Szef lekarzy rodzinnych ALARMUJE: mamy ZA MAŁO szczepionek!

2021-01-04 15:18
Narodowy program szczepień/zdjęcie ilustracyjne
Autor: pixabay.com Narodowy program szczepień/zdjęcie ilustracyjne

Narodowy Program Szczepień trwa od 27 grudnia. Do tej pory na COVID-19 udało się zaszczepić niewiele ponad 50 tys. osób. Lekarze łapią się za głowy i mówią, że to zdecydowanie za mało. - Nasze możliwości szczepień są na poziomie 3,4 miliona miesięcznie - tłumaczy w programie "Super Raport" prezes warszawskich lekarzy rodzinnych dr Michał Sutkowski. - Nawet mniej – 2,5 mln to by było tempo satysfakcjonujące z punktu widzenia epidemiologicznego. Jeśli podmioty lecznicze zgłosiły taką możliwość, to to tempo powinno zostać wypracowane. Dostawy przewidziane na styczeń mówią o półtora miliona dawek, a zatem o co najmniej dwa razy mniejszej liczbie szczepionek w stosunku do możliwości szczepienia alarmuje lekarz.

Kamila Biedrzycka: Co pan sobie myśli kiedy słyszy tłumaczenia artystów i zupełnie inne wersje wydarzeń każdej ze stron zaangażowanych w „aferę szczepionkową”? Jak pan to ocenia z punktu widzenia medyka?

dr Michał Sutkowski: Z perspektywy lekarza powiem jedną rzecz: ja czekam na swoją kolej cierpliwie, w kolejce. Chciałbym żeby szczepienia, tak jak każda inna sprawa, była prosta, przejrzysta i szybko wyjaśniona. To co się stało na pewno nie promuje szczepień, daje poczucie pewnego braku stabilności. To jest nam naprawdę niepotrzebne, nie powinno mieć miejsca i w interesie Narodowego Programu Szczepień powinno być zupełnie inaczej zrobione.

- Program Szczepień trwa już ponad tydzień, ale wynik chyba nie jest imponujący, mówiąc delikatnie?

- Rzeczywiście. Ja uważam, że ten program wystartował dość ślamazarnie. Po pierwsze dostawy szczepionek tak naprawdę dopiero się zaczynają, ale za nami także okres świąteczno-noworoczny, który nie sprzyjał szczepieniom. Według mnie jednak zbyt wolno rozpoczęliśmy, ze zbyt małym przytupem. Ja bym chciał żeby to było znacznie bardziej spektakularne. Bardziej widoczna powinna być także kampania edukacyjna, informacyjna, nakierowana także na pracowników szeroko rozumianego sektora zdrowia. Bo my powinniśmy być przykładem dla naszych pacjentów, a jesteśmy tylko w połowie, co też mnie niepokoi. Atmosfera wokół szczepionek jest zła. A to fatalnie, bo szczepienia są bardzo ważnym narzędziem w ochronie przed pandemią. Jedyne, które pomoże nam wrócić do normalności. Jeżeli go nie użyjemy, to będziemy w okresie endemii przez kolejnych kilka lat, będziemy się borykać z ogromnymi problemami społecznymi i gospodarczymi.

dr Michał Sutkowski: Musimy szczepić 2,5 mln. Polaków miesięcznie [Super Raport]

- Zaszczepieni powinni się cieszyć jakimiś przywilejami? Np. brakiem konieczności noszenia maseczek, albo możliwością korzystania z kin, restauracji czy miejsc sportu?

- Jeśli chodzi o tego typu zachęty, to tak. Ala daleki byłbym od tego żeby promować nienoszenie maseczek. Ta „święta trójca” pandemii powinna w dalszym ciągu funkcjonować. Dystans, dezynfekcja i maseczki nadal muszą obowiązywać do czasu, kiedy ktoś nie powie „pandemia się skończyła”. Amen.

- Premier mówił to już latem. Że „wygraliśmy z wirusem”.

- No tak. Ale stan pandemiczny nie został odwołany. Musimy poczekać na formalne rzeczy, wtedy formalnie wszystkie obostrzenia zostaną zniesione. Ale wracając do zachęt – życie samo będzie szybko je tworzyć – pewnie linie lotnicze, niektóre kraje, może możliwości szybszego dostawania się do placówek medycznych. To będzie działało na plus osób zaszczepionych. Na ten temat także jest potrzebna solidna, sensowna i transparentna debata publiczna.

- Wielu zadaje sobie pytanie jak to jest możliwe, że w Izraelu zaszczepiło się już grubo ponad milion pacjentów, a u nas jedynie kilkadziesiąt tysięcy. Co robimy nie tak?

- Problem oczywiście tkwi w organizacji logistycznej, planistycznej i mobilizacyjnej. Izrael jest pod tym względem doskonale zorganizowany. A problem z początkiem szczepień ma na dobrą sprawę wiele państw, my nie jesteśmy wyjątkiem. Choć to prawda, że w Izraelu zaszczepiono 10 proc. kraju, a w Polsce… 2 promile.

- Jak przyspieszyć?

- Na razie szczepionkami dysponuje Agencja Rezerw Materiałowych i ona jak najszybciej powinna je przesyłać do szpitali. W samych szpitalach z kolei proces szczepienia powinien być zdecydowanie bardziej dynamiczny, szybszy, sprawniejszy.

- ¾ Polaków, jeśli nie więcej, nie ma zielonego pojęcia co zrobić żeby się zaszczepić…

- ...myślę, że tak jest. Parę znaków zapytania jeszcze jest na horyzoncie. Na pewno będzie można to zrobić przez przychodnie podstawowej opieki zdrowotnej. Zachęcamy do kontaktu, tym bardziej, że my też musimy wiedzieć ile dawek szczepionki będzie potrzebnych w danej placówce. Po drugie trzeba prowadzić szeroką kampanię edukacyjną, która będzie mówić o infolinii, indywidualnym koncie pacjenta, punktach mobilnych dla przewlekle chorych pacjentów. To powinno być przedstawiane opinii publicznej w postaci swoistych reklam z wykupionym czasem antenowym w największych mediach. Informacja musi docierać różnymi kanałami do jak największej liczby Polaków.

- Nie ma pan wrażenia, że sam rząd jeszcze nie potrafi odpowiedzieć na te pytania?

- Z pewnością jest jeszcze wiele znaków zapytania. One też zależą od dostaw, o czym cały czas mówi minister Dworczyk i trzeba się tu z nim zgodzić. Nasze możliwości szczepień są na poziomie 3,4 miliona miesięcznie. A nawet mniej – 2,5 mln to by było tempo satysfakcjonujące z punktu widzenia epidemiologicznego. Jeśli podmioty lecznicze zgłosiły taką możliwość, to to tempo powinno zostać wypracowane. Dostawy przewidziane na styczeń mówią o półtora miliona dawek, a zatem o co najmniej dwa razy mniejszej liczbie szczepionek w stosunku do możliwości szczepienia. Poza tym to co już jest powinniśmy wykorzystać naprawdę należycie.

- Wielu boi się powikłań, a tych nie odnotowano chyba zbyt wiele?

- Ma pani absolutną rację. Na świecie zaszczepiono już kilka milionów ludzi i rzeczywiście poza kilkunastoma reakcjami alergicznymi, niekoniecznie groźnymi i nie będącymi wstrząsami anafilaktycznymi, odnotowano jedynie powikłania miejscowe opisane w charakterystyce produktu.

- Gdyby to od pana zależało, puściłby pan po feriach dzieci do szkół?

- Nie, nie puściłbym. Wszystko niestety wskazuje na to, że będziemy mieli dużą liczbę zakażeń. Koło 10-12 stycznia będziemy wiedzieli jak przeżyliśmy epidemiologicznie Święta i czas Nowego Roku. Ale podejrzewam, że źle. Dlatego byłbym bardzo ostrożny jeśli chodzi o tradycyjne puszczanie dzieci do szkół.

Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE