Ryszard Czarnecki komentuje: Verhofstadt może skończyć jak Goebbels

2016-01-23 3:00 Rozmawiał Przemysław Harczuk

Rozmowa z Ryszardem Czarneckim, wiceprzewodniczącym PE: Verhofstadt może skończyć jak Goebbels.  

"Super Express": - Debata w Parlamencie Europejskim. Sukces czy klęska rządu Beaty Szydło?

Ryszard Czarnecki: - To sukces Polski i osobisty sukces Beaty Szydło, która zmieniła narrację na temat naszego kraju. Ta dotychczas suflowana przez opozycję była narracją negatywną, opierającą się na stereotypach i uproszczeniach. Eksponowała rzekomy brak demokracji. Tymczasem nasza premier pokazała Rzeczpospolitą jako kraj, który długie lata walczył o wolność własną i innych narodów. Taka lekcja historii bardzo się przyda naszym bliższym i dalszym sąsiadom.

- No, nie wszystkich pani premier przekonała. Guy Verhofstadt, lider frakcji liberałów, cały czas podtrzymuje swoje bardzo krytyczne opinie na temat Polski.

- Było od początku oczywiste, że pani premier nie przekona wszystkich. Nie bądźmy dziećmi - polityka międzynarodowa to twarda gra, silna Polska nie wszystkim się podoba. W interesie różnych krajów, grup interesów czy poszczególnych polityków jest Polska "jedząca z ręki" państw dyktujących warunki w polityce europejskiej. Ci, którzy są zwolennikami polityki dominacji największych europejskich państw w Europie kosztem Polski, zawsze będą krytykować rząd w Warszawie, który chce realizować interes narodowy w gospodarce i polityce wewnętrznej.

Czytaj: Tomasz Walczak: Czasami PiS warto bronić

- Lider unijnych liberałów to jednak były premier Belgii, polityk wpływowy. Nie martwi pana jego tak ostre stanowisko?

- Pan Verhofstadt w stosunku do premier Szydło wykonał wulgarny, obsceniczny gest w stylu gestu Kozakiewicza. Było to złamanie europejskich standardów, myślę, że polityk będzie mieć z tego powodu problemy. Przypomnę, że dziesięć lat temu podczas debaty na temat lustracji w Polsce ówczesny wiceprzewodniczący frakcji socjalistów, pan Goebbels, w kierunku polskich europosłów pokazywał znaki satanistyczne, w formie wyprostowanego pierwszego i czwartego palca dłoni. Jego kariera w Parlamencie Europejskim się zakończyła. Bo jednak w poważnej polityce należy panować nad emocjami.

- Na razie Verhofstadt zapowiada stworzenie rezolucji na temat Polski. Czego się pan po tej rezolucji spodziewa?

- Ma to szczególny polski kontekst. Mało kto bowiem wie, że podczas grudniowej wizyty w Brukseli Ryszard Petru, lider Nowoczesnej, spotkał się z Verhofstadtem oraz nowym liderem europejskiej partii liberalnych demokratów Van Baalenem i zgłosił akces partii Nowoczesna do liberalnej międzynarodówki. Otwarte pozostaje pytanie, czy wchodząc do organizacji, której przedstawiciel i lider w Parlamencie Europejskim jest tak agresywny wobec Polski, Ryszard Petru utożsamia się z tymi atakami.

- Naprawdę sądzi pan, że akcja Verhofstadta w Parlamencie Europejskim była inspirowana przez Petru i Nowoczesną?

- Ja nie wypowiadam się, czy akcję Verhofstadta inspirowała polska opozycja, czy było wręcz odwrotnie, że to działania polskiej opozycji są inspirowane z Unii Europejskiej. Osobiście jednak nie wyobrażam sobie, by mój przyjaciel Syed Kamall z frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów wypowiadał się agresywnie wobec Polski. A gdyby obraźliwe wypowiedzi miały miejsce, nie mógłbym być z nim w jednej frakcji. Jak widać panu Petru nie przeszkadza współpraca z człowiekiem, który swymi niesprawiedliwymi i obraźliwymi wypowiedziami masakruje wizerunek Polski. Myślę, że jest osobiście uprzedzony wobec naszego kraju, ale jego wystąpienia mają też inny powód. Verhofstadt ma bowiem kompleks wobec wszelkich rządów prawicowych. Pamiętam, jak przed laty ostro i brutalnie traktował premiera Viktora Orbána.

- Krytykuje pan Petru za współpracę z frakcją liberałów. Ale ALDE to nie tylko były belgijski premier. Może inni politycy nie są tak agresywni wobec Polski?

- W ALDE jest kilku ciekawych polityków, z którymi można, nie zgadzając się, współpracować na forum parlamentu. Jednak Verhofstadt jest frakcji tej liderem. A wśród liberalnych eurodeputowanych nie brak też innych postaci kontrowersyjnych, jak Rosjanin Viktor Uspaskich, milioner mieszkający na co dzień w Moskwie.

- Rosjanin w Europarlamencie?

- Tak, wybrany został na Litwie. Mieszka jednak na terenie Federacji Rosyjskiej, tam robi interesy. Jest wielkim admiratorem Putina.

- Sam Verhofstadt jest jednak na czarnej liście Kremla i zarzuca, że właśnie działania PiS są "wpychaniem Polski w objęcia Putina".

- Nie ma takich bzdur, których by nie powiedział. To jest bełkot. Natomiast myślę, że jest jeszcze jeden powód frustracji byłego premiera Belgii: frakcja liberałów była trzecią siłą w europarlamencie, a jej przedstawiciel Pat Cox był nawet przewodniczącym PE, teraz spadła na czwarte miejsce, wyprzedzona przez Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do której przynależy Prawo i Sprawiedliwość.

- Wróćmy do samej debaty. Czy jednak nie zaszkodzi ona pozycji Polski?

- Oczywiście źle, że do niej doszło. Jednak zarówno akcja wysyłania e-maili do unijnych polityków oraz świetne wystąpienie pani premier pozwoliło Polsce wrócić z tej debaty z tarczą, otworzyło oczy politykom europejskim, że nie do końca jest tak, jak mówi to opozycja. Proszę zwrócić uwagę na głos przedstawiciela Słowenii z frakcji chrześcijańskich demokratów, a więc największej grupy w europarlamencie. Wydawało się, że będzie on krytykował Polskę, tymczasem powiedział, że "Polska nie ma żadnych problemów. Prawdziwe problemy z demokracją są w moim kraju, w Słowenii". A więc głosy były zróżnicowane. I jeszcze jedno - debata w Parlamencie na temat Węgier zaszkodziła im wizerunkowo, ale kraj się rozwija, bezrobocie spadło, jestem przekonany, że w Polsce będzie podobnie.

Najnowsze