takie jak „Joker” to przecież zapowiedź, że kino nie musi być „opium do usypiania mas”, lecz może znów stać się miejscem mówienia normalnym językiem o rzeczach ważnych dla całej wspólnoty. Tylko takie kino może znów być „najważniejszą ze sztuk”. I tylko ono może pomóc światu zejść ze ścieżki w kierunku samozagłady.