Rafał Woś specjalnie dla czytelników Super Expressu: Czy mamy być wdzięczni za rok 1989?

2019-06-04 7:51 Rafał Woś
Rafał Woś
Autor: Super Express

Ustalmy jedną rzecz. W roku 1989 istniała alternatywa wobec planu terapii szokowej Sachsa i Balcerowicza. Po prostu elitom było wtedy wygodnie alternatywę wyciszyć.

4 czerwca to początek serii rocznic. Po wakacjach będziemy mieli 30-lecie rządu Mazowieckiego. W grudniu minie zaś 30 lat od przepchnięcia przez sejm planu Balcerowicza. Dopiero wszystkie te wydarzenia razem składają się na tzw. terapię szokową. Czyli zaprowadzenie w Polsce wolnego rynku. Czego skutkiem było z jednej strony otwarcie niesamowitych perspektyw przez niektórymi. Kosztem jednak skokowego spadku produkcji, nagłego wzrostu bezrobocia i eksplozji nierówności społecznych. To powód, dla którego rok 1989 jest dla jednych „gwiezdnym czasem”. Dla innych zaś początkiem pęknięcia polskiego społeczeństwa po linii biedni - bogaci.

Nie chodzi o to, że Balcerowicz i Mazowiecki mieli ze „skoku w wolny rynek” zrezygnować. Problem polegał na tym, że publika miała wtedy na ten ich skok patrzeć, oklaskiwać, a potem żyć z jego konsekwencjami. Nie wolno było jednak krzyknąć „źle skaczecie!”. Każda próba krytyki czy korekty groziła karą uznania za „oszołoma”, „człowieka o sowieckiej mentalności” czy przyklejeniem łatki „przeciwnika demokracji”. W ten sposób autorzy polskiej transformacji dusili w Polakach demokratycznego ducha. I to dokładnie w momencie, gdy – rzekomo – odzyskiwaliśmy wolność.

W takiej atmosferze alternatywa wobec terapii szokowej faktycznie nie zakwitła. Ale nie dlatego, że jej nie było. Bo była. Nawet w samej Solidarności istniały propozycje, by wzorować się nie tyle na się anglosaskim kapitalizmie, lecz na modelu szwedzkim. Mocniej uwzględniającym interes pracowników, a mniej dobro kapitału. Można było też pójść drogą chińską, gdzie przemiany wolnorynkowe zostały rozłożone na lata i odbywały się bez konieczności natychmiastowego konkurowania z zachodnim kapitałem.

Zwyciężyło jednak przekonanie o braku alternatywy. To było dla autorów transformacji bardzo wygodne. Bo skoro „nie można było inaczej”, to przecież nie za bardzo można winić takich polityków jak Balcerowicz, Mazowiecki czy Bielecki za cokolwiek. Wszak „nie mogli inaczej”. Może więc pora odwrócić argument. Skoro „nie mogli inaczej”, to dlaczego – u licha - mamy ciągle celebrować, jak to bardzo jesteśmy im za ten rok 1989 wdzięczni?