Superliga i Liga Mistrzów, czyli opowieść o niesprawiedliwym świecie - komentuje Tomasz Walczak

2021-04-21 7:03 Tomasz Walczak
Tomasz Walczak
Autor: Piotr Grzybowski Tomasz Walczak

Superliga, która ma być konkurencją dla Ligii Mistrzów, wzbudziła ogromne emocje i oskarżenia o mordowanie futbolu w imię chciwości ludzi zarządzających klubami, które mają w niej grać. Wszystko, co się w Superlidze nie podoba, jest już w profesjonalnym sporcie od lat, ale potrzeba było prawdziwego zuchwalstwa i cynizmu pomysłodawców tych rozgrywek, by te patologie dostrzec. Ale współczesny sport to nie tylko zwierciadło, w którym przeglądają się wszystkie patologie świata. To także świetny przykład, na którym można pokazać, co z tym światem jest nie tak.

Od kilku dekad jesteśmy przekonywani, że wszyscy niezależnie od naszego pochodzenia mamy dokładnie takie szanse w wyścigu o dobrobyt i godność. Że wystarczy tylko ciężko pracować, bardziej się starać i życiowy sukces niechybnie stanie się naszym udziałem. A kto tego sukcesu nie odniósł może być winny tylko sobie i swojemu lenistwu i brakowi zaradności. To, oczywiście, kłamstwo, a w najlepszym wypadku bajeczka dla grzecznych dzieci. To, że jest zgoła inaczej, pokazuje nam przykład Ligi Mistrzów.

Teoretycznie rozgrywki te dają wszystkim klubom takie same szanse. Najlepsze drużyny ze wszystkich europejskich lig mogę wziąć udział w eliminacjach i jeśli tylko wykonają odpowiednio ciężką pracę, mogą liczyć na udział w tych prestiżowych i dobrze płatnych rozgrywkach. Ba! Mogą nawet Ligę Mistrzów wygrać. Problem polega na tym, że tak się nie dzieje. Przepaść między najlepszymi drużynami a średniakami i tymi słabszymi ze słabszych lig uniemożliwia sukces. Ci pierwsi mają nieograniczone budżety na zakupy najlepszych piłkarzy świata i najlepsze szkolenie, budując ich piłkarski kapitał i przewagę konkurencyjną nie do przeskoczenia dla biedniejszych, a więc i słabszych drużyn. Liga Mistrzów nie jest opowieścią o pucybucie, który został milionerem, ale o milionerze, który został miliarderem.

Dokładnie tak samo działa społeczeństwo. Ktoś, kto urodził się w bogatym domu z dużym kapitałem społecznym, biedy w życiu nie zazna. Ktoś, kto urodził się w rodzinie biedniejszej szans na podobne bogactwo nie ma za wielkich. To, co sprawia, że ich perspektywy życiowe są tak różne, to punkt, w którym w życie wystartowali i na co nie mieli żadnego wpływu. To, że rodzeństwo Kulczyków jest najbogatsze w Polsce nie wynika z faktu, że pracowali ciężej niż dziecko zwykłego Kowalskiego. Po prostu fortunę odziedziczyli. Ci, którzy urodzili się w biedzie, niemal na pewno takiego bogactwa pracą nie osiągną. Tak samo Ligii Mistrzów nie wygra polski klub, bo Bayern, Real czy Liverpool są w tej opowieści Kulczykami, a polska drużyna dzieckiem zwykłego Kowalskiego.

>>CZYTAJ TAKŻE:

>Superliga lepsza niż Liga Mistrzów? Wybitny socjolog: "Przynajmniej nie udają, że chodzi im o coś więcej niż o pieniądze"

>Patryk Jaki wpadł w furię! Sprawa nie dotyczy polityki. Gruba afera na cały świat! 

Podziel się opinią
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
Najnowsze